​John Porter i Adam Nergal Darski: On i ten drugi

John Porter i Adam Nergal Darski: Spotkaliśmy się z gitarami, sprawdziliśmy, czy między nami iskrzy /Radek Polak /Twój Styl

Co się stanie, kiedy lider blackmetalowego zespołu spotka się z folkowo-bluesowym bardem? Który z nich wymięknie pierwszy? Który nie wytrzyma pojedynku na ego? A może przeciwnie, zaprzyjaźnią się i uda im się razem pracować? Tylko ile będą musieli wypić, żeby zaakceptować zgniły kompromis? I czy aby na pewno zgniły? O kobietach, używkach, rock and rollu i oczywiście ich nowym projekcie muzycznym Me And That Man rozmawiamy z Johnem Porterem i Adamem Nergalem Darskim.

Reklama

Anka Rączkowska, Twój STYL Man: Twój STYL: Który z was jest większym rockandrollowcem?

John Porter: A co to znaczy?

Reklama

Jest cała mitologia na ten temat...

Adam Nergal Darski: Kiedyś Krzysztof Cugowski powiedział: "Jeśli chodzi o seks, drugs i rock and roll, to nam został już tylko rock and roll". (śmiech)

Chyba jeszcze nie jest z wami tak źle.

AND: Ja nigdy nie wpisywałem się w definicję typowego rockandrollowca. Jestem artystą, mam dużo swobody i korzystam z tego. I to dla mnie jest etos rock and rolla. Alkoholik ze mnie słaby. Te zielone koktajle, które pijecie, wyglądają na obrzydliwie zdrowe.

AND: Może to kwestia wieku? Mam 40 lat. Czasem się zastanawiam: iść na imprezę czy nie iść? I zwykle nie idę, bo nie stać mnie już na kaca. Szkoda mi czasu. W wieku 25 lat regenerowałem się w dwie godziny, a zarwana noc nic mnie nie kosztowała.

JP: A teraz? Leczenie kaca trwa dwa tygodnie...

AND: Kiedyś potrafiłem na kacu iść na trening. Dzisiaj wiem, że nie wolno tak robić, bo to rujnuje serce. Masz kaca, musisz być dla siebie dobry i odpoczywać. Poza tym, i to jest naprawdę mało rockandrollowe, lubię się wyspać, wstać rano świeży, poćwiczyć. Uwielbiam urok poranka, gdy dobrze się czuję i nie zalegam w wyrze do 13:00 z poczuciem, że umieram. Nie cierpię tego.

Narkotyki?

AND: Okazjonalnie. Ale nie wpisuję się w żaden stereotyp. Rock and roll znaczy tyle, że jesteśmy ludźmi sceny. Co nam jeszcze zostało?

Kobiety oczywiście.

AND: Kobiety zawsze! Niezależnie, czy jest się człowiekiem sceny, czy nie. Kilka razy próbowałem być prawdziwym rockandrollowcem, ale w końcu musisz zdecydować, na czym ci zależy. Czy wolisz być ciągle na kacu i wykonywać pracę w 20 procentach, czy chcesz móc wszystko robić na 100 procent. Od czasu do czasu z czymś przesadzę, ale to nie jest regułą. Czasem ktoś mówi, że zachowuję się jak dinozaur. A to nie o to chodzi. Ja po prostu chcę dalej grać, a nie chlać.

JP: Rock and roll to jest to, co widać na scenie i słychać na płycie.

AND: Po występie Behemotha, kiedy jesteśmy jeszcze na adrenalinie, pijemy symbolicznego drinka, śmiejemy się, gadamy, ale kiedy adrenalina opadnie - prysznic, łóżko, książka, herbata i spać.

JP: Gdy prowadzi się tak zdrowe życie, to i seks jest dużo lepszy.

AND: Używki są dla ludzi, wiadomo, ale też trzeba wiedzieć, że są jak długoterminowy kredyt, który musisz spłacić. A to bolesny proces.

