Reklama

  •  

    Krwawa krawcowa

Patrycja była osobą niezdolną do odczuwania uczuć wyższych. Zabiła dwóch swoich partnerów, gdy przestała ich potrzebować.

Zdjęcie

Nigdy nie była przesadnie czuła. Gdy miała dość... zabijała /PantherMedia
Nigdy nie była przesadnie czuła. Gdy miała dość... zabijała
/PantherMedia
Mieszkańcy położonej na peryferiach Olkusza kamienicy nawet lubili Karola D. Miał opinię spokojnego, życzliwego, chętnie pomagającego innym. Uchodził za "złotą rączkę", sąsiedzi często wzywali go do drobnych napraw. Niestety, zarobione w ten sposób pieniądze mężczyzna przeznaczał przeważnie na alkohol - lubił sobie wypić, podobnie jak jego konkubina, Patrycja W., z którą Karol zamieszkał po rozstaniu z żoną. Żyli ze sobą, jak potem zeznawali świadkowie, raczej zgodnie. Czasem oczywiście dochodziło między nimi do kłótni, ale tak jest często, gdy ludzie mają za dużo wolnego czasu i skłonność do alkoholu.

Czuć było z ich mieszkania

Na nieobecność Karola D. pierwszy zwrócił uwagę mieszkający piętro niżej emerytowany listonosz, Paweł H. Wcześniej często prosił go o pomoc, wzywając do naprawy cieknącego kranu lub rozlatującego się krzesła. Zwykle Karol D. przychodził niemal natychmiast. Tym razem nie pojawiał się, choć przed dwoma dniami powiedział, że chętnie pomoże przy dopasowaniu obluzowanych drzwi szafy. Paweł H. pukał nawet do jego mieszkania, ale od Patrycji W. usłyszał, że Karola nie ma, gdzieś wyszedł.

Kobieta nie wpuściła go do środka, rozmawiali przez drzwi. A potem pojawił się ten smród - bardzo przykry, mdlący, jakby gnijącego mięsa. Potęgowany przez panujące w lipcu 2008 roku upały.

Reklama

Kilka dni po zniknięciu Karola D. fetor nasilił się tak bardzo, że zdesperowani lokatorzy wezwali policję. Nikt nie miał już wątpliwości, że śmierdzi padliną, ale żaden z sąsiadów nie podejrzewał, że chodzi o trupa. Nieszczęśliwe dzieciństwo Określenie "kobieta z przeszłością" pasowało do Patrycji W. jak ulał. Ta niska i szczupła 58-letnia kobieta sporo w swym życiu przeszła. Los jej nie oszczędzał.

Urodziła się w Tarnowskich Górach, jej ojciec był kolejarzem, matka nie pracowała. W domu specjalnie się nie przelewało, miała sześcioro rodzeństwa, tato często zaglądał do kieliszka. Tomasz R. rzadko oddawał żonie pensję w całości, więc kobieta, aby rodzinie starczało na jedzenie, dorabiała szyciem. W rodzinie panowały surowe, patriarchalne stosunki, o wszystkim decydował mężczyzna, typowy tyran. Zahukana matka ustępowała mu we wszystkim. Ojciec, człowiek gruboskórny, nie okazywał dzieciom żadnych uczuć, właściwie interesował się nimi tylko wtedy, kiedy należało któremuś dać w skórę. A potrafił przyłożyć, zwykle bił grubym mundurowym pasem. Regularne lanie swych pociech uznawał za najlepszą i jedyną metodę wychowawczą.

- Biję, żebyście wyszli na ludzi - mówił przy tym.- Jeszcze mi kiedyś będziecie za to dziękować.

Z chłopakami jej się nie układało

Dzieci bały się go i nienawidziły. O żadnej miłości do okrutnego ojca nie mogło być mowy. Patrycja zwierzyła się nawet jednej ze starszych sióstr, że chciałaby, żeby ojca przejechał pociąg. Gdy ta zapytała, czy nie boi się kary za tak grzeszne myśli, odparła, że piekło to Czarna Wdowa z Olkusza ma już teraz. A co będzie potem, to jej nie obchodzi. Wychowująca się w tej toksycznej rodzinie Patrycja wyrosła na dziewczynę ładną, ale zarazem skrytą, niepotrafiącą okazywać innym uczuć. Mimo że była zdolna i inteligentna, nie zdobyła wykształcenia, skończyła jedynie podstawówkę, a potem przez rok uczyła się w szkole zawodowej. Przerwała jednak naukę. Poszła w ślady matki i została krawcową. Przez kilka lat szyła męskie garnitury w spółdzielni produkcyjnej. Nie miała planów na życie i większych ambicji. Nie marzyła o karierze i pieniądzach, wystarczało jej, że zarabia tyle, by nie brakowało do pierwszego.

Z chłopakami jej się nie układało. Owszem, nie narzekała na brak zainteresowania, była przecież zgrabna, potrafiła się też dobrze ubrać. Lecz żadnego z mężczyzn nie zdołała zatrzymać przy sobie na dłużej. Chłopaków odpychał od niej emocjonalny chłód. Nie okazywała radości, nie cieszyła się z kwiatów i prezentów, jakie otrzymywała. Wszelkie zapewnienia o miłości zbywała wzgardliwym uśmieszkiem, mówiąc, że w takie bajki to ona nie wierzy. Być może w każdym mężczyźnie widziała swego brutalnego ojca. Nic dziwnego, że nawet najbardziej wytrwali zrywali z nią po kilku tygodniach. Skończyła 25 lat i wciąż była sama. Jej bracia i siostry naigrywali się z niej nawet, że tak już pewnie zostanie starą panną. Bardzo ją takie gadanie denerwowało. Los samotnej kobiety bynajmniej jej się nie uśmiechał, zwłaszcza że chciała się wyprowadzić z domu, najlepiej do innego miasta. Miała już swojej rodziny powyżej uszu. A jednak w końcu poznała nowego chłopaka. Tym razem nie zamierzała zmarnować swej szansy.

Chłopak jak marzenie

Tadeusz W. pochodził z Olkusza, pracował jako kierowca w jednej z dużych firm transportowych. Często przyjeżdżał po towar do spółdzielni, w której była zatrudniona Patrycja. Przystojny, wesoły chłopak, sprawiający wrażenie zaradnego od razu wpadł jej w oko. Zaczęli ze sobą rozmawiać, początkowo o sprawach zawodowych, potem na inne tematy. Dziewczyna bardzo mu się spodobała, szybko dał jej do zrozumienia, że jest gotów do żeniaczki. Patrycja wiedziała, że kolejna okazja na ułożenie sobie życia szybko się nie trafi i zrobiła wszystko, aby z nim być. Zwłaszcza że mieli szansę na własny kąt - Tadeusz dziedziczył po babce dwupokojowe mieszkanie w kamienicy.

Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Po czterech miesiącach znajomości z Tadeuszem Patrycja oświadczyła rodzicom, że wychodzi za mąż i przenosi się do Olkusza. Matka się ucieszyła, a ojciec tylko burknął coś o darmozjadach, których się wreszcie pozbędzie... Dzień po weselu dziewczyna zabrała z domu wszystkie swoje rzeczy i wyprowadziła się do męża. Rodzina tyle ją widziała. Patrycja nigdy już nie przyjechała do Tarnowskich Gór, nawet na pogrzeb najbliższych. W Olkuszu zamieszkali wraz z babcią Tadeusza, zajmując jeden pokój. Dziewczyna nie mogła narzekać - pracowity mąż dbał o nią, jak potrafił. Ona też znalazła zatrudnienie w prywatnym zakładzie krawieckim.

Artykuł pochodzi z kategorii: Śledztwo

Zobacz również

  • Chcesz być szczupły? Musisz pościć!

    ​Ważne jest nie tylko to, co jesz, ale i w jakich godzinach - twierdzą naukowcy z Salk Institute for Biological Studies. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 11

Reklama

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

~zaq -

taaak i w ten sposób ktoś kto parokrotnie zabija bez mrugnięcia okiem w polsce ma jeszcze szansę na życie w społeczeństwie. po pierwszym morderstwie powinna odsiadywać dożywocie w zakładzie psychiatrycznym...

~Maria -

Mimo wszystko współczuję jej. Dzieci alkoholików powinny mieć zapewnioną pomoc, a nie cholerni alkoholicy, co to z MOPS-u mają rentę i chleją na umór!!! Polska polytyka prorodzinna to jest właśnie!!!!!!!!

Dodaj komentarz