Jak ci było? Pyta nawet seksualny nieborak

Seks to nie taka prosta sprawa, jakby się wydawało /©123RF/PICSEL

- Język polski jest dosyć ubogi, jeżeli chodzi o słownictwo erotyczne, więc często ci bardziej kreatywni w relacjach seksualnych wymyślają swoje intymne określenia. Myślę, że ubolewanie nad tym, że ten język jest kiepski, nic nam nie pomoże. Pomóc nam może praca nad związkiem i sposobem komunikowania się - przekonują Hanna Bakuła i Zbigniew Izdebski.

Reklama


Przeczytaj fragment książki "Seks teoria i praktyka" Hanny Bakuły i prof. Zbigniewa Izdebskiego:

Hanna Bakuła: - Rozmawiam z Francuzkami i z Francuzami na temat seksu. W wyższych kulturach seksualnych kobieta najpierw ma mieć orgazm, a potem z partnerem ma mieć drugi. I nikt jej nie zostawia bez spełnienia. Zupełnie inne jest tempo w łóżku i zupełnie inne są oczekiwania wobec mężczyzny i kobiety. Typowo wychowany mężczyzna ma za cel penetrację, a kobieta chciałaby być głaskana, dotykana, bo penetracja bywa dla niektórych kobiet czymś w rodzaju kontaktu z młotem pneumatycznym.

Reklama

- Uwaga! Większość dziewczyn, z którymi rozmawiam, ma orgazmy łechtaczkowe. Legendy o orgazmie pochwowym i wielkim kiju samobiju to jest bzdura wymyślona przez producentów filmów porno. Kobieta ma piersi, ma sutki, ma pośladki, ma szyję, ma uszy i to proponuje. Mężczyźni w ogóle nie biorą pod uwagę, że ten ich wielki czy mały, sztywny czy miękki ptaszek, nie jest najistotniejszy w seksie. Kobietę można doprowadzić do orgazmu, tylko całując ją i głaszcząc, ale to wie mało który wychowany w kulcie penisa mężczyzna. Ciągle pokutuje przekonanie, że wielkość członka i on sam to najistotniejsze elementy w seksie.

Zbigniew Izdebski: - Atrybuty seksu i męskości.

H.B.: - I męskości. Dla typowego samca najciekawsza rzecz na świecie to penis, oczywiście jego własny. Dlaczego nikt nie mówi, że w dziesięciostopniowej skali atrakcyjności mężczyzny kobieta stawia penisa na dziewiątym miejscu? Może warto się nad tym zastanowić i wprowadzić "Sztukę kochania" Michaliny Wisłockiej jako podręcznik do wychowania seksualnego, bardzo by to pomogło młodym, skołowanym ludziom.

- Mężczyźni uważają, że jak kobietę przebiją na wylot, to jej będzie dobrze. Niekoniecznie, bo niektórzy faceci raczej robią pompki, niż wymyślają pozycje seksualne. Zaniedbaną łechtaczkę można by brać pod uwagę. Większość mężczyzn nie zauważa jej istnienia. Pytam moje modelki: "Ulubiona pozycja twojego męża?". "Od tyłu". Dlaczego