Reklama

  •  

    Kłamstwo w obronie

Tomasz tak bardzo kochał Edytę, że kiedy w ataku gniewu zabiła swojego znienawidzonego brata, zdecydował się przyznać zamiast niej do zbrodni.

Zdjęcie

Biegli uznali, że w chwili popełnienia przestępstwa kobieta była niepoczytalna /PantherMedia
Biegli uznali, że w chwili popełnienia przestępstwa kobieta była niepoczytalna
/PantherMedia
Tomasz M. mieszkał w N., dużym mieście w południowej Polsce. Wkrótce kończył 35 lat. Nadal był samotnym kawalerem, do tej pory nie myślał poważnie o założeniu rodziny. Kiedyś, w szkole średniej, zakochał się w dziewczynie z klasy. Chciał się z nią w przyszłości ożenić, ale niestety Ewa nie odwzajemniła jego uczuć. Wyjechała na studia na drugi koniec Polski i stracił ją z oczu. Potem Tomasz poznawał różne kobiety. Niektóre nawet mu się podobały, ale nie na tyle, by zastanawiać się nad ślubem. Jednak od pewnego czasu coraz częściej przychodziło mu do głowy, że pora przestać wybrzydzać, bo lata lecą. Zanim się obejrzy, stuknie mu czterdziestka, a wtedy żadna kobieta nie zechce na niego nawet spojrzeć.

Dziewczyna z laptopem

Pewnego dnia w prowadzonym przez niego sklepie ze sprzętem komputerowym zjawiła się szczupła jasnowłosa dziewczyna. Wyglądała na bardzo zmartwioną. Pod pachą trzymała laptopa. Tomasza M. zachwyciła jej uroda. Jąkając się i czerwieniąc uprzejmie spytał, w czym może pomóc. Urocza klientka ciężko westchnęła. - Nie mogę uruchomić komputera - powiedziała. - Nie wiem, co się stało, jeszcze wczoraj wszystko działało. Gdyby pan zechciał rzucić okiem na tego grata... W takiej sytuacji powinien spytać, czy sprzęt został zakupiony w jego sklepie i dopiero po okazaniu przez klientkę paragonu przyjąć laptopa do naprawy. Machnął jednak ręką na formalności - dziewczyna coraz bardziej mu się podobała.

Miała miły głos: - Tylko w panu nadzieja - powiedziała. - Za pół godziny mam ważną prezentację. Jeśli to beznadziejne pudło nie zacznie działać, to chyba pójdę się powiesić... "Grat" w rękach Tomasza M. ożył już po kilku minutach. Nie doszło do awarii sprzętu, po prostu przeciążony system się zawiesił. Czasem się to zdarza, gdy użytkownik uruchamia kilka programów naraz. Na pytanie, ile wynosi należność za naprawę, serwisant odparł, że nic. - To było techniczne sprawdzenie sprzętu, a za to nie biorę pieniędzy - wyjaśnił. - Nie wiem, jak panu dziękować... - dziewczyna zarumieniła się. - Czuję się doprawdy zakłopotana. - Możemy temu zaradzić. Jeśli chce się pani zrewanżować, może pójdzie pani ze mną na kawę? Oczywiście po tej ważnej prezentacji. Nie odmówiła.

Reklama

Miłość od pierwszego wejrzenia

Jak się okazało, dziewczyna od niedawna pracowała w pobliskiej agencji ds. przedsiębiorczości - tam miała wygłosić referat. Potem w zasadzie była wolna. Od pierwszego wejrzenia Spędzili w kawiarni prawie dwie godziny, które błyskawicznie upłynęły. Tomasz był oczarowany Edytą K. Umówili się na kolejne spotkanie, potem zaczęli się widywać coraz częściej. Z czasem zrozumieli, że nadają na tej samej fali. Mężczyzna zakochał się od pierwszego wejrzenia i już nie wyobrażał sobie życia z inną kobietą. Po dwóch miesiącach postanowił się jej oświadczyć.

Trochę się bał, jak Edyta zareaguje, gdy usłyszy o jego zamiarach. W końcu był tylko zwykłym technikiem elektronikiem, ona natomiast panią magister, pracującą w prestiżowej instytucji. Jeździł wysłużoną skodą, mieszkał w kawalerce odziedziczonej po babci. Miał sklep (prowadził go z kolegą), który nie przynosił zbyt dużych dochodów. Czy to aby nie zrazi do niego Edytki? - myślał z niepokojem. Dziewczyna na jego oświadczyny zareagowała naprawdę dziwnie. Najpierw ją zamurowało, a potem zaczęła chichotać. Wprost skręcała się ze śmiechu, nie mogąc się opanować. Tomasz M. niepewnie przestępował z nogi na nogę. No, tak, mogłem się tego spodziewać - przemknęło mu przez głowę. - Ośmieszyłem się tylko. - Przepraszam cię, to było z mojej strony... - zaczął, ale nie dała mu dokończyć, obsypując tak gwałtownymi pocałunkami, że ledwie mógł oddychać. - Bardzo się cieszę, bardzo się cieszę... - szeptała. Kiedy już leżeli w łóżku, stwierdziła, że zrobiła z siebie idiotkę.

Chodziło o ten wybuch histerycznego śmiechu.- Ja się czasem tak zachowuję - powiedziała.- Moje reakcje bywają trochę nietypowe. Odparł, że tego nie zauważył, ale to nie była prawda. Edyta rzeczywiście miewała dziwne zmiany nastroju. Raz, gdy w sklepie zabrakło jej ulubionego jogurtu, rozpłakała się jak mała dziewczynka, zaczęła tak histeryzować, że ze wstydem musiał ją wyprowadzić na zewnątrz. Zdarzało się jej wpadać ze skrajności w skrajność - śmiała się, a już za chwilę ryczała. Tomasz nie wiedział, co o tym myśleć. Może to jej minie...? - uspokajał sam siebie. Spotykali się głównie u niej. Jego niewielka kawalerka nie nadawała się na romantyczne sam na sam. Edyta natomiast posiadała trzypokojowe, luksusowo wyposażone mieszkanie w drogiej dzielnicy.

Cień strachu

Gdy przyjęła oświadczyny, Tomasz M. przeprowadził się do niej. - Sama tu mieszkasz? - spytał, gdy po raz pierwszy zaprosiła go do siebie. Wiedział, że jej rodzice nie żyją: ojciec zginął przed laty w wypadku samochodowym, a matka zmarła rok temu na raka. - W zasadzie tak - odparła krótko. W jej oczach pojawiło się coś zagadkowego, jakby cień strachu. Szybko zmieniła temat. Tomasz M. czuł się niezręcznie i nie wiedział, co o tym myśleć. Czyżby Edyta kogoś jednak miała prócz niego? Owszem - starszego brata Jacka, jak się po pewnym czasie dowiedział.

Edyta twierdziła, że dla niej to właściwie obcy człowiek, rzadko się z nim widuje, chociaż Jacek formalnie tu mieszka. Ale teraz go nie ma. Tak, wyjechał... Nie chciała wdawać się w szczegóły, a Tomasz nie nalegał. Najwidoczniej nie jest to dla niej miły temat - myślał sobie. - Ale kiedyś mi o wszystkim opowie, mamy przed sobą całe życie. Ze ślubem musieli trochę poczekać, Edyta była bardzo zapracowana: szkolenia, konferencje, delegacje. Liczyła, że dzięki swej aktywności i inicjatywie wkrótce awansuje. Tomasz też nie narzekał na brak zajęć - starał się o nowy większy lokal na sklep, zamierzał bowiem poszerzyć asortyment o narzędzia z branży elektrotechnicznej oraz o sprzęt AGD. Musiał także zrobić coś z kawalerką. Uznał, że lepiej się jej na razie nie pozbywać, ale wynająć.

Nieoczekiwany gość

Zauważył, że Edyta coraz częściej była zdenerwowana. W nocy nie mogła spać, w dzień chodziła smutna i przygaszona, zdarzało się, że miewała zapuchnięte od płaczu oczy. - Nic się nie stało - mówiła, gdy pytał o przyczynę. Za dużo pracuje, jest przemęczona... - przypuszczał. - Powinna więcej odpoczywać. Pewnego wieczoru, gdy wrócił do domu, usłyszał przez drzwi mieszkania donośny męski głos. Któż to mógł być? - Tak, tak Edytko, i tak się okaże, że mam rację - dobiegło do niego. Wszedł do środka i zobaczył rozpartego w fotelu młodego, barczystego mężczyznę. Uśmiechał się krzywo. Obok siedziała pobladła Edyta. Widać było, że jest w złym humorze. Spojrzenia obu mężczyzn skrzyżowały się.

Milczeli przez dłuższą chwilę, po czym pierwszy odezwał się gość dziewczyny. Wstał i wyciągnął rękę na powitanie. - Cześć, jestem Jacek, brat Edyty - przedstawił się. - Zapewne Tomek? Miło mi poznać przyszłego szwagra. Tomasz M. zauważył, że mężczyzna ma na nogach kapcie. W rogu pokoju dostrzegł sporych rozmiarów walizkę, której wcześniej nie widział u Edyty. Jacek K. pochwycił to spojrzenie, zaśmiał się i powiedział: - Chyba wiem, co sobie pomyślałeś i owszem, nie mylisz się. To raczej nie jest przelotna wizyta starszego brata. Tak się złożyło, że po powrocie z dalekiej podróży znalazłem się na lodzie i na jakiś czas muszę się tu zakotwiczyć. Chyba nie masz nic przeciwko? Tomek tylko wzruszył ramionami.

Podejrzany biznes

Przecież mieszkanie w równym stopniu należało do Edyty, jak i do jej brata. Jacek nie musiał więc pytać go o pozwolenie. Jednak Tomasz wyczuł w tonie głosu mężczyzny ukrytą groźbę. Ten człowiek od pierwszej chwili wzbudzał w nim antypatię. Kłopoty z braciszkiem Jacek K. z pozoru wydawał się zupełnie niekrępującym lokatorem. Wychodził z domu wczesnym rankiem, wracał wieczorem, bywały dni, kiedy go ogóle nie widywali. Po powrocie z zagranicy (pochwalił się, że przez dwa lata przebywał w USA) zamierzał otworzyć biznes. Ale co konkretnie, nie powiedział. Nie wtajemniczał Tomasza w swoje plany, mimo że jego przyszły szwagier też był człowiekiem interesu i gdyby tamten zechciał, mógłby mu sporo podpowiedzieć, jak sobie w Polsce poradzić z prowadzeniem własnej firmy. - Mnie też nic nie mówi, a ja go nie pytam - oznajmiła Edyta. - Jak już wspominałam, każde z nas żyje osobnym życiem. Tak jest od dawna... Tomasz, był jedynakiem i zawsze chciał mieć rodzeństwo.

Artykuł pochodzi z kategorii: Śledztwo

Zobacz również

  • Co to jest dress code?

    Wiedziałeś o tym, że twój wygląd świadczy nie tylko o tobie, ale także o firmie, która cię zatrudnia. Pracując dla niej reprezentujemy ją, jesteśmy jej wizytówką. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 9

Reklama

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

~marek -

stwierdzono że w chwili popełnienia morderstwa była niepoczytelna a jak to stwierdzono w jakim momencie popełniania czynu przekracza się granice poczytalności czy jest jakaś skala w mózgu i robi tam kreskę dla mnie to kolejny wybieg aby obronić kolejna kobietę bo zabiła smyka polskie prawo faworyzuje kobiety popełniające przestępstwa przykładem jest program sąd idzie z wesołowską ta kobieta jest zaprzeczeniem niezawisłego sądu i obrazą polskiego sądownictwa jest stronnicza i nie uczciwa za te same przestępstwa mężczyzna dostaje dużo wyższe wyroki jak kobieta samo bycie w ciąży już jest dla kobiety argumentem niskiego wyroku zachowanie się na sali rozpraw kobiet i mężczyzn "pyskowanie" facet jedno słowo kara kobieta drze się ile chce upomnienia moim zdaniem ta kobieta cierpi na syndrom złego faceta " wszyscy faceci to ch....je" nigdy nie powinna być sędzią który decyduje o czyimś życiu powinna obejżeć amerykański wymiar prawa program it tam sądzi się za czyn a nie za to jak wyglądasz lub jak się bronisz .... wstyd

Dodaj komentarz