Senster: Morski potwór ożyje w Polsce

Senster. Zdjęcie pochodzi z archiwum Jamesa Gardnera z University of Brighton Design z 1970 r. /Archiwum

Wydział Humanistyczny Akademii Górniczo-Hutniczej przywraca do życia Senstera (morskiego potwora), jedno z założycielskich dzieł sztuki nowych mediów, które wykonane zostało pod koniec lat 60. przez Edwarda Ihnatowicza, rzeźbiarza polskiego pochodzenia pracującego w Londynie. O tym skąd wziął się pomysł, rozmawiamy z dr Anną Olszewską, adiunktem w Katedrze Kulturoznawstwa i Filozofii na Wydziale Humanistycznym AGH.

Reklama

Magdalena Tyrała: Czym jest Senster?

Dr Anna Olszewska: - Jest rzeźbą cybernetyczną, którą Edward Ihnatowicz wykonał na zamówienie firmy Philips pod koniec lat 60. Jest to zooid – wielka konstrukcja stalowa poruszana układem hydraulicznym. Główny jej element – ponad trzymetrowe ramię – Ihnatowicz wsparł na potrójnej podporze wysokości dwóch metrów. Wysięgnik zakończony był rozdwojoną formą przypominającą kleszcze. Zmianę położenia umożliwiał układ hydrauliczny. Za sterowanie tym układem odpowiadał program, który podpowiadał, jak cały masyw rzeźby ma reagować na dźwięk i ruch w otoczeniu. Konstrukcja wyposażona była w sensory dopplerowskie i mikrofony, które umożliwiały reakcje na bodźce.

Reklama

Skąd wziął się taki jego kształt?

- James Gardner, który realizował program dla pawilonu wystawowego Philipsa w Eindhoven i był jego kuratorem, zamówił tę rzeźbę u Ihnatowicza. Podobno rozmawiali o tym podczas eleganckiego obiadu w restauracji. Ihnatowicz jadł homara. Wziął szczypce homara do ręki i zaczął nimi poruszać. Stwierdził, że przeniesie pomysł na Senstera. Zaprojektował formę działającą jak gigantyczne szczypce, taką broń opartą na bardzo prostej konstrukcji. To jest właśnie początek mechaniki tej rzeźby. W archiwum Gardnera zachował się radiogram z homarem na pamiątkę tego zdarzenia. Zatem Senster pochodzi od morskiego potwora. Natomiast sama nazwa Senster wzięła się od połączenia dwóch słów – sensitive monster (czuły potwór).

Co jest w nim tak niezwykłego, że Wydział Humanistyczny AGH na kierunku Kulturoznawstwo zdecydował się pracować nad jego rekonstrukcją?

- To jest rzeźba cybernetyczna, która jest wysoko notowana wśród klasyków sztuki mediów, notowana, jako dzieło zaginione. Dzieje się tak dlatego, że od połowy lat 70. ta rzeźba nie funkcjonowała w swojej pełnej wersji, była pozbawiona elementów ruchu, elementów reaktywnych, kinetycznych. Pozostawała nieruchoma, jako stalowy szkielet. My ją przywracamy do pełnej funkcjonalności.

Ale dlaczego?

- Ten projekt doskonale pasuje do tego, czym zajmujemy się tak naprawdę na Wydziale Humanistycznym AGH, gdzie prowadzimy studia kulturoznawcze, informatykę społeczną i  socjologię również. Jest to praca, która postawiona na terenie AGH będzie nie tylko dziełem sztuki, ale przede wszystkim będzie narzędziem. Ma przypominać o tym, w jak prosty sposób budować można wrażenie, kontakty, reakcje, jak budować wzory komunikacji, jak można nawiązywać kontakt i odczuć obecność drugiej osoby w otoczeniu. Senster w tym miejscu, będzie obiektem, który pokazuje, jak prowadzić doświadczenia związane z rozpoznawaniem reakcji, relacji pomiędzy osobami, jednostkami, człowiekiem a maszyną.

Interakcji między osobami też?

- Ihnatowicz po tym, jak już zrobił tę rzeźbę, przyznał się do tego, że jest wielce zaskoczony, w jak prosty sposób udało mu się stworzyć, przy pomocy zaledwie kilku pętli logicznych wpisanych w program tej rzeźby, iluzję inteligentnej reakcji na to, co się dzieje w otoczeniu. Był zaskoczony tym, że w gruncie rzeczy tak niewiele informacji potrzebujemy na wejściu, by odczytać obecność, jako obecność żywą, reaktywną i celową. Obecność w otoczeniu drugiej istoty, maszyny, człowieka. Ten projekt jest właśnie o prostocie reakcji.