To jak to jest z tymi kobietami? Związki czy raczej groupies?

JP: Dla mnie to już tylko związek.

A wy się lubicie?

JP: To związek toksyczny. Żartuję. Jego efektem jest przecież projekt Me And That Man.

Co było pierwsze? Projekt czy znajomość?

JP: Nie ma seksu na pierwszej randce, więc projekt. Adam zadzwonił, zaprosił na spotkanie. Byłem zaintrygowany, bo nie znałem jego twórczości, tylko reputację i sławę. Byłem ciekawy, co to za człowiek i o co mu chodzi. Spotkaliśmy się z gitarami, sprawdziliśmy, czy między nami iskrzy, czy coś z tego będzie.

AND: Zespół jest rodzajem związku, a w dobrym związku ludzie chętnie się dzielą i wymieniają. John coś przynosi, ja też i się wymieniamy. To są pomysły, energia, opowieści. Wchodzimy w jakąś zależność. Na tym to polega.

Czyli iskry szły od początku?

JP: Inaczej byłaby to strata czasu.

AND: Spotkałem niedawno jednego z moich ulubionych pisarzy. Czytając jego książki, wydawało mi się, że dobrze wiem, o czym pisze. A tymczasem... zaczynamy rozmawiać, a tu chłód, zero porozumienia. Masz idoli, podziwiasz ich, a potem spotykasz któregoś i on nie jest tym, kim miał być!

JP: Trzeba oddzielić artystę od człowieka. Inaczej nasze wyobrażenia o idolu mogą być rozczarowujące.

AND: Może dobrze, że Bukowski nie żyje.

Dlaczego akurat Charles Bukowski?

AND: Bo on był inspiracją Me And That Man.

JP: Chlał, pisał i prowokował.

AND: Bukowski ujmuje mnie absolutną szczerością i prawdziwością, swoim ekshibicjonizmem.

A wam o co chodzi? O szczerość? Ekshibicjonizm? Whisky?

JP: O szczerość. Twórczość. I o to, że jeden napędza drugiego.

Adam, kiedy zapraszałeś Johna do projektu, nie mogłeś wiedzieć, co z waszego spotkania wyniknie. Czy może miałeś dokładny plan?

AND: Rzeczy przewidywalne mnie nie interesują. Kojarzą mi się z dealami korporacyjnymi, w których wszystko jest wyliczone i zaprogramowane. U nas było inaczej - spotkajmy się, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dla mnie to wciąż jest ryzykowne, ale to w tym projekcie lubię. Bo im ludzie są starsi, tym łatwiej wpadają w koleiny. I nawet jak coś nas uwiera i boli, to tkwimy w tym, bo to znamy. A przecież robienie rzeczy nowych nas odmładza. To ryzykowne. Być może się wypierdolisz, ale sama próba już oznacza dla mnie zwycięstwo.

Spotykały się dwie silne, niezależne osobowości i nastąpił wielki wybuch?

JP: Różnie było, ale czuliśmy, że tworzymy coś fajnego i chcemy to doprowadzić do końca.

AND: Dlatego postanowiliśmy schować ego do kieszeni - jest wartość wyższa niż nasze samopoczucie.

JP: Mnie wystarczy mała kieszonka. Ale Adam chodzi teraz z taką wielką torbą - tam stara się upchnąć to swoje ego.

Jak się chowa ego do kieszeni?

JP: Łatwo jest krytykować to, co przygotował ten drugi. Ale czasem trzeba odpuścić, powiedzieć, że jest okej, nawet jeśli jego piosenka nie do końca nam się podoba. Fajne jest to, że sobie ufamy. Nie tylko artystycznie.

To przyjaźń czy tylko biznes?

AND: Biznes nam raczej przeszkadza. Nadrzędną wartością jest rezultat artystyczny. Oczywiście mamy rozmaite zobowiązania finansowe, rachunki do zapłacenia, ale Me And That Man nie jest obliczony na robienie kasy. To tzw. side project, zarabiamy gdzie indziej. Jeśli płyta się sprzeda - fajnie. Jeśli nie, i tak będę szczęśliwy.

JP: Człowiek nie tworzy po to, żeby zobaczyć, ile można na tym zarobić. Po prostu czuje potrzebę tworzenia. Dopiero potem szuka możliwości pokazania tego światu. Mamy tylko jedno życie, trzeba robić, co można i dopóki można. To ważne szczególnie w moim wieku. Nie ma żartów.

Kto za to płacił?

AND: Ja. Bo mnie stać. I chciałem tego. To nie były setki tysięcy złotych, bo to prosta muzyka nagrana w prosty sposób. Jeśli będą z tego jakieś profity, podzielimy się.

Kłóciliście się czasem?

JP: Zdarzało się, że atmosfera gęstniała...

AND: W DNA mężczyzny zakodowana jest rywalizacja, często irracjonalna. Jak się spojrzy z boku, czasem trudno uwierzyć, w jaki głupi sposób między mężczyznami wybuchają kłótnie.

JP: Walka nie prowadzi do niczego dobrego. Trzeba się dogadać. Czasem ktoś się denerwuje, bo ma po prostu zły dzień.

AND: I trzeba uszanować te emocje, bo nawet negatywne są ważne i wartościowe.

JP: Sex Pistols śpiewali: Anger is an energy.

AND: W naszej kulturze przyjęło się tłumić negatywne emocje, a to błąd. Trzeba je wyrzucić, choć nie można tego wymierzać w drugiego człowieka. Czyli: "Jestem wkurwiony i rozczarowany", a nie "Ale ty mnie wku*wiasz".

Co sprawiło, że ze spotkania dwóch samców alfa wyszła wyjątkowa muzyka, a nie skandal?

AND: Moją naturą jest rozwój, zawsze mówię "tak", cały czas idę przed siebie.

Co to znaczy?

JP: On jest bardzo konkretny, ma dobrą energię i lubi uczestniczyć w tworzeniu nowych rzeczy.

AND: Wiele w życiu osiągnąłem dzięki determinacji i chęci działania. Bertrand Russell, brytyjski filozof, mówił: "Świat jest pełen wyedukowanych wraków". To mi się strasznie spodobało. Bo co z tego, że jesteś geniuszem, jeśli nie wiesz, jak to wykorzystać. Na terapii usłyszałem: może brakuje ci talentu, ale to właśnie ty tworzysz i działasz. Ktoś inny, z talentem, zostaje w domu. A to właśnie działanie decyduje o sukcesie. W graniu muzyki prawdziwą wartością jest intuicja. A wiedza często odbiera nam to, co pierwotne, pochodzące z ciała. Szanuję intelekt, ale przy okazji tworzenia może coś dobrego zabić.

JP: Ja, podobnie jak Adam, nie znam nut. The Beatles też nie umieli ich czytać, Jimi Hendrix, Rolling Stones to samo.

John, co lubisz w Adamie najbardziej?

JP: Imponuje mi jego determinacja. Szanuję jego osiągnięcia. Jest jednym z najlepszych polskich towarów eksportowych, a jednocześnie nie jest dostatecznie doceniany przez media i ludzi w kraju, w którym płaci podatki. Coś tu jest nie tak. Kościół potrzebuje Behemotha, bo potrzebuje szatana. (śmiech). Adam jest też uzdolniony plastycznie.

Potrafisz narysować konia?

AND: Penisy rysuję najlepiej. (śmiech)

Pytałam o konia, z grzywą i kopytami. Powiedz lepiej, co lubisz w Johnie?

AND: Zadajesz dwuznaczne pytania... John ma w sobie naturalność i luz. Nie wiem, czy to wynika z doświadczenia, z wieku czy jeszcze z czegoś. Tego mógłbym się od niego nauczyć. Dźwięki i słowa wychodzą z niego jakby od niechcenia, ale zwykle są w punkt. Jeśli zapytasz go, czy jest tekściarzem, obrazi się. On jest poetą. Potrafi improwizować. Ciągle coś w swoich tekstach i muzyce zmienia. Tu się różnimy, może dlatego tak mi się to w nim podoba.

JP: Uwielbiam wychodzić na scenę. To jedyne miejsce, gdzie czuję się w pełni sobą.

Zero tremy?

JP: Bywam spięty, martwię się drobnymi sprawami. Dużymi nie, bo te i tak idą po swojemu.

Jakie drobne sprawy cię dręczą?

JP: Bardzo dbam o to, żeby zawsze i wszędzie być na czas. Wolę być wcześniej 10 minut i chodzić wokół budynku, żeby się tylko nie spóźnić.

AND: Nienawidzę, gdy ktoś się notorycznie spóźnia. To brak szacunku. Bo czas to jest coś, czego sobie nie kupimy i czego nikt nam nigdy nie odda. I najlepszą rzeczą, jaką możemy komuś dać, jest nasz czas. Jeśli dziewczyna spóźnia się na spotkanie, a idziemy do teatru lub kina na konkretną godzinę, nie czekam na nią. Jesteśmy dorośli i jak się umawiamy, powinniśmy się tego trzymać.

JP: Może jeśli chcesz, żeby była u ciebie o 19, umów się na 18?

AND: To nie działa.

Świetnie się dobraliście, przynajmniej nikt się nie spóźnia. Co jeszcze was łączy?

AND: John czasem mówi: "Idę na spacer pomedytować". Ja też staram się znajdować wolne chwile w tym zabójczo szybkim życiu, tym bardziej że sam się dodatkowo napędzam. A John, zamiast pędzić, zwalnia. Dba o spokój ducha. Też tak chcę, a jednak często czuję się zagoniony. Może to też kwestia wieku?

JP: Zawsze myślałem, że im człowiek starszy, tym mądrzejszy, ale obawiam się, że może być na odwrót. Olewam to. Mój spokój wewnętrzny nie oznacza, że nie mam temperamentu. Medytacja jest dla mnie źródłem energii, której używam do tworzenia. Ale trzeba ją dostosować do swojego życia. Medytacja musi być jego częścią, a nie czymś, co nim rządzi.

AND: John jest erudytą i ma do opowiedzenia mnóstwo wspaniałych anegdot. Był w wielu miejscach, widział rozmaite rzeczy i gdy się czasem otworzy, zaczyna opowiadać historie, które wystarczyłyby na książkę.

JP: Podczas wywiadu nie pamiętam ani jednej. Gdy skończymy, na pewno będę miał mnóstwo do opowiedzenia.

Wiek ma dla was znaczenie?

JP: Z moim kobiety nie mają problemu.

Wolisz młodsze partnerki.

JP: Kobiety koło trzydziestki fascynują się starszymi facetami. Mężczyźni tacy jak my mają pod tym względem dobrze.

AND: Trudno, co zrobić, jakoś sobie musimy z tym radzić.

Adam, czego szukasz na terapii?

AND: Siebie. Wszystko, co robię w życiu, jest poznawaniem siebie. To ciągły proces, bo cały czas się zmieniamy. Dla Amerykanów kozetka to rzecz normalna. Im wyższe stanowisko, więcej zajęć i stresów, tym częściej spotykają się z psychologiem, żeby na bieżąco ustawiać klocki w głowie. Ja też tego potrzebuję. Chcę się dowiedzieć, dlaczego działam w taki, a nie inny sposób. To kwestia poznania i zrozumienia mechanizmów, które nami rządzą i którym ulegamy. Mnie to zawsze ciekawiło.

JP: To jest filozofia mojej płyty "On The Road". Idziemy przez życie, szukając samych siebie. Jesteśmy ciągle w drodze.

Rozmawiała: Anka Rączkowska

Zdjęcia: Radek Polak, stylizacja: Marcin Kuberna, asystentka: Izabela Parchowska, charakteryzacja: Magda Szulc.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje