-
-
Też bałeś się być tatą?
Wszystkie artykuły poświęcone ciąży, macierzyństwu, opiece nad dzieckiem tworzone są przez kobiety i dla kobiet. Rady dla mężczyzn z reguły napisane są w formie: "musisz", "powinieneś", "nie dopuszczaj" . Jak jest naprawdę? Odpowiedź w liście naszego czytelnika.
Na pewno niejeden z was zastanawia się, jak w ogóle można chcieć mieć dziecko, jak sobie poradzić, jak podołać. Wielu pewnie jest ciekawych, czy inni tatusiowie mają podobne rozterki i przeżycia.
Wertując witryny wiele razy spotykałem strony lub artykuły poświęcone obawom przed ciążą, opieką nad maleństwem, brakiem czasu, niedosypianiem, agresywnością dziecka itp. Jednak w 90% były to strony tworzone przez kobiety i dla kobiet. Rady dla mężczyzn z reguły sprowadzały się do jednego akapitu o tym, by wspierać partnerkę, być dla niej pomocą, nawiązywać kontakt z maleństwem już od pierwszych dni jego życia i tak dalej. Z reguły było to pisane w formie "musisz", "powinieneś", "nie dopuszczaj" i tym podobne.
Mało kto jednak zastanowił się co tak naprawdę czuje mężczyzna, gdy dowiaduje się o ciąży partnerki, jak on widzi opiekę nad dzieckiem lub czego się boi. Nie spotkałem się też z tym, żeby ktoś napisał o całkowitej zmianie poglądów na temat dzieci z bardzo negatywnych na bardzo pozytywne. A to jest przecież udziałem wielu mężczyzn w dzisiejszych czasach, gdy stają się tatusiami.
Najczęściej też o odczuciach mężyczyn piszą kobiety i one dają im rady, jak i w jakich sytuacjach odpowiednio reagować. A np. moja reakcja na ciążę żony była zupełnie inna, niż te wszystkie opisy łez szczęścia, biegania po kwiaty itp. Inaczej też zachowywałem się w trakcie ciąży żony. Czy to czyni mnie gorszym? A może jest więcej takich jak ja?
Prapoczątki
Jestem tatą nieco ponad dwuletniego ślicznego chłopca o imieniu Andrzej (Jędruś) i od prawie czterech lat mężem swojej żony. Nie jest to nasze pierwsze dziecko. Z tamtym (a raczej z tamtą, bo oboje z żoną jesteśmy pewni, że to była dziewczynka) się nie udało. Maleństwo miało tylko 5 tygodni, gdy z powodów, których nigdy nie poznamy, postanowiło, że jednak nie urodzi się jako nasze dziecko, tylko zgaśnie, nim na dobre zdąży zagościć w brzuchu żony.
Nieraz byłem oskarżany o to, że ta sytuacja spłynęła po mnie, jak woda po przysłowiowej kaczce. Faktycznie, ja nie daję po sobie poznać, że coś mnie gryzie i że jest mi z czymś źle. Nawet, gdy dowiedziałem się, że żona spodziewa się dziecka, to moją pierwszą reakcją był strach i smutek. Na zasadzie "kurczę, kończy się wszystko co dobre w moim życiu, a zaczyna się kierat". Tyle, że przecież żona nie zaszła w ciążę na zasadzie wiatropylności, tylko miałem w tym swój udział. Czego więc innego mogłem się spodziewać, jak nie ciąży?
Jeszcze tego samego dnia wieczorem już się cieszyłem, że zostanę tatą i zaczęły się wielkie plany. Po prostu musiałem ochłonąć po tej, jakże ważnej, informacji. Żona była w siódmym niebie, a ja też powoli się w tym temacie rozkręcałem.
Potem niestety stało się, co się stało i nasza radość skończyła się. Jednak dopiero po prawie roku zdałem sobie sprawę, że wbrew temu co wielu sądziło i temu co było, a raczej czego nie było po mnie widać, mocno to przeżyłem. Może nie chodziłem ze łzami w oczach, ale w mojej psychice wiele się zmieniło. Myślę, że pod kątem wrażliwości - zmieniło się na lepsze.
Gdy dowiedzieliśmy się, że żona drugi raz spodziewa się dziecka, to z jednej strony bardzo się cieszyliśmy (ja tym razem byłem w stanie już okazać radość od razu), a z drugiej strony pełni obaw, żeby sytuacja się nie powtórzyła.
Na szczęście wszystko szło ku dobremu, Mały w brzuchu rozwijał się prawidłowo, żona zaokrąglała się coraz bardziej, a ja... coraz bardziej tyłem. To ostatnie było w rodzinie prawdziwym hitem. Ja, człowiek, który podobno mało co przeżywa, okazałem się być osobą, która miała więcej zachcianek i więcej kaprysów w trakcie ciąży żony, niż ona sama. Przytyłem równo połowę tego, co moja żona w okresie tych 9 miesięcy. A przecież u niej to był naturalny biologiczny proces. Jakie wytłumaczenie mogło być u mnie? Współodczuwanie?
Obawy, obawy
To bardzo ciekawe, wziąwszy pod uwagę fakt, że prawie całe swoje dorosłe życie a wcześniej młodość, uważałem dzieci za rozbrykane, rozwrzeszczane i dzikie stwory, z którymi nie chciałem mieć nic wspólnego. Denerwowała mnie ta ich bieganina, deptanie po stopach, zero "przepraszam", krzyki w autobusie, wieczny płacz o wszystko i inne cechy. Nie wyobrażałem sobie, że kiedykolwiek zmienię podejście, a tym bardziej, że będę miał własne dzieci. Co więcej - myśl o dziecku w moim życiu równała się prawie informacji, że mam raka. Mój wstręt do dzieci był już wręcz przysłowiowy.
Na taki stan rzeczy miało wpływ jeszcze jedno. Uważałem się za osobę, która nic nie jest w stanie dać dziecku, nic pozytywnego zaoferować, nie potrafiącą go wychować i zdecydowanie zbyt niecierpliwą. Ukułem nawet specjalne powiedzenie na tą okoliczność - "nie chcę mieć dzieci dla dobra tych dzieci". Niezłe, prawda?
To nie jest tak, że przy drugiej ciąży byłem od początku całkowicie szczęśliwy i nie myślałem o niczym innym. Nie byłem też ideałem oddanego męża.
Powód takiego zachowania był bardzo prozaiczny i jakże typowy. Gdy dowiedzieliśmy się, że żona spodziewa się dziecka nie miałem pracy. Pierwszą moją myślą, na której się bardzo później skupiłem, było jak najszybsze znalezienie jakiegoś w miarę płatnego zajęcia. Dużo się naczytałem o tym ile kosztuje dziecko.
Potem nieraz słyszałem, że mało się interesuję ciążą żony i badaniami. Nie byłem też wyrywny, by za te badania i wizyty u lekarza płacić. Rzeczywiście tak było. Ale nie wynikało to z mojego sknerstwa, czy ignorowania tematu, tylko z tego, że bardzo chciałem, a nie miałem jak i z czego. Strasznie się tym gryzłem. Bardzo chciałem żonie dać pieniądze na wizytę, ale zarabiałem mało i zwyczajnie nie miałem jej z czego dać. To było bardzo frustrujące. Źle, że pozwoliłem myśli o pieniądzach i słabo płatnej pracy przesłonić radość z tego, że będę ojcem. Za dużo obaw, a za mało "będzie dobrze".
Pierwsze próby
Gdy Jędruś przyszedł na świat, to rzeczywiście wszystko się zmieniło. Nagle doba się skurczyła, okazało się, że noc jest nie tylko do spania (przynajmniej najmłodsi wśród nas tak myśleli), a ja zapomniałem, jak bardzo kiedyś nie znosiłem dzieci.
Jednak wielkie uczucie do dziecka, tzw. "nie widzenie świata poza nim" nie przyszło od razu. Najpierw miałem do niego podejście, mówiąc wprost, jak do zwierzątka. Po prostu kąpanie, przewijanie (też nie od samego początku), trzymanie na rękach i tak dalej. Dopóki Jędruś nie zaczął być bardziej kontaktowy to podchodziłem do niego z jakąś dziwną rezerwą. Cieszyłem się owszem, ale to jeszcze nie było to, co nadeszło później.
Pierwsze nieśmiałe uśmiechy, pierwsze "aguuuu" spowodowały, że moje serce bardziej się otworzyło na tego Małego Człowieczka i wreszcie odczułem, że kocham go ponad wszystko. Widziałem, że reaguje nie tylko na moją żonę, ale i na mnie. Że nie jestem dla niego tylko pomocą administracyjną, ale kimś, do kogo można się uśmiechnąć i po 10 minutach prób coś zagulgotać. Po prostu poczułem to, o czym mówił mi niejeden rodzic, w tym i moi rodzice. Doświadczyłem uczucia rodzicielskiej miłości w najczystszej postaci.
Razem z tym nadeszły pierwsze myśli o tym, że gotów jestem życie poświęcić, by Jędruś miał dobrze w życiu i że zrobię wszystko, by był szczęśliwym dzieckiem. Czas i szybkie rozwijanie się małego tylko potęgowało te myśli. Jędruś okazał się być bardzo kontaktowym, wesołym i zdrowym dzieckiem. Z każdym miesiącem nabywał nowych umiejętności i widać było postępy, jakie czyni.
Pamiętam, jak czekaliśmy na pierwsze słowo, pierwszy krok, pierwszy prawdziwy dziecięcy rechot. W życiu nie myślałem, że można z taką niecierpliwością czekać na coś innego, niż nowy samochód, wyjazd na wczasy, czy słoneczny weekend. Do niedawna w głowie mi się to nie mieściło.
Taka mała istotka, a tak potrafiła zamieszać w życiu. Spowodować kompletne przewartościowanie życia i nauczyć nie przejmować się drobiazgami. Nigdy wcześniej nie miałem czegoś lub kogoś, przez co mógłbym choć na chwilę zapomnieć o bieżących problemach.
Ale oto stało się. Gdy siedzę z Jędrusiem na dywanie i bawimy się jego ulubionymi pociągami, albo kiedy po prostu rozśmieszam go "pierdzeniem" mu w brzuszek lub szyjkę, to faktycznie NIC innego się nie liczy. Nieważne, że jestem już spóźniony do pracy, że woda się gotuje na gazie, że godzinę temu mało nie wyleciałem z pracy i wiele innych rzeczy. Liczy się tylko tu i teraz z moim synkiem.
Im dalej, tym lepiej
Zawsze zastanawiałem się, jak wypełnić czas z dzieckiem. Czym się zająć, żeby ciągle nie oglądać telewizji, gdy dziecko jest w stanie już odróżnić jedną bajkę od drugiej, albo leży nieporadnie w jednym miejscu jeszcze niezdolne do samodzielnego przemieszczania się.
Nic bardziej prostego. W przypadku dziecka już chodzącego wystarczy po prostu poganiać go po domu. W moim przypadku powtórzone kilka razy "uciekaj, uciekaj" czyni cuda. Rozpoczyna się bieganina po pokojach połączona z rechotem Jędrusia i jego słodkim "jesce djugi" co oznacza "jeszcze raz".
A gdy był jeszcze bardzo malutki, to wystarczyło poleżeć obok niego (na łóżku, na podłodze) i pobawić się razem z nim grzechotką, miękką piłką, czy samochodzikiem. Sam byłem zdziwiony, jak taka zabawa może wciągnąć. Nieraz bardziej mnie, niż jego.
To wszystko naprawdę nie jest trudne. Wystarczy po prostu być sobą. Dziecko od razu wyczuje fałsz. Oczywiście ja osobiście nie pozbyłem się lęków o to, co będzie dalej, czy podołam, czy jestem w stanie coś zaoferować dziecku i je wychować. Teraz już wiem, że to normalne i wręcz pożądane. To motywuje do jeszcze większego starania się.
Jednak odeszła bezpowrotnie niechęć do dzieci. Do tego stopnia, że chce mi się mieć kolejnego małego szkraba. Poczułem, że mimo, iż Jędruś z każdym dniem sprawia nam coraz więcej radości (i przyprawia o nerwy uciekając w sklepie gdzie go oczy poniosą), rośnie jak na drożdżach, mówi coraz lepiej i więcej, to jednak czasem zachciewa mi się mieć znów takie nieporadne maleństwo, co tylko leży, je, załatwia się i śpi.
Z perspektywy czasu śmieszne wydaje mi się moje podejście "nie chcę mieć dzieci dla dobra tych dzieci". O ile wcześniej nie rozumiałem tych roześmianych rodziców przekrzykujących się, jakie wspaniałe mają dzieci, co które właśnie zaczęło mówić, jak chodzić i jaki język opanowało, to teraz nie rozumiem tych, co stronią od dzieci i nie rozumieją radości takich, jaka jest moim udziałem, gdy dumnie idę z Jędrusiem za rączkę.
A ja sam, wierzcie mi, jestem najlepszym przykładem na to, jak bardzo człowiek może się zmienić pod wpływem innego małego człowieczka.
Marek Bucyk
Artykuł pochodzi z kategorii: Strona główna
Zobacz również
-
Łupież to nieestetyczna przypadłość. Czasem, źle pielęgnując skórę głowy, sami przyczynia my się do jego pojawienia. więcej
-
Polecamy
Polecamy
-
Na początku stycznia 1972 roku w skrzynce pocztowej na... więcej
-
Dziś w Interia.pl
-
Polska Lokalna
-
Euro 2012
-
Polska Lokalna
-
Sport
-
Euro 2012
-
www.rmf24.pl
-
Sport
-
Polska Lokalna
-
Sport
-
Sport
-
www.rmf24.pl
-
www.rmf24.pl
-
Polska Lokalna
-
www.rmf24.pl
-
Polska Lokalna
-
www.rmf24.pl
Raporty specjalne
-
Samochody używane »
Motoryzacja -
Bramki miesiąca »
Sport -
Grill »
Smaker -
Gaz łupkowy »
Biznes -
Ślub i wesele »
Kobieta -
Trendy wiosna 2012 »
STYL.PL
-
-
Rekomendacje
- Koszulki reprezentacji Polski - Oficjalne koszulki na Mistrzostwa Euro 2012 Polska - Ukraina. Sprawdź i kibicuj razem z całą Polską.
- Mapa Warszawy - Z nami wszystkie drogi prowadzą do Warszawy! Nie zgub się w stolicy.
- Plotka - Intrygi, skandale, ciekawostki i ploteczki to przecież coś co nas nakręca. Zaglądnij do nas i dostarczaj sobie codzienną dawkę pożywnych...
- Liga mistrzów - Najnowsze informacje ze świata najlepszych drużyn w Europie. Kto wygra w finale ligi mistrzów? Sprawdź!
- Buty Puma - Potrzebujesz wygody na najwyższym poziomie? Czuj się zawsze komfortowo, nawet po godzinie biegania.
- Cytologia badanie - Dbaj o swoje zdrowie, rób badania i trzymaj rękę na pulsie.
- Odzież dziecięca - Tanie, piękne, wykonane z naturalnych materiałów ubranka dla dzieci.
- Oferty pracy Bytom - Najnowsze propozycje pracy na terenie Bytomia. Bądź pierwszy!
- Darmowe gry mmo - Wciel się w prawdziwego wojownika i rywalizuj z innymi o zwycięstwo.
- Praca Bielsko-Biała - Specjalnie dla ciebie aktualne oferty pracy w różnych branżach w Bielsku-Białej. Zapraszamy!
- Buty Nike - Niezawodne w każdej sytuacji. Już teraz możesz je dopasować do siebie.
- Kraków zabytki - Wawel, barbakan czy Sukiennice? Najpiękniejsze zabytki tylko w Krakowie.
- Inżynier praca - Tylko u nas znajdziesz pracę na stanowisku inżyniera.
- Ciąża - Bycie mamą to wielkie wyzwanie, sprawdź jak możemy Ci pomóc.