Dlaczego akurat  kulturoznawcy z AGH chcą postawić na terenie uczelni monumentalną rzeźbę cybernetyczną? Co ma symbolizować? Jakie jest jej społeczne znaczenie?

- Humanistyka jest dziedziną związaną bezpośrednio z tym, co my robimy, z naszym sposobem działania w rzeczywistości. Humanistyka tworzy szczególnego rodzaju opowieści o świecie, który nas otacza. Praca w tej dziedzinie wymaga umiejętności konstruowania map, narzędzi, takich rozwiązań, które pomogą ludziom odnajdywać się w gąszczu stale zmieniających relacji, idei, tekstów i obrazów. Przywracanie do życia pracy Ihnatowicza jest takim poligonem doświadczalnym, pokazuje, w jak prosty sposób konstruujemy reakcje, jak ważne może być doświadczenie takiego kontaktu. Dlatego to jak najbardziej tu pasuje do studiów humanistycznych.

Faktycznie za pomocą Senstera będą państwo próbować przeprowadzać jakieś badania?

- On może się bardzo przydać chociażby do obserwacji. To nie jest takie klasyczne dzieło sztuki i w związku z tym możemy uruchomić dzięki niemu różne procesy, które będą zamieniały ten obiekt w taki, który pozwala prowadzić doświadczenia.

Na przykład?

- Jak rozpoznajemy zachowanie, które łączymy z różnymi emocjami. Kiedy wzór reakcji może sprawić, że odczuwamy niepokój? A jaki wzór reakcji pozwala nam się uspokoić, poczuć komfortowo, bezpiecznie? Możemy też eksperymentować z sieciami neuronowymi, uczeniem zachowań oraz z pamięcią tego, co dzieje się w otoczeniu naszego obiektu. Te wszystkie pomysły łączmy z tym, że może to być miejsce, do którego zapraszani będą ludzie, którzy mogą nam te najciekawsze rzeczy dotyczące naukowych odkryć związanych z takim obszarem budowania relacji, reakcji społecznych opowiedzieć. To również w taki sposób będzie działać.

No tak, Senster jest klasycznym przykładem realizacji założeń sztuki cybernetycznej, której istotą jest tworzenie dzieła wchodzącego w interakcję z odbiorcą, dzieła aktywnego.

- Norbert Wiener w 1948 opowiedział o cybernetyce, czyli idei, która bardzo szybko się rozprzestrzeniła w naukach ścisłych, inżynierii i w naukach społecznych, a następnie trafiła do sztuki. Ihnatowicz był jednym z pierwszych artystów, którzy na wielką skalę wykorzystują zjawisko sprzężenia zwrotnego do realizacji swojego dzieła sztuki. I to sprzężenie zwrotne, „feedback loop”, ta reaktywność staje się tematem jego opowieści.

Projekt ma szansę stać się pionierskim doświadczeniem w zakresie rekonstrukcji dzieł sztuki nowych mediów. Jaka jest zatem rola nowych mediów i co przez nie rozumiemy?

- Humanistyka, czyli kulturoznawstwo, informatyka społeczna i socjologia – w wersji , którą staramy się rozwinąć na Akademii Górniczo Hutniczej, na uczelni o technicznym profilu, w sposób szczególny zajmuje się budowaniem takich narracji, map, punktów odniesienia, narzędzi, które pozwalają nam radzić sobie ze światem materii elektronicznej, ze światem mediów, w którym jesteśmy, żyjemy. Naszym zadaniem jest kształcenie ludzi, którzy potrafią się do tego odnieść w sposób krytyczny. Kształcimy studentów, których zadaniem będzie przywracanie tych nieludzkich obszarów, bardzo wyalienowanych od naszej egzystencji – nam, użytkownikom. Może nie trochę takie hackowanie rzeczywistości, odzyskiwanie cyfrowej przestrzeni.

Czyli?

- Wśród naszych studentów szukamy osób, które mają zdolność do łączenia pewnych zjawisk, faktów, trendów, kierunków, w których rozwija się kultura współczesna. I nie chodzi nam o ludzi, którzy będą dostarczać innym doświadczeń, bo to jest zadanie sztuki współczesnej, ale takich, którzy nie będą bali się wyjść ze swojej strefy komfortu w studiach nad kulturą i zechcą ubrudzić sobie ręce elektroniczną materią. Popracują nad swoją literackością w tym zakresie. Poszukujemy takich, którzy potrafią zrozumieć, jak aplikacje, programy, ten świat sztucznej inteligencji, to wszystko, co składa się na materię mediów, jak to działa. Oni też będą mieli zdolność kształtowania tych historii. Nie chodzi o zmienianie ich w takiej bardzo zaawansowanej technicznej wersji, ale o umiejętność dobrej, krytycznej oceny i używania tego, co wchodzi do obiegu.

Specjalizacje na kulturoznawstwie na AGH mają, na to wychodzi, interdyscyplinarny charakter?

- One integrują to, co jest rozproszone niekiedy pomiędzy dość odległymi dyscyplinami naukowymi. Chodzi o to, by zaraz zacząć operować na wyższych poziomach niż interakcja z interfejsem użytkownika, żeby obsługiwać programy w stopniu zaawansowanym, przekształcać je, rozwijać, dodawać nowe funkcjonalności wedle potrzeb użytkowników. To są studia, które umożliwią odzyskanie tego świata elektronicznej materii dla człowieka do użytku.

Póki co ten świat za bardzo zabiera nas?

- On jest i im więcej go mamy, tym większa groźba tego, że my będziemy w stosunku do niego wyalienowani, nie będziemy go rozumieć. Dlatego wybraliśmy taki profil kształcenia.

Wracając do Senstera - czy to będzie wierna rekonstrukcja dzieła Ihnatowicza czy może zastosowane zostaną współczesne technologie?

- Sama rekonstrukcja rzeźby, jej pełnej funkcjonalności będzie rekonstrukcją możliwie wierną, ponieważ akademia kupiła wszystkie jej materialne elementy od firmy Dalmeco, która  była w posiadaniu tej rzeźby od kilku lat. Philips zbył ją w połowie lat 70. Co do materialnej części, to robimy to wedle współczesnych zasad konserwacji dzieł sztuki, rewitalizując wszystkie elementy, które można zrewitalizować i ocalić, natomiast z założeniem, że nie robimy rekonstrukcji zachowawczej, tylko rekonstrukcję, która ma zakończyć się pewnym przywróceniem funkcjonalności, czyli, jeśli jakiś element jest na tyle zniszczony upływem czasu i nie gwarantuje możliwości działania rzeźby, to albo jest rewitalizowany, albo wymieniany.

- Masyw jest zachowany w 80-90 proc., a żeby rzeźba działała, musi stać się kompletna. Oczywiście z zachowaniem wszystkich rygorów konserwacji i oznaczeniem tych miejsc, które zostaną zamienione, bądź odnowione. Zakładamy, że mogą pojawić się tam jakieś nowe elementy materialne, takie jak na przykład wymienione serwozawory, których nie da się zrewitalizować. Mamy jedną z wersji kodu źródłowego, który sterował rzeźbą. Napisany jest w asemblerze. To z kolei oznacza, że żeby go odczytać, musimy mieć maszynę, na którym on działa, przynajmniej emulowaną, czyli znać jej architekturę.

- Nie postawimy koło rzeźby komputera z lat 70. z kilku względów – postawiona w Evoulonie maszyna Philipsa nie weszła nigdy do produkcji seryjnej, poza tym te modele komputerów z tego okresu bywają dość awaryjne, ciągłe naprawy, przestoje, mielibyśmy z tym masę problemów. Możemy jednak emulować system, możemy próbować odczytać podstawowe funkcjonalności kodu i dostroić go do akustyki wnętrza, zestroić rzeźbę i kod, by działania były takie, jak oryginalnie, ostatecznie o to przecież chodzi.

- Ihnatowicz pokazał nam, jak niewiele trzeba, by uzyskać efekt, który my czytamy, jako znaczący, żywy,  naładowany emocjonalnie. Eksperymenty, o których mówiłam wcześniej będą prowadzone, ale to będą momenty wyjątkowe, do którym wykorzystamy Senstera.  

Jak Senster reagował?

