× m.interia.pl

Korzystasz z urządzenia mobilnego? Wybróbuj wersję Interii,
zaprojektowaną specjalnie dla Twojego urządzenia.

Reklama

  • ×

    Treść dostępna również w wersji mobilnej
    na m.interia.pl oraz w aplikacjach na iOS i Android

  •  

    Tysiąc złotych rocznie na jednego weterana

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Są łącznikami między dowódcą a rodzinami poległych żołnierzy oraz wsparciem dla poszkodowanych weteranów.

Zdjęcie

W końcu stworzono stanowisko osoby odpowiedzialnej za kontakty z weteranami /Polska Zbrojna
W końcu stworzono stanowisko osoby odpowiedzialnej za kontakty z weteranami
/Polska Zbrojna

Daniel Kubas przetarł im szlak. Od 2010 roku w 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie pomagał żołnierzom rannym w Iraku i Afganistanie. Doskonale wiedział, co jest im potrzebne, bo miał podobne doświadczenia - został ciężko ranny na II zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Dziś Daniel jest w 12 Dywizji samodzielnym referentem do spraw pomocy weteranom poszkodowanym i rodzinom poległych.

Na podobnych stanowiskach pracuje dziś w Wojskach Lądowych sześć osób. Na brak zajęć nie mogą narzekać, bo podczas misji w Iraku i Afganistanie rannych zostało około 800 żołnierzy, a 61 zginęło.

Reklama

Pułkownik rezerwy Krzysztof Gradys, który przez ostatnie cztery lata pomagał weteranom jako pełnomocnik dowódcy Wojsk Lądowych do spraw poszkodowanych w misjach, a dziś w 11 Dywizji Kawalerii Pancernej zajmuje stanowisko samodzielnego referenta do spraw pomocy weteranom poszkodowanym i rodzinom poległych, nie ma wątpliwości, że to dobre rozwiązanie, aby sprawami dotyczącymi tej grupy zajmowała się na szczeblu dywizji jedna osoba. Pułkownik Gradys ma na swoim terenie 120 weteranów poszkodowanych. Sprawuje też pieczę nad pięcioma rodzinami poległych żołnierzy.

Decyzja ministra

Utworzenie stanowisk samodzielnych referentów do spraw pomocy weteranom poszkodowanym i rodzinom poległych było możliwe, gdy 12 stycznia 2012 roku minister obrony narodowej wydał decyzję numer 4 (w sprawie organizacji systemu pomocy rodzinom zmarłych żołnierzy i pracowników wojska oraz poszkodowanym żołnierzom i pracownikom wojska). Z początkiem 2013 roku kilka takich stanowisk miało powstać w tych jednostkach, które wysyłały najliczniejsze kontyngenty na misje do Iraku i Afganistanu. Tak też się stało.

Samodzielni referenci rozpoczęli pracę w trzech dywizjach i trzech brygadach: 11 Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu, 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie i 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu oraz w 6 Brygadzie Powietrznodesantowej w Krakowie, 25 Brygadzie Kawalerii Powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim i 21 Brygadzie Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie.

Pomysł nie był nowy. W Wojskach Lądowych tacy opiekunowie jak Daniel Kubas od dawna wspierali rannych i bliskich tych, którzy polegli. Byli najczęściej wyznaczani spośród oficerów, podoficerów i psychologów cieszących się zaufaniem dowódcy jednostki i żołnierzy. Odwiedzali rodziny poległych, a także rannych żołnierzy w trakcie leczenia. Znali problemy i potrzeby swoich podopiecznych. Dopiero jednak decyzja numer 4 usankcjonowała ich dotychczasową działalność. Samodzielni referenci stali się elementem systemu opieki nad poszkodowanymi żołnierzami, który dzięki ustawie o weteranach działań poza granicami państwa zaczął budować MON.