- Agencja SEM - Kompleksowe tworzenie strategii, kampanii i projektów wykorzystując potencjał jaki stwarza Internet. Sprawdź!
- Samochody - Nowości ze świata motoryzacji. Zobacz najlepsze auta, motocykle, samochody osobowe.
- Giełda - Sprawdź aktualne notowania na giełdowe, indeksy spółek oraz sytuacje na rynkach.
- Dieta - Diety cud nie pomagają? Sprawdź inne sposoby na zgubienie paru kilogramów.
- Wyniki sportowe - Sprawdź wyniki każdego spotkania sportowego: piłka nożna, siatkówka, liga mistrzów.
- Program Polsat - Zobacz co jest grane w telewizji, wybierz hit telewizyjny właśnie dla siebie, zasiądź wygodnie przed telewizorem.
- Mistrzostwa Europy 2012 - Najnowsze informacje o mistrzostwach Europy w piłce nożnej Euro 2012 Polska-Ukraina.
- Kursy walut NBP - Tu znajdziesz dokładną tabelę średnich kursów walut NBP.
- Muzyka - Tylko u nas najnowsze informacje muzyczne, wywiady z muzykami, ciekawostki ze świata muzyki.
- Blog o SEO - Na blogu piszemy o szeroko pojętym marketingiem w wyszukiwarkach.




























Wasze komentarze (93)
Dodaj komentarz~Dumna Polka -
Zgłoś do usunięcia Link
Zacofana Polska? Polecam Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na krańcu Świata". Jeśli seks z wieloma partnerami jest Pani marzeniem i oznaką wolności to gratuluję. Jestem szczęśliwa, że urodziłam się w Polsce i dumna, że mieszkam, żyję, wychowałam dzieci i cieszę się wnukami cały czas w Polsce.
~Iza -
Zgłoś do usunięcia Link
Jak ja zazdroszczę polskim mężczyznom. Jestem kobietą, a niektóre zdania w tym artykule dokładnie oddają moje obawy, kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży. "myśl o dziecku w moim życiu równała się prawie informacji, że mam raka", "kurczę, kończy się wszystko co dobre w moim życiu, a zaczyna się kierat" - ja i wiele moich koleżanek miałyśmy dokładnie te same obawy!! Niestety w Polsce mężczyzna może bez problemu powiedzieć o tym głośno, natomiast kobiety, których znaczna większość myśli podobnie nie mogą o tym mówić bo zostaną zlinczowane. Polska to niestety jeden z najbardziej zacofanych krajów świata. Kobietom od najmłodszych lat pierze się mózgi i wciska na siłę że szczytem ich marzeń MUSI BYĆ biała suknia i śmierdząca pielucha. Jest niesamowicie dużo kobiet, które uwielbiają wolność, wolne związki i bardzo boją się że małżeństwo a tym bardziej macierzyństwo zabierze im wszystko co najlepsze w życiu. Ja miałam to niesamowite szczęście że studiowałam za granicą i mam wielu przyjaciół z całego świata, dlatego mogłam głośno mówić o moich obawach, dla mnie ciąża i dziecko było trochę jakbym zaraziła się HIV, niby można z tym żyć ale co to za życie... Bardzo natomiast współczułam moim koleżanką, które mieszkały całe życie w Polsce i nie miały przyjaciół zagranicą. Widziałam ich lęki i obawy o to, że wszystko co najpiękniejsze w życiu kobiety - zabawa, wolność, seks bez zobowiązań - minęło bezpowrotnie, teraz już skapcaniałe życie podporządkowane wrzeszczącemu dziecku. Mimo to nie mogły sobie pozwolić na to, żeby to okazać bo w Polsce zostałyby zlinczowane. Musiały udawać przed wszystkimi - również przed samą sobą że są w siódmym niebie. Dlatego tak bardzo zazdroszczę mężczyznom w Polsce, oni mogą powiedzieć głośno co tak naprawdę czują. A do autora tego artykułu - jeśli myślisz że Twoja żona od początku była szczęśliwa i siódmym niebie - bardzo się mylisz. Prawdopodobnie gryzły ją obawy, że wszystko co dobre się skończyło i to wiele bardziej niż Ciebie. Po prostu ona jako kobieta w zacofanej Polsce ma tak zakodowane, że jako kobiecie nie wolno jej nie cieszyć z dziecięcego wrzasku, śmierdzących pieluch i ciągle tego samego mężczyzny w łóżku (męża).
~Ojciec Dwójki -
Zgłoś do usunięcia Link
Jestem ojcem dwójki: synek 4 lata, córeczka: niecały rok. Wszystko się zgadza - nic w życiu nie jest już takie same po narodzinach dzieci, ale w życiu nie zamieniłbym tego, co mam teraz, dwójki wspaniałych dzieciaków, na "wolność". Pewnie, że czasem brakuje swobody, mogę iść tu lub tam, zostać gdzieś dłużej, itd. Ale co to wszystko znaczy? Kiedy siedzisz z dzieciaczkami, wygłupiasz się, lub po prostu patrzysz na nie, jak się bawią, nic innego nie jest ważne. Wiadomo, są chwile, kiedy nie wyrabiasz psychicznie, oba płaczą, bądź powtarzasz po raz dziesiąty prośbę, która jest skutecznie ignorowana, ale to tylko kwestia wypracowania wspólnego języka i zwykłej cierpliwości. Rodzic potrafi wszystko - to chyba prawda. Zgadzam się z autorem odnośnie obaw, zwłaszcza tych dotyczących zapewnienia bytu materialnego. I to nie jest tylko kwestia, czy będzie mnie stać na nowe auto, czy wakacje. Tu chodzi o to, czy dasz swoim dzieciom szanse takie, jak mają rówieśnicy. Trzeba dbać, by twoje zmartwienia nie stały się ich udziałem tak długo, jak to możliwe. Pewnie mógłbym pisać jeszcze długo. Dobry artykuł. Mało jest tekstów pisanych z perspektywy faceta, a szkoda. Nie jesteśmy troglodytami bez uczuć, po prostu rzadziej pokazujemy je na zewnątrz.
~tata -
Zgłoś do usunięcia Link
Podpisuję się w 100%
~krzysiek -
Zgłoś do usunięcia Link
Byłem z żoną. Uśmialiśmy się jak nigdy. Ale przyznam, że to "samo życie"...tak ma chyba każdy z nas - facetów :) polecam również
~Kobietka-zazdrościsz? -
Zgłoś do usunięcia Link
Spoko-loko, wcale nie trzeba nikomu mówić o ciąży:) Wystarczą do 2 miesiąca tabletki poronne, a jak się nie wyrobi to znajomości w Polsce czy za granicą (Taniej, bodajże ok 1500zł na Ukrainie zabieg + obserwacja i nocleg dla pacjentki i partnera :). Pamiętajcie - i tak nie musimy nic nikomu mówić:) Kobiety górą! ^^
~Marzena -
Zgłoś do usunięcia Link
Jak mozna 5 tygodnowy płód nazywać dzieckiem,po tym zdaniu przestałam czytac dalej ten artykuł. Życie jest za krótkie zeby czytac takie bzdury. Jezeli ktoś uważa ze płód jest człowiekiem to znaczy ze jest na poziomie człowieka ery kamienia łupanego.
~severa -
Zgłoś do usunięcia Link
Mężczyzna który zapładnia kobietę i każe jej rodzić dziecko to rzeźnik i potwór. a każda matka to masochistka. Ludzkość już dawno powinna odejść od naturalnego rozmnażania-jest ono zbyt barbarzyńskie i zwierzęce. Nie można pogodzić czegoś takiego z miłością, choćbyście się nie wiem jak oszukiwali.
~zmęczony -
Zgłoś do usunięcia Link
Dzieci są fajne. Gdy wjeżdżasz na autostradę, zaczyna się film w kinie ono chce sikać. Gdy chcesz pospać w niedzielę ono wstaje o 5. Gdy pakujesz samochód i myślisz że wyjeżdżasz na weekend toto ma nagle gorączkę i jedziesz do szpitala. O pieniądzach, zniszczeniach i negatywnych emocjach nawet nie próbuję pisać.