- Ihnatowicz wymyślił model reagowania na otocznie w taki sposób, że wszystko, co my byśmy odczytywali jako agresywne, nadreaktywne zachowanie, płoszyło tego zooida. Można sobie wyobrazić, że ta masa stali, w momencie, kiedy się do niej wrzeszczy, albo się biega po otoczeniu, wycofuje się. Natomiast chcąc wzbudzić w nim reakcje, które my odczytujemy, jego zainteresowanie, musielibyśmy uspokoić swoje zachowanie. Wtedy Senster zbliżał w stronę osoby swoją głowę.

-  To również jest ciekawy wątek, bo ta rzeźba trenuje nas trochę w takiej łagodności poprzez kontakt z nią. By się zainteresowała daną osobą, trzeba wykazać się cierpliwością. Z relacji świadków wiemy, że on zachowywał się, trochę jak roztargnione duże zwierzę, wzbudzał bardzo duże zainteresowanie wśród ludzi, którzy nie mieli żadnego przygotowania programistycznego.

Czy studenci z kulturoznawstwa będą pracować nad odtworzeniem dzieła i jaki będzie zakres ich prac? Kto jeszcze będzie współpracował przy realizacji tego projektu?

- Tak, studenci kulturoznawstwa, socjologii, informatyki społecznej, komunikacji wizualnej. Drzwi są otwarte. Zgłosiła się już grupa z pierwszego roku kulturoznawstwa, kilka osób, które pracują przy jej demontażu. Rozkręcają Senstera. Musimy całą konstrukcję rozebrać, zanim ją wyczyścimy.

A czy techniczne kierunki także będą współpracować przy Sensterze?

- Toczą się rozmowy na AGH i innych zaprzyjaźnionych uczelniach na temat tego, kto mógłby się podjąć rozkodowania asemblera i jak to potem dopasować do reszty. Na pewno będą w to zaangażowane osoby z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Robotyki AGH, jak również reprezentanci Intermediów z Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie - prof. Grzegorz Biliński, który zajmuje się scenografią, przestrzenią oraz profesor Marek Chołoniewski, który zajmuje się dźwiękiem. Obaj są ważni w całej tej historii, byli razem z nami w Holandii, skąd sprowadzaliśmy Senstera i wspólnie go tam demontowaliśmy, by go przetransportować. I to jest tak naprawdę kolejny wątek, bo chodzi również o to, by się spotkać. I jak dotąd to działanie wcale nie sprowadzało się wyłącznie do tego, by sprowadzić rzeźbę na akademię, postawić, by działała i pokazać, jakie fajne rzeczy tutaj mamy – nie chodzi o mieć, chodzi o prowokowanie pewnych zdarzeń.

-  Od kilku miesięcy udało się naprawdę wiele, a przede wszystkim udało się spotkać ze sobą ludzi, którzy mają zupełnie odrębne życiorysy naukowe i ten projekt naprawdę fajnie konfrontuje ze sobą te światy. Do tej pory pojawiło się około 30 osób, które w jakiś sposób pomogły przy realizacji tego przedsięwzięcia. Dzięki nim otwierają się drzwi, gromadzą się informacje, które dają nam możliwość pójścia o krok dalej, dzięki czemu ta machina działa.

Zatem kiedy i gdzie ten wrażliwy potwór stanie?

- Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to mniej więcej rok potrwają pracę nad nim i będzie dostępny dla wszystkich zainteresowanych w głównym budynku AGH - A0 przy al. Adama Mickiewicza na drugim piętrze. Tam jest cicho i spokojnie.

To całe szczęście, bo przynajmniej Senster nie będzie cały czas wycofany, bo nie będzie się bał.

- Będzie trochę śmierdział i ciekł olejem i mruczał silnikami, więc będzie dość obecny przez swoją maszynerię, ale generalnie taki już on ma być – rozległy. To będzie dla niego dobre miejsce, bo w zasadzie każdy może tam wejść przez większość dnia i go zobaczyć. A będą się tam działy różne rzeczy z nim związane. Tam będzie jego ogród.

***

Dr Anna Olszewska – kuratorka i koordynatorka projektu. Kulturoznawca, historyk sztuki. Wykładowca na Wydziale Humanistycznym AGH w Krakowie. Autorka scenariuszy wystaw poświęconych historii kultury europejskiej (m.in. dla Międzynarodowego Centrum Kultury, Muzeum Narodowego w Krakowie). Jej badania łączą historię sztuki z analizami mechanizmów komunikacji wizualnej. W Katedrze Kulturoznawstwa i Filozofii Wydziału Humanistycznego AGH zajmuje się studiami z zakresu komunikacji wizualnej i projektowania graficznego.

 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje