Reklama

  •  

    Dziewczyny z Krzesin

W 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego myśliwce F-16 obsługuje 700 żołnierzy. Wśród nich jest 17 kobiet.

Zdjęcie

Dziewczyny z Krzesin /Polska Zbrojna
Dziewczyny z Krzesin
/Polska Zbrojna
Miejscem pracy kaprali Iwony Karaś i Jowity Robaszek oraz starszego kaprala Moniki Lendas z eskadry technicznej jest jeden z hangarów bazy. To tutaj te drobne dziewczyny "opiekują się" 15-metrowymi "efami", o rozpiętości skrzydeł prawie 9,5 metra. Nie wiadomo, co dodaje im więcej uroku: niebieskie służbowe kombinezony czy to, że wykonują typowo męską pracę. One same są już zmęczone pytaniami o kobiety w wojsku, o to, jak sobie radzą w męskim zawodzie i czy koledzy im dokuczają. Za to o swoich zadaniach i F-16 mogą opowiadać bez końca.

Własna decyzja

Żadna nie brała pod uwagę służby wojskowej. Jak to się stało, że po skończeniu szkół średnich (Iwona liceum ekonomiczno-administracyjnego; Monika technikum gastronomicznego, Jowita liceum ogólnokształcącego) trafiły do Szkoły Podoficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie?

Monika przyznaje, że wojskowe tradycje w rodzinie zaczęła... ona sama. Nikt wcześniej nie nosił u nich munduru. Ale pochodzi z okolic Dęblina, w którym o wojsku - ze względu na jego obecność - sporo się mówi. "Dowiedziałam się, że dziewczyny też mogą włożyć mundur. Spróbowałam i dostałam się do szkoły podoficerskiej". Po dziesięciu miesiącach ukończyła ją ze specjalnością ubezpieczenie lotów. W Poznaniu służy od czterech lat.

Reklama

Jowita poszła w ślady brata, który dęblińską podoficerkę ukończył rok wcześniej. Jej specjalność to płatowiec i silnik W-3 Sokół. Była na jednym roku z Iwoną, która oprócz wiedzy o płatowcu pilnie poznawała także silnik szturmowca Su-22. Pochodzi z Dęblina. Tam poznała przyszłego męża, który pierwszy zaczął przygodę z wojskiem.

- Dostał się do szkoły podoficerskiej trzy lata wcześniej, a kiedy ją skończył, otrzymał przydział do Poznania. Przyjechaliśmy tu razem. Zaczęłam pracować w cywilu. Praca jak praca, nieco monotonna. Ciekawsze wydawało mi się to, co robił mąż. Opowiadał o tym i nawet nie zauważyłam, kiedy zaraził mnie swoją pasją. Podjęłam decyzję o zdawaniu do szkoły podoficerskiej - opowiada. Skończyła ją dwa lata temu.

"Nie wolno nam okazać słabości"

Wojskowa szkoła nie zawsze jest przyjazna kobietom. Dziewczyny wciąż musiały zmagać się ze stereotypami: męskiego zawodu i kruchej kobiety. - Wiele osób narzekało, że jest ciężko, ale wbrew pozorom to kobiety były bardziej wytrzymałe od mężczyzn. Potrafiłyśmy znieść dużo więcej. Na zajęciach związanych z lotnictwem wykazywałyśmy się znacznie bardziej od kolegów - wspomina kapral Robaszek. - Wiedziałyśmy, że nie wolno nam okazać słabości - mówi kapral Karaś. - Chciałyśmy udowodnić, że damy radę, a nawet, że jesteśmy silniejsze. To był cel: nie dać się i pokazać, na co nas stać - dodaje.

I pokazały. Od początku służby zawodowej są w 31 Bazie. Jowita i Monika jako technicy zajmują się okresowymi przeglądami F-16. Eksploatacja Jastrzębi, prowadzona nieco inaczej niż w przypadku myśliwców MiG-21, które kiedyś stacjonowały w Krzesinach, wymusza tak zwane inspekcje czasowe - po 200, 400 i 800 godzinach nalotu. Wtedy samolot trafia do hangaru, a dziewczyny wymieniają olej, filtry, usprawniają to, co wskażą piloci. Zdarza się, że swoje umiejętności zawodowe wykorzystują w życiu prywatnym. Jowita po pierwszej wymianie filtrów w silniku samolotu wymieniła je również w samochodzie.

Ważna każda śrubka

Iwona pracuje w warsztacie badań nieniszczących. - Sprawdzam wytrzymałość części samolotu podatnych na uszkodzenia wewnętrzne, żeby popękana śrubka nie stała się przyczyną tragedii - wyjaśnia. Praca personelu naziemnego wymaga ogromnej odpowiedzialności. Dziewczyny zdają sobie sprawę, jak wiele od nich zależy. Jowita za każdym razem, gdy po przeglądzie podpisuje dokumenty, sprawdza wszystko wielokrotnie.

Czasami, jak przyznaje, robi to z drżeniem rąk. Dlatego przeglądy najczęściej wykonuje się w parach, aby druga osoba mogła ponownie wszystko sprawdzić. One do tej pory nie musiały ponosić konsekwencji swoich błędów. Nigdy ich nie popełniły.

Artykuł pochodzi z kategorii: Militaria

Zobacz również

  • Tak daleko do miłości

    Czego nie chce usłyszeć od kobiety i co kupiłby zamiast pierścionka zaręczynowego? O(d)powiada Andrzej Sołtysik, dziennikarz, filmoznawca i singiel z odzysku. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 65

Reklama

Wasze komentarze (31)

Dodaj komentarz

~Witek -

Samolotem wysokiej jakości zajmuje sie 20 osób bo nie ma co przy nich robić. Złomem za kilka ładnych miliardów dolarów zajmuje się 700 osób. też za ogromną kasę. Z naszymi F-16 jest tak jak z mężczyznami: za młody mężczyzna zajmuje się kobietami dając im radość, na starość mężczyzną zajmują się kobiety myjąc dziadka i zmieniając mu pampersy.

~Baza -

I po 15 latach wymieniania oleju na emeryture. A kto za to zaplaci? Ten kto wymienia ten sam olej w samolotach cywilnych, pracuje po 12 godzin, skonczyl politechnike. No coz w Polsce szanuje sie jedynie "inzynierow" po liceum administracyjnym.

Dodaj komentarz