Reklama

  •  

    Dzieci ofiarami okrutnych egzorcyzmów

W Nigerii ofiarami takich podejrzeń padają najmłodsi, czasem nawet niemowlęta. Według szacunków w ciągu ostatnich dziesięciu lat w tym afrykańskim kraju o stosowanie czarów oskarżono ok. 15 tysięcy dzieci.

Zdjęcie

W Nigerii mogło zginąć nawet ponad tysiąc osób podejrzewanych o czary /AFP
W Nigerii mogło zginąć nawet ponad tysiąc osób podejrzewanych o czary
/AFP
Nagła śmierć rodziców, choroba brata, nieurodzaj... - to wszystko może sprowadzić nieszczęście na zupełnie niewinną osobę, na którą padnie podejrzenie, że jest opętana i odpowiada za niepomyślny okres. Ale nie tylko zbieg okoliczności bywa interpretowany jako działanie siły nieczystej. Zwykłe marzenie senne czy nadpobudliwość dziecka często są równoznaczne z jego kontaktami z szatanem.

Diablęta zakopuje się żywcem

Los dzieci jest wyjątkowo okrutny. Małe "diablęta", odrzucane przez ich własne rodziny, muszą uciekać z wiosek, w których się wychowywały. Ale zanim wyrwą się z rąk prześladowców, stają się ofiarami najbardziej wymyślnych tortur, przywodzących na myśl średniowieczne metody walki z czarownicami. Oblewanie wrzątkiem, przypalanie żelastwem, przywiązywanie do drzew, głodzenie, bicie, a nawet zakopywanie żywcem - okrucieństwo współplemieńców trudno opisać. Tortury mają skłonić maluchy do przyznania się do kontaktów z ciemnymi mocami. Gary Foxcroft, założyciel organizacji charytatywnej Stepping Stones Nigeria, ma pełne ręce roboty. Otworzył schronisko, gdzie porzucone dzieci mogą bezpiecznie przenocować, zjeść ciepły posiłek, a także przekonać się, że to, co im wmawiają niedouczeni dorośli, to zabobony, że posądzanie ich o czary to bzdury. Gary przemierza wzdłuż i wszerz stan Akwa Ibom w poszukiwaniu nieletnich ofiar egzorcyzmów.

Przerażeni opętani

Zmaltretowane maluchy znajduje praktycznie każdego dnia. Jeśli na zakurzonej drodze spotyka grupkę wychudzonych, przerażonych dzieci, uciekających na widok dorosłych, może mieć pewność, że to kolejni "opętani". Maluchy radzą sobie, jak mogą. W miastach żyją z tego, co uda im się wyżebrać, zbierają odpadki pewnie też kradną. Najsłabsze po prostu umierają. Widok ciała dziecka leżącego w rowie nikogo tu nie dziwi ani nie porusza. Niektóre z nich to ofiary zabójstw. Ocenia się, że w Nigerii mogło zginąć nawet ponad tysiąc osób, podejrzewanych o czary. Sprawców, często współplemieńców, nikt nie ściga. Rodziny nawet nie zgłaszają władzom takich przypadków.

Reklama

Gwoździem w złego

Małą, może pięcioletnią dziewczynkę Gary Foxcroft zauważył w jednej z miejscowości. Wraz z grupą dzieciaków kręciła się wokół rybaków wracających z połowów. Starsi chłopcy śmielej prosili mężczyzn o jakieś resztki. Zadowoliliby się nawet zepsutą rybą, bo już dawno nic nie jedli. Dziewczynka stała z boku. Jej ogromne, czarne oczy wyrażały tylko strach. Nie miała odwagi, by podejść bliżej. Jednak po chwili spokojnej rozmowy bez sprzeciwu wsiadła do samochodu z obcym, białym mężczyzną. Wyglądało to tak, jakby jej było obojętne, co się z nią stanie. W ośrodku, gdzie spotkała dziesiątki takich jak ona, przez wiele dni nie odzywała się. Wiadomo o niej tylko tyle, że ma na imię Mary i... jest czarownicą. Dopiero po dłuższym czasie opiekunom udało się przełamać jej milczenie. Dziewczynka wyznała, że krewni i sąsiedzi oskarżyli ją o czary, gdy umarła jej babcia, a wkrótce potem matka. Śmierć dwóch kobiet z tej samej rodziny, która nastąpiła w krótkim czasie, dla miejscowych była widocznym znakiem, że w wiosce zamieszkało zło. A jego wcieleniem w ich oczach stała się bezbronna dziewczynka.

Matka wbija gwóźdź

Mary nie miał kto obronić przed wypędzeniem z wioski - zmarłe były jej jedynymi opiekunkami. Zresztą w takich sytuacjach dziecku nie pomoże nawet najbliższa rodzina. Presja środowiska i obawa o odrzucenie lub wręcz zemstę jest bardzo silna. W ośrodku od dawna mieszka inna dziewczyna. Ma kilkanaście lat, wygląda jak szkielet. Siedzi na progu chaty i bezwiednie grzebie patykiem w ziemi. Jej twarz nic nie wyraża. Nie może opowiedzieć swojej historii, bo nie umie mówić. Ma nieodwracalnie uszkodzony mózg. Kiedy odgarnie się jej włosy, na środku czaszki widać głęboką bliznę. To matka wbiła jej w głowę gwóźdź, żeby w końcu wydusić z dziewczynki, że znajduje się w szatańskiej mocy. Nic to nie pomogło. Okaleczone dziecko zostało wypędzone z wioski, cudem udało się je uratować.

Winni najmłodsi

Sam Ikpe-Itauma to jeden z tych Nigeryjczyków, którzy nie wierzą w czary. W mieście Esit Eket prowadzi schronisko i szkołę. Na początku zapewniał nocleg kilkorgu małym "czarownikom". Szybko okazało się, że musi zbudować osobną chatę, żeby pomieścić wszystkich potrzebujących pomocy. W przytułku jest teraz grubo ponad setka dzieci, a z każdym dniem ich przybywa. Jedna z nich to 10-letnia Mary. Nad czołem dziewczynka nie ma włosów, jej ciało pokrywają pęcherze. Gdy uznano ją za wiedźmę, miała siedem lat. Stało się to po śmierci jej małego braciszka. Powód zgonu mógł być tylko jeden - czary. Bo przecież tylko śmierć ze starości uznaje się za zwyczajną. Natomiast jeśli umrze ktoś młody, musi to oznaczać udział sił ciemności. W takich przypadkach podejrzenie pada zwykle na innego członka rodziny, najczęściej właśnie na dziecko. Niemal nie zdarza się, by o czary oskarżono kogoś z dorosłych. Może dlatego, że łatwiej byłoby mu się bronić przed posądzeniem o złe zamiary i okrucieństwem? Z tego powodu Mary, a nie jej rodziców uznano za winną śmierci braciszka. Gdy do ich chaty przyszło kilku mężczyzn, matka po prostu wyszła na zewnątrz. Ojciec został i spokojnie się przyglądał, jak sąsiedzi katują jego córkę.

Dziecko na kolczastym drucie

Okrutne bicie nie wypędziło z dziewczynki złego ducha. Matka musiała się za to zabrać osobiście. Wzięła ją do buszu, gdzie razem nazbierały trujących jagód. Potem kobieta zmusiła córkę do ich połknięcia. - Jeśli tego nie zjesz, powieszę cię na kolczastym drucie - straszyła zapłakane dziecko. Mary posłusznie wykonała polecenie. Jakimś cudem przeżyła. Być może dawka trucizny była zbyt mała. Nie umarła także wówczas, gdy matka wylała na nią wodę z sodą kaustyczną. Straciła tylko przytomność. Wtedy ojciec wyniósł ją na pole za wioską i tam pozostawił w palącym słońcu. Jej silny organizm zniósł i to. Dziewczynka nie pamięta, jak długo leżała na polu. Otwierała oczy, a potem znowu zapadała się w ciemność. Gdy doszła do siebie, nie odważyła się już wrócić do domu. Poszła do buszu, gdzie udało się jej przetrwać. W końcu znaleźli ją pracownicy Stepping Stones Nigeria.

Niebezpieczny nawet sen

To, co zdarzyło się 9-letniej Ricie i jej 4-letniemu bratu, wydaje się aż nieprawdopodobne dla cywilizowanego człowieka. Rita miała bardzo sugestywny sen, o którym rano opowiedziała mamie. Śniło się jej, że uczestniczyła we wspaniałym przyjęciu. Było tam mnóstwo pysznego jedzenia. Razem z bratem zajadała się potrawami, jakich nigdy w życiu nie widziała. Wieść o jej śnie szybko rozeszła się wśród mieszkańców rodzinnej wioski. Starszyzna długo nie zastanawiała się nad tą sprawą - przecież wiadomo, że czarownice noce spędzają na sabatach, nawet gdy ich ziemskie ciało śpi. Zatem to oczywiste, że Rita jest czarownicą. A skoro podczas przyjęcia, o którym opowiadała, dobrze bawił się także jej braciszek, to znaczy, że i jego opętały złe moce.

Ocalała, bo była biedna

Decyzja społeczności nie mogła być inna: należało wyrzucić oboje poza wioskę, byle dalej od porządnych ludzi. 8-letnią Mbet uznano za wiedźmę, bo jej matka cierpiała na bóle brzucha. - Paliło mnie od wewnątrz - tłumaczy się kobieta. - To była wina mojej córki, która zabrała całą wodę z mojego ciała. Matka zmusiła Mbet do wypicia oliwy i zjedzenia trujących jagód. Sąsiedzi pobili małą kijami, potem pastor przykuł ją do drzewa. Uwolnił ją tylko dlatego, że matka nie znalazła pieniędzy na egzorcyzmy. Dziewczynce udało się uciec, zaopiekował się nią wujek, który zachował rozsądek i nie boi się czarów.

Artykuł pochodzi z kategorii: Strona główna

Zobacz również

  • Co to jest dress code?

    Wiedziałeś o tym, że twój wygląd świadczy nie tylko o tobie, ale także o firmie, która cię zatrudnia. Pracując dla niej reprezentujemy ją, jesteśmy jej wizytówką. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 95

Reklama

Wasze komentarze (172)

Dodaj komentarz

~Kruk -

Trzeba jasno i stanowczo powiedzieć że opisane sceny w artykule czynią zielonoswiatkowi. Katoliccy misjonarze nie odprawiają żadnych egzorcyzmów. Katoliccy misjonarze zaworza Afrykańczykom lekarstwa i oświatę.

~xxl -

to wina kościoła który robi zresztą wszędzie najwięcej zamieszania tylko szkoda ze cierpia dzieci.normalnie włosy się jeżą na glowie.mam nadzieję że niedługo przyjdzie koniec tych pedofilskich rządów.

~kaska1155 -

Boże co za ludzie jak oni tak mogą ja to bym im tak samo robiła jak oni tym biednym dzieciom, nie rozumiem jak matka może pozwolić aby jej dziecko bądź dzieci były katowane. Co to za prawo!!! To zwierzęta a nie ludzie!!!!

~nataliaddz -

Zyjemy w XXI w, a to co przed chwila przeczytałam to HORROR. Chyba nawet inkwizycja w swych ,, najlepszych,, latach nie była tak okrutna i bezwzględna. Jestem wstrząśnięta tym co przeczytałam. I czy ,, człowiek ,,to brzmi dumnie............?????

Dodaj komentarz