MON wybrał nazwy dla rządowych samolotów

Gulfstream G-550. Jego producentem jest amerykańska firma Gulfstream Aerospace z grupy General Dynamics /East News

Konkurs na nazwy dla pięciu samolotów do transportu najważniejszych osób w państwie Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło 16 maja. Dziś zostały ogłoszone wyniki. Samoloty będą nazywały się: Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski, Książę Józef Poniatowski i Generał Kazimierz Pułaski.

Reklama

Wszystkie poprzednie rządy nie mogły zdecydować się na zakup samolotów dla najważniejszych osób w państwie. W końcu dokonał tego PiS. Teraz w wyniku konkursu ogłoszonego 16 maja, wybrano nazwy dla pierwszych maszyn. Gulfstream G550 będą nazywały się: Książę Józef Poniatowski i Generał Kazimierz Pułaski, a Boeingi 737: Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Jan Paderewski.

MON nie chciało powielać nazw, które już występują w siłach zbrojnych, np. ptaków i innych zwierząt. Część propozycji została wyeliminowana w związku z użyciem nazw powszechnie uznanych za obelżywe bądź obraźliwe - poinformowało ministerstwo.

Reklama

Na konkurs zgłoszono ponad 1100 propozycji nazw, MON w ubiegłym tygodniu przesłało PAP prawie 60 przykładów. Nazwy miały, jak podał MON honorować "wielkich Polaków, postaci historyczne".

Jak przekazała agencja: Kryterium honorowania postaci historycznych spełniały według ministerstwa m.in.: Jan Paweł II, Batory, Chrobry, Grot-Rowecki, Śmiały, Kaczyński, Piłsudski, Kościuszko (był on patronem samolotu PLL Lot, który rozbił się w Lesie Kabackim w Warszawie w 1987 roku), Żołkiewski, Dmowski, Kukliński, Krasnodębski (od twórcy dywizjonu 303 płk. Zdzisława Krasnodębskiego), Skarżyński (płk. Stanisław Skarżyński to pierwszy Polak, który przeleciał nad Atlantykiem), Skalski (Stanisław, najlepszy polski as myśliwski z czasu II wojny światowej), Sikorski, Anders, Pułaski, Poniatowski, Jadwiga, Skalski, Inka, Żwirko, Moniuszko, Paderewski i Mieszko.

Wśród propozycji znalazło się także nazwisko Małysz oraz postaci legendarne - Lech i Twardowski.

Niemałą grupę propozycji stanowiły nazwy ptaków, np. Orzeł, Orlik (tę nazwę nosi samolot szkolno-treningowy PZL-130), Bielik (to nazwa, którą mają nosić w Polsce nowe samoloty szkolne M-346), Eagle 1, Bocian (istnieje typ szybowca o takiej nazwie, ale to maszyna cywilna), Jastrząb (to polska nazwa samolotów F-16), Sokół (określenie śmigłowców W-3), Krogulec, Czapla, Mewa. Część z tych nazw nosiły lub noszą okręty Marynarki Wojennej.

Część zgłoszonych nazw odwoływało się do funkcji, jakie będą pełniły samoloty (np. PolVipLot, VipLiner, Celebrity i Globetrotter). Pojawiły się też propozycje geograficzne, dotyczące miast (np. Warszawa, Kraków i Lublin), rzek (np. Wisła), regionów (np. Pomorze) i wiatrów (np. Orkan - w Marynarce Wojennej jest okręt o takiej nazwie). Jedna z propozycji to nazwy gwiazd z gwiazdozbioru Orła: Aquila (łac. Orzeł), Altair, Tarazed i Alfa. Inny pomysł nawiązuje do powieści Stanisława Lema "Solaris", kolejny - do nazwy polskiej waluty: Złoty.

Nagrodą jest zaproszenie na prezentację pierwszej maszyny, która dotrze do Polski najprawdopodobniej w czerwcu.

Umowy

Przypomnijmy: W listopadzie 2016 roku MON podpisało z firmą Gulfstream umowę na dostawę dwóch małych samolotów G550. Natomiast w marcu 2017 r. został zawarty kontrakt na trzy samoloty średniej wielkości Boeing 737 (dwa nowe i jeden używany).

Zgodnie z umową oba samoloty dyspozycyjne G550 miały trafić do Polski do połowy sierpnia 2017 roku. Ministerstwo poinformowało jednak, że dostawa nastąpi szybciej - pierwsza maszyna pojawi już w czerwcu, a druga w lipcu.