~Fred -
Zgłoś do usunięcia Link
Witam. Jestem ojcem od prawie 2 lat. Jakie wrażenia? Ano, zero czasu na dotychczasowe przyjemności. Dziecko- przynajmniej moje jest bardzo absorbujące. Co czuję? Dobre pytanie... fajnie jest je mieć, patrzeć, jak rośnie, nakarmić, dać się napić, pobawić się, ogólnie widzieć, jak zaczyna raczkować, potem niezdarnie stawiać pierwsze kroki, jak zaczyna już całkiem sprawnie chodzić, potem biegać i wspinać się dosłownie na wszystko, wszystko oglądać, dotykać, jak początkowo zaczyna gaworzyć, potem nieskładnie wypowiadać pierwsze słowa, aż obecnie już sygnalizuje, co chce i zagaduje o tym, czego chce. Prawie 2 lata- i dużo i mało. Czy chcę jeszcze jedno? Nie. Jedno wystarczy. Przy dwójce szkrabów takich, jak moja córa mógłbym oszaleć do końca. Żona chce, ja nie. Z czystego wygodnictwa, a także z troski o to, by małej niczego nie brakowało, by zawsze był szmal na jedzenie, opłaty, ubrania, potem na przedszkole i szkołę, wreszcie na studia i samochód, no i na mieszkanie, które dostanie, gdy już całkiem dorośnie- chyba, że będzie chcieć nasz stary dom, którego nie zamieniłbym na żaden inny. Wiem, czysty pragmatyzm, ale dla mnie nie sztuka mieć i by latały obdarte, brudne i niedożywione, ale by zapewnić byt i w miarę dobry start w życiu malutkiej szkrabulce- przynajmniej mnie uczono w domu, że dziecko wychowuje się tak, by mogło- jeśli tylko chce- osiągnąć więcej, niż jego rodzice. Jak już pisałem, zero czasu dla siebie, żeby chociaż na godzinkę zejść do garażu, by móc umyć i odkurzyć ulubioną zabawkę- nie mam tu na myśli doopowozu, którym jeżdżę codziennie i wisi mi to, że go umyję i odkurzę na szybko, na automatycznej myjni, czy też będzie brudny. Czy wiedząc to, co wiem teraz o życiu, po 4 latach małżeństwa, zdecydowałbym się na to wszystko jeszcze raz? Małżeństwo i ojcostwo to ogromna odpowiedzialność i konieczność wiecznych kompromisów oraz dyskusji o najmniejszą duperelę- cóż, kobiety myślą inaczej, niż faceci. Dlatego gdyby mieć ten rozum, co teraz i zaczynać jeszcze raz, to tylko i wyłącznie wolny związek. Facet- przynajmniej ja- nie jest stworzony do tego, by dać z siebie zrobić pantoflarza- facet jest jak kot- chadza własnymi ścieżkami, a jak ktoś mu zakłada smycz- robi się nerwowy i prędzej, czy później nawieje z chaty- w końcu jak sięgnąć do historii, to faceci od zawsze zdobywali pożywienie, opał, zapewniali byt, walczyli..., a kobiety starały się przetrwać i wychować potomstwo. A teraz... poprzewracało się- zniewieściali faceci... Jasne, że wytrę tyłek dziecku, jak narobi, przebiorę je i wykąpię, jeśli trzeba. Ale wiem, że żona to zrobi lepiej, niż ja, bo ma delikatniejsze dłonie i może więcej czułości. Za to ja lepiej naprawię kran, wyczyszczę syfon spod umywalki, rozkręcę i umyję żyrandol. Facet to nie niańka- to po prostu facet, który nie lubi mieć wyprasowanych dżinsów, bo mają być takie byle jakie, szorstkie- to nie koszula do biura, ani spodnie od garnituru na kant. Który, jak trzeba, postawi się agresorowi w obronie swoich najbliższych i bez zbędnych pyskówek i dyplomacji da w łeb i poprawi z buta. Tacy jesteśmy, bo to mamy w genach- od zawsze.