Trudno byłoby stworzyć taki system bez funduszy. Zapewniła je nowelizacja decyzji numer 147/MON, która weszła w życie 19 kwietnia 2011 roku. Minister przyznał dowódcy jednostki tysiąc złotych rocznie na jednego weterana poszkodowanego. Określił także, że te pieniądze mogą zostać przeznaczone na: uczestnictwo rannych (rodzin poległych) w uroczystościach organizowanych przez dowódcę jednostki (zakwaterowanie, wyżywienie, koszty przejazdu, drobne upominki), pogrzeb żołnierza i okolicznościowe wizyty na grobach (kondolencje, nekrologi, wieńce, znicze), odwiedziny rannych w szpitalach lub miejscu zamieszkania (paczki, upominki), zakup paczek świątecznych dla dzieci poległych żołnierzy. W 2012 roku na te cele w Wojskach Lądowych przeznaczono ponad 350 tysięcy złotych.

Zdjęcie

W tej chwili Wojsko Polskie wystawia kontyngenty m.in. w Mali i Afganistanie /AFP
W tej chwili Wojsko Polskie wystawia kontyngenty m.in. w Mali i Afganistanie
/AFP

Etaty i zadania

Utworzenie stanowisk samodzielnych referentów z radością powitali członkowie Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza Granicami Kraju. Jak mówił Tomasz Kloc, jego prezes, chodziło o to, aby "nie siedzieli oni za biurkiem i wypełniali stosy papierów, lecz mieli czas, możliwości i fundusze, aby dotrzeć do rannych i zapewnić im pomoc".

Referentami zostali żołnierze, którzy uczestniczyli w misjach w Iraku i Afganistanie: w 12 DZ - Daniel Kubas, w 16 DZ - Mariusz Korner, w 21 BSP - Artur Surmacz, lub osoby zaangażowane w pracę ze środowiskiem misjonarzy: Paweł Wojtas z 6 BPD był pełnomocnikiem dowódcy do spraw podoficerów, a Barbara Grela z 25 BKPow pracowała jako referent w sekcji wychowawczej i nieetatowo zajmowała się pomocą rodzinom poległych oraz żołnierzom rannym w misjach. Największe doświadczenie w tym gronie miał pułkownik Krzysztof Gradys. Wszyscy doskonale wiedzieli, czym mają się zajmować i jak. Zgodnie przyznają, że najważniejsze było utrzymywanie bliskiego kontaktu z opiekunami rodzin poległych i weteranów poszkodowanych wyznaczonymi w poszczególnych jednostkach.

Zadania referentów minister szczegółowo określił w decyzji numer 4. Polegają one na "informowaniu o świadczeniach, pielęgnowaniu pamięci o zmarłym, zapraszaniu na święta i uroczystości organizowane w jednostce (komórce) organizacyjnej resortu obrony narodowej oraz na utrzymywaniu kontaktów z osobami uprawnionymi, pomocy psychologicznej, wsparciu duszpasterskim".

Zdjęcie

Największy polski kontyngent jest w tej chwili w Afganistanie /AFP
Największy polski kontyngent jest w tej chwili w Afganistanie
/AFP

Smutne statystyki

- Na co dzień mam bliski kontakt z oficerami do spraw wychowawczych, którym podlegają opiekunowie w jednostkach - mówi Mariusz Korner, który sprawuje pieczę nad 45 poszkodowanymi weteranami i dziesięcioma rodzinami żołnierzy poległych. Tylu zostało rannych i zginęło podczas trzech zmian, na które 16 Dywizja Zmechanizowana wystawiała kontyngenty (III i VII zmiana PKW w Iraku oraz X w Afganistanie).

Barbara Grela sprawuje pieczę nad dziesięcioma rodzinami poległych żołnierzy.

- Jestem w kontakcie z opiekunami z jednostek, z których pochodzili żołnierze - uściśla. 25 Brygada bierze udział w każdej misji, począwszy od I zmiany PKW w Iraku i Afganistanie. Weterani poszkodowani to blisko 80-osobowa grupa żołnierzy.

Podczas trzech misji, na które 6 Brygada Powietrznodesantowa w Krakowie wystawiała główne siły (Irak - 2004, Afganistan - 2009 i 2012), zginęło dziewięciu żołnierzy. Paweł Wojtas podkreśla, że osoby wyznaczone w jednostkach opiekowały się rodzinami poległych od 2004 roku, gdy zginął pierwszy misjonarz.

- Nasza brygada liczy cztery tysiące żołnierzy i jest największa w Polsce - opowiada major rezerwy Artur Surmacz z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich. - Żołnierze, którymi się opiekujemy, służą we wszystkich garnizonach. Weteranów mamy około 150, weteranów poszkodowanych - około 30 - wylicza i dodaje z nadzieją: - Oby ta ostatnia statystyka się nie zmieniła, bo obecnie w Afganistanie służy ponad 200 żołnierzy z brygady.

Groby żołnierzy poległych na misjach znajdują się na terenie całego kraju, bo pochodzili oni z różnych miejscowości, w których dziś mieszkają ich rodziny. Nie wszystkie rodziny poległych żołnierzy życzą sobie dalszych kontaktów z wojskiem.

- Tak bywa po śmierci żołnierza, gdy ból jest jeszcze świeży. Z czasem nawiązujemy kontakt z bliskimi - przyznaje Barbara Grela. Także Artur Surmacz z 21 Brygady Strzelców Podhalańskich uszanował wolę rodziców jednego z poległych żołnierzy, ponieważ ilekroć wojskowi przyjeżdżali na grób syna, wracały bolesne przeżycia. - Uzgodniliśmy, że z tą rodziną będzie kontaktował się tylko jej opiekun z 5 Batalionu z Przemyśla.

Daniel Kubas opiekuje się grupą około 50 weteranów poszkodowanych, ma także kilku podopiecznych, którzy zostali ranni na poligonach, oraz żołnierzy "z problemami": jedni nie byli ranni na misji, ale po powrocie do kraju ich stan zdrowia znacznie się pogorszył, inni nie mogą dostać się na kurs podoficerski lub zdobyć dokumentów uprawniających do otrzymania statusu weterana.

- Tych, którzy potrzebują pomocy, wyłuskujemy podczas spotkań, które w 12 Dywizji organizujemy z dowódcą - mówi Daniel Kubas. Wtedy jest czas na spokojną rozmowę, bo dowódca spędza z żołnierzami cały dzień.

- W Dniu Weterana w 11 Dywizji zorganizowaliśmy spotkanie rodzin poległych z indywidualnymi opiekunami - dodaje pułkownik Gradys. - Była to okazja, aby dowiedzieć się, jakie mają problemy i jak możemy im pomóc.

Zdjęcie

Jeszcze niedawno polscy weterani nie mogli liczyć na żadną pomoc /AFP
Jeszcze niedawno polscy weterani nie mogli liczyć na żadną pomoc
/AFP

Nie tylko tysiąc

Daniel Kubas uważa, że minister, przyznając dowódcom tysiąc złotych na kontakty z weteranami czy rodzinami poległych, zostawił wolną rękę, jak wydać te pieniądze. Tymczasem instrukcje wojskowych oddziałów gospodarczych są jasne: jeśli danej imprezy nie ma w katalogu wydatków, nie można wydać na nią przyznanych środków. A chciałby, aby spotkania, na które zaprasza weteranów poszkodowanych, były dla nich atrakcyjne.

- Dlaczego nie można zorganizować trzydniowego rajdu po górach, który byłby dla nich dodatkowo formą rehabilitacji? - pyta. - To dowódcy najlepiej wiedzą, jakie są potrzeby w danej jednostce i na co wydać pieniądze.

- Zgodnie z decyzją ministra obrony numer 147 [w sprawie wydatków reprezentacyjnych i okolicznościowych] opracowaliśmy przykładowy katalog wydatków - tłumaczy pułkownik Gradys. - Być może teraz należałoby go rozszerzyć o kilka punktów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dowódca Wojsk Lądowych wystąpił w tej sprawie do dyrektora Departamentu Budżetowego MON.

Akty prawne są ważne, ale najważniejsi są ludzie. Chodzi o konsolidację środowisk żołnierzy poszkodowanych i rodzin poległych, aby z powodu odejścia ze służby, ran czy śmierci żołnierza nie zrywać więzi.

- Musimy pokazywać weteranom poszkodowanym, że wojsko o nich dba i pamięta - dodaje pułkownik Gradys. Dlatego z okazji Dnia Weterana zorganizowanego w 11 Dywizji ponad 20 weteranów otrzymało odznaczenia za udział w misji. Dowódca uhonorował także poległych żołnierzy pośmiertnym odznaczeniem Zasłużony Żołnierz RP.

Małgorzata Schwarzgruber

Artykuł pochodzi z kategorii: Militaria

Zobacz również

  • Młodym ojcom może grozić depresja

    Narodziny dziecka mogą zwiększać ryzyko pojawienia się depresji u mężczyzn – ostrzegają naukowcy z Northwestern University Feinberg School of Medicine w Chicago cytowani przez serwis... więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 36

Reklama

Skomentuj artykuł: Tysiąc złotych rocznie na jednego weterana

Przejdź do forum »

Wasze komentarze (124)

Dodaj komentarz
zolnierz rany

~zolnierz rany -

gowno pomagaja jak dzwonie i prosze o cos to zawsze spychologia

warszawiak42

~warszawiak42 -

Zdania o naszych misjach pokojowych nie zmienię. Żołnierz jadący do Afganistanu nie walczy "za Polskę" tylko "za pieniądze". Rodzina o tym wie i to toleruje. Więc proszę później nie płakać.

nn

~nn -

Co Polska zyskała biorąc udział w wojnie w Iraku i Afganistanie ?

art

~art -

wracający z iraku i afganu to nie weterani a okupanci-najemnicy , zero zł im się należy ! frajezry trwoniący naszą kase ! z jakij racji z naszych podatkow ich leczą ? niech sami opłacają zusy pzu itp.... bandyci i tyle

KK

~KK -

pomoc weteranom to jedna ściema, spychologia i nic więcej. zaledwie kilku ludzi na stanowiskach "referent do spraw pomocy weteranom poszkodowanym i rodzinom poległych" to byli żołnierze, jedni z nas, którzy zostali ranni na misji i znają nasze problemy. I to dla takich były tworzone te etaty i ci faktycznie się angażują. Ale część to ci co złapali ciepłe posadki i nie robią nic. pomoc weteranom to jedna wielka porażka.

weteran

~weteran -

Dlaczego ten art. wciska Polakom taki kit! Weteranom pomaga się TYLKO w mediach!!! Tak na prawdę MON nie robi nic dla weteranów. Jedynie Stowarzyszenie rannych coś próbuje robić i w wielkich bólach wyciągają każdą złotówkę z MON-u. "Musimy pokazywać weteranom poszkodowanym, że wojsko o nich dba i pamięta - dodaje pułkownik Gradys." Prawda powiedziana pokazywać czytaj "robić pokazówki, że pomagamy". Na realną pomoc nie ma co liczyć.

nuio

~nuio -

dlaczego nie zmienia nazwy z "zolnierza" na "najemnika"

mors

~mors -

Pozdrowienia dla Marka z Bartoszyc, szefuje weteranom.

jutlaw

~jutlaw -

jesteście tacy sami jak legia cudzoziemska,wiec na co to pieprzenie o weteranach i inwalidach wojennych.

OSA

~OSA -

Jadą łajzy za kasą a jak ktoś do nich strzela to zdziwko i żal do całego świata.

Reklama