Reklama

  •  

    Ciemna strona Wrocławia

A jest nią Zakład Karny Wrocław Nr 1, wzniesiony w roku 1895 przy ówczesnej Kletschkauerstrasse (obecnie Kleczkowska).

Zdjęcie

Wrocławskie więzienie - widok współczesny/fot. M. Kluczyński /Agencja SE/East News
Wrocławskie więzienie - widok współczesny/fot. M. Kluczyński
/Agencja SE/East News
Zaprojektowali go Max Leben i Henryk Buzt w stylu niemieckiego neogotyku, dlatego więzienie przypomina krzyżackie zamczysko. Początkowo kompleks składał się z części administracyjnej, przeznaczonej dla pracowników, wielkiego, zbudowanego na planie krzyża pawilonu dla mężczyzn oraz mniejszego, trójskrzydłowego, dla kobiet.

Z więzienia do obozu

Po raz pierwszy Kleczki, jak mówią zdrobniale osadzeni, znalazły się na kartach historii, kiedy osadzono tu w latach 1917-19 Różę Luksemburg, przywódczynię niemieckich komunistów (notabene z pochodzenia polską Żydówkę). Później trafiło tutaj wielu jej towarzyszy. Prawdziwie upiorną sławę zyskało to miejsce w epoce nazistowskiej. Hitlerowcy urządzili w więzieniu jeden z kilku samodzielnych zakładów egzekucyjnych, tzw. Strafgefängnis Breslau. Po kampanii wrześniowej bardzo szybko trafili tutaj Polacy - profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego, podstępnie aresztowani 6 listopada 1939 roku (zatrzymano wtedy 183 osoby przebywające na terenie uczelni). Więzienie przy Kletschkauerstrasse było jednym z punktów etapowych w drodze do obozów koncentracyjnych, trzymano tutaj polskich uczonych przeszło dwa tygodnie.

Śmierć za oblanie mlekiem

W okresie wojny i okupacji zamordowano w Strafgefängnis Breslau 869 osób, przeważnie Czechów aresztowanych jesienią 1939 roku. Drugą pod względem liczebności grupą ofiar byli Polacy, uśmiercono ich prawie trzystu. Oprócz nich ścięto gilotyną wielu Austriaków, Włochów oraz członków europejskiego ruchu oporu (z Francji, Belgii, Holandii, Norwegii). Ciała pomordowanych wywożono do Rędzina i tam zakopywano w zbiorowych mogiłach, chowano je też na więziennym podwórku. Nie zabijano wyłącznie działaczy podziemia czy kryminalistów. Zdarzały się wypadki zupełnie kuriozalne, np. 27 listopada 1942 roku ścięto pracownicę sklepu, Polkę Wandę Daczkowską, winną oblania mlekiem pewnej Niemki.

Reklama

Egzekucje trwały do końca panowania reżimu hitlerowskiego. Ostatnich więźniów zamordowano na kilka godzin przed wkroczeniem wojsk sowieckich do miasta, w niedzielę 6 maja 1945 roku. Więźniowie tym razem nie zostali ścięci, lecz rozstrzelani - ze zrozumiałych względów oprawcom zależało na czasie. Było to kilkudziesięciu obywateli czechosłowackich, podejrzanych o przynależność do partyzantki.

Dni wątpliwej chwały

Oblężenie Wrocławia obiekty przy Kleczkowskiej przetrwały bez większego uszczerbku. Od razu też zaopiekowali się nimi przedstawiciele nowej, polskiej i ludowej władzy, zajmując je na własne więzienie. I niemal natychmiast trafili tu członkowie podziemia, ofiary komunistycznego terroru. W latach 1945-1956 przetrzymywano tutaj polskich patriotów z organizacji niepodległościowych, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Wielu z nich rozstrzelano, inni zmarli z powodu złych warunków bytowych. Ich groby znajdują się na Cmentarzu Osobowickim.

Kolejne dni wątpliwej chwały przeżywało więzienie podczas stanu wojennego. Przetrzymywano w nim działaczy zdelegalizowanej Solidarności, m.in. część załogi rozbitej przez ZOMO i czołgi wrocławskiej Fadromy.

Cele z innej epoki

Obecnie Zakład Karny Nr 1 to największy obiekt więzienny na terenie Dolnego Śląska, mogący przetrzymywać prawie 1200 skazanych i aresztowanych, zatrudniający przeszło 400 funkcjonariuszy. Krwawe praktyki przeszłości oczywiście zarzucono, zamiast gilotyny jest np. biblioteka licząca ok. 20 tysięcy tomów. Osadzeni mają też do dyspozycji świetlicę, pracownię komputerową, boiska sportowe i kaplicę. Mogą też uzupełnić wykształcenie (w szkole zawodowej i średniej), są też szpital i oddziały leczenia uzależnień. Mimo to Kleczki nie cieszą się wśród więźniów specjalnym uznaniem i uchodzą za dość ciężki zakład karny - cele są wieloosobowe i bez specjalnych wygód. No cóż, zbudowano je w epoce, kiedy o prawach człowieka nikt jeszcze nie słyszał.

Jacek Inglot

Artykuł pochodzi z kategorii: Strona główna

Zobacz również

  • Tak daleko do miłości

    Czego nie chce usłyszeć od kobiety i co kupiłby zamiast pierścionka zaręczynowego? O(d)powiada Andrzej Sołtysik, dziennikarz, filmoznawca i singiel z odzysku. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 27

Reklama

Wasze komentarze (11)

Dodaj komentarz

JESTESCIE BEZNADZIEJNI

~raf25ny -

moze nie polowa ale wiekszosc to siedzacy za jazde po pijanemu (na rowerze czasami) nie placacy alimentow czy mlodziaki siedzace za 1 gr marihuany !! wiec nie wazne czy to "przestepcy" kazdy powinien zyc w ludzkich warunkach , ale wedlug was jezeli ktos popelnil jakis blad w zyciu to nalezy go zgnoic i pozbawic wszystkiego ??!! zenada!!!!

~wrocławianka -

"Mimo to Kleczki nie cieszą się wśród więźniów specjalnym uznaniem i uchodzą za dość ciężki zakład karny - cele są wieloosobowe i bez specjalnych wygód " - PISZECIE jakby przyjechali na wycieczke szkolną a to pudło wiec i tak za dobrze mają !!

Dodaj komentarz