Reklama

  •  

    Kara za superdolara

Fałszywych banknotów podrabianych przez Tomasza Ś. nie potrafili odróżnić nawet spece. Genialnego drukarza tropiła policja i FBI.

Zdjęcie

Nikt tak dobrze nie podrabia studolarówek, jak Polacy /PantherMedia
Nikt tak dobrze nie podrabia studolarówek, jak Polacy
/PantherMedia
Polscy fałszerze pieniędzy uważani są za prawdziwych fachowców. Doszło nawet do tego, że sprzedawcy, pracownicy banków, a nawet urządzenia sprawdzające zabezpieczenia pieniędzy nie były w stanie wykryć podróbek. W sprawę zaangażowało się FBI. Współpraca polskich i amerykańskich śledczych doprowadziła do Tomasza Ś. - genialnego drukarza z Wrocławia.

Polacy najlepsi w podrabianiu setek

Amerykanie szacują, że dwie trzecie wszystkich studolarowych banknotów jest w obiegu poza granicami USA. To też ulubiony nominał fałszerzy. Jak wynika z policyjnych statystyk, najlepsi na świecie spece w tej materii to Polacy.

- W podrabianiu pieniędzy, ale też dokumentów i wszelkiego rodzaju państwowych druków doszliśmy do perfekcji - mówił sędzia Krzysztof Bielański w trakcie procesu Stanisława P., okrzykniętego przez media "fałszerzem stulecia".

Reklama

12 grudnia 2000 roku wrocławska policja poinformowała o zatrzymaniu 80-letniego Stanisława P. Według komunikatu biura prasowego komendy wojewódzkiej policji, starszy pan reprezentował tzw. szkołę lwowską - najlepszych falsyfikatorów, którzy swoje umiejętności zdobywali jeszcze w przedwojennym Lwowie.

W piwnicy domu mężczyzny znaleziono ponad sto matryc niemal wszystkich możliwych pieczątek i dokumentów: od paszportów, dowodów osobistych, świadectw maturalnych i dyplomów uczelni, po różnego rodzaju zaświadczenia o ukończeniu specjalistycznych kursów.

Stanisław P. trudnił się też podrabianiem banknotów: złotówek, dolarów i euro. Fałszerskim procederem zajmował się od niemal sześćdziesięciu lat. W swoim fachu nie miał sobie równych: działał na zlecenie grup przestępczych z całej Europy.

Zgodnie z art. 310 § 1. kodeksu karnego, mężczyźnie groziła kara od pięciu do dwudziestu pięciu lat pozbawienia wolności. Sąd wziął jednak pod uwagę podeszły wiek oskarżonego i zastosował wobec niego nadzwyczajne złagodzenie kary. Stanisława P. skazano na dwa i pół roku więzienia w zawieszeniu oraz pięćdziesiąt tysięcy złotych grzywny.

Jeszcze ciepłe studolarówki

Osiemnastego lutego 2007 roku do Komendy Głównej Policji w Warszawie przyjechała delegacja FBI. Rozmowy dotyczyć miały fałszywych dolarów, które przejęto w Ameryce Południowej. Ekspertyzy wykazały, że były niemal nie do odróżnienia od oryginałów.

Trop wiódł do Polski, bo to właśnie jeden z obywateli naszego kraju zapłacił w sklepie w Rio de Janeiro mistrzowsko podrobionym banknotem o nominale 100 dolarów. Agenci FBI prosili o pomoc. Amerykanów przyjął komisarz Maciej Sawicki z Centralnego Biura Śledczego.

- Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Ściągniemy z kraju najlepszych policyjnych fachowców - zapewnił Sawicki.

Jeszcze tego samego dnia do wszystkich komend wojewódzkich w Polsce wysłane zostały szyfrogramy z prośbą o przekazywanie informacji o przypadkach wprowadzania do obiegu fałszywek. Policji zależało na jak najlepszej współpracy z Federalnym Biurem Śledczym.

Funkcjonariusze chcieli w zamian poprosić Amerykanów o sprawdzenie jednego z tropów prowadzonego od lat śledztwa dotyczącego zabójstwa generała Marka Papały, komendanta głównego policji.

Po kilku dniach do Sawickiego dotarła informacja z Wrocławia. Okazało się, że tamtejsi specjaliści od fałszerstw od ponad roku tropili mężczyznę podejrzanego o produkcję lewych dolarów. Do zatrzymania brakowało jednak wystarczających dowodów. Komisarz Sawicki natychmiast podjął decyzję o spotkaniu z prowadzącymi tamtą sprawę.

Od kantoru do kantoru

Następnego dnia we Wrocławiu czekał już na niego podkomisarz Andrzej Szczepański, specjalizujący się w wykrywaniu fałszerstw i dowodzący grupą tropiącą "drukarza" - jak nazwano poszukiwanego. Szczepański opowiedział o przebiegu dochodzenia. Podrabiane studolarówki pojawiły się na Dolnym Śląsku ponad rok wcześniej. Były właściwie doskonałe. W ręce policji wpadły przez przypadek: odzyskano je po napadzie na kantor i poddano rutynowej kontroli. Laboranci odkryli, że jeden z banknotów jest fałszywy.

Artykuł pochodzi z kategorii: Strona główna

Zobacz również

  • Oceń tekst

    Ocen: 395

Reklama

Wasze komentarze (172)

Dodaj komentarz

polak

~majster -

no to czyli nie robił tak dobrych powinien robić identyczne to mu by mogli naskoczyć za dobre dolary ludzie ogarnijcie się to tak samo jak by wam za bardzo smakowała kanapka i z tego powodu byście ją wypluli bez jaj no proszę

Dolary

~babcia -

Fajna bajka! Szkoda tylko, że z rzeczywistością nie ma nic, ale to zupełnie nic wspólnego ! Przypomina trochę filmik "07 zgłoś się". Tam też komisarzyna wydawała polecenia wszystkim i decydowała o wielu różnych rzeczach nawet na arenie międzynarodowej. Według mnie przydałoby się więcej realizmu. Czyżby autor nie miał pojęcia, że w USA takimi sprawami nie zajmuje się FBI tylko Secret Service ???Poza tym degezja, na której zależy polskim decydentom jest przyjmowana przez komisarza z KGP? Pytam grzecznie - gdzie cała wierchuszka zwykle bardzo widoczna w takich sytuacjach???Jeszcze raz - więcej realizmu !

Geniusz

~Może kiedyś o mnie tez napiszą -

Po prostu miał głowę na karku pomyślał o wszystkim podziwiam gościa szkoda ze sam nie mam takich zdolności, zrobił błąd i zaufał albo zrobił to specjalnie żeby go złapali Ps. gość dostał 9 lat po 5-4 wypuszcza go za dobre sprawowanie, zajmował się tym o 2000 roku przykładowo dziennie wymieniał w kantorze 300 dolarów na złotówki które były czyste. To teraz gościu siedzi pod cela i się śmieje bo posiedzi parę lat, wyjdzie i będzie miliarderem

Dodaj komentarz