Nieco więcej zamieszania pojawiło się w przypadku większych maszyn. Najpierw 14 marca ministerstwo unieważniło z przyczyn formalnych przetarg, w którym uczestniczyło trzech różnych oferentów. Następnie z wolnej ręki wybrał dwa nowe i jeden używany samolot Boeing 737-800, płacąc za nie 2,5 mld zł. Już wówczas Krajowa Izba Odwoławcza stwierdziła, że odbyło się to z naruszeniem procedur.

Kontrowersje

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z 3 kwietnia został przekazany do wiadomości opinii publicznej 18 maja. Zażalenie na podpisaną przez MON umowę z Boeingiem złożyli trzej producenci, których oferty zostały odrzucone. Ich skargę miała rozpatrzyć KIO. Nim jednak wydano wyrok Izba wydała zgodę na podpisanie umowy z Boeingiem. Było to związane z informacją, jaką MON przekazał KIO, że 540 mln zł przeznaczone na zakup samolotów przepadnie, jeśli nie zostanie wydane do końca marca. Później KIO uznała, że MON wprowadził ją w błąd:

"Z jednej strony z przedstawionych dowodów wynika, że środki te mają być ostatecznie wydatkowane w tej dacie, a z drugiej z Programu wieloletniego wynika, że niewydatkowane w zakreślonym terminie środki zwiększą nakłady na program w latach następnych. W ocenie Izby z zestawienia tych dowodów nie wynika, że środki niewykorzystane w ramach środków niewygasających za rok 2016 r. wracają do budżetu państwa i nie są już przeznaczone na wydatek, jakim jest zakup samolotów średnich. Przeciwnie zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że środki te są alokowane w ramach programu przechodząc na kolejne lata finansowania" - napisała KIO.

W dokumencie Krajowej Izby Odwoławczej ponadto czytamy: "Skoro zamawiający zastosował tryb zamówienia z wolnej ręki nie wykazując obligatoryjnych przesłanek jego zastosowania, to dopuścił się naruszenia zasady uczciwej konkurencji i nierówno potraktował wykonawców zdolnych to zamówienie wykonać. Biorąc to pod uwagę Izba stwierdziła, że zamawiający naruszył art. 7 ust. 1 ustawy". Mimo orzeczenia KIO zawarta 31 marca umowa z Boeingiem jest ważna.

"Nie było faworyzowania"

Przedstawiciele MON nie uważają, że procedury zostały naruszone.

- Nie było tam żadnego faworyzowania konkretnego producenta - zapewnił wiceminister Bartosz Kownacki w rozmowie z dziennikarzami. Podczas spotkania zwrócił uwagę, że wymagania ws. wyboru producenta były konsultowane m.in. z kancelariami premiera, prezydenta, Sejmu i Senatu.

- Inspektorat Uzbrojenia zbierał wymagania, czego oczekują poszczególne kancelarie, i na podstawie tych wymagań tworzy i prowadzi postępowanie - dodał.

Stwierdził ponadto, że "wymagania były w pełni transparentne", a w postępowaniu brała udział także firma Airbus, na której wniosek przesunięto termin składania ofert.

- Nam zależało na największej konkurencyjności. (...) Firma Airbus nie złożyła oferty w tym postępowaniu. To jest jej suwerenna decyzja - powiedział wiceminister.

Zaznaczył, że analizy wskazały, iż tylko określony model Boeinga spełniał wymagania, dotyczące np. liczby pasażerów, zasięgu i specjalnego wyposażenia. Dodał, że wybrano taki, a nie inny typ, ponieważ nowsze konstrukcje "obarczone chorobą wieku dziecięcego" nie mogły być uwzględniane ze względów bezpieczeństwa.

13 kwietnia wiceminister Bartosz Kownacki wręczył wyróżnienia żołnierzom i pracownikom MON w związku z pozyskaniem samolotów do przewozu najważniejszych osób w państwie. 

Jak podaje PAP, były szef MON Tomasz Siemoniak (PO) oświadczył 19 maja w Sejmie, że Platforma Obywatelska będzie domagać się unieważnienia przetargu MON na samoloty dla VIP-ów i rozliczenia osób odpowiedzialnych w tej sprawie. Jego zdaniem jest to "jedna z największych afer ostatnich lat".

Sąd Okręgowy w Warszawie na 23 czerwca wyznaczył termin rozpatrzenia skarg na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej.

Wszystkie samoloty trafią do 1 Bazy Lotnictwa Transportowego w Warszawie.

Jak informuje PAP kwota kontraktu z Gulfstreamem to nieco ponad 440,5 mln zł netto. Po doliczeniu podatku, który zapłaciła strona polska, to ponad 538 mln zł. Wartość netto umowy z Boeingiem wynosi 523,6 mln dolarów, czyli ok. 2 mld 65 mln zł, a po doliczeniu podatku - ok. 2,5 mld zł.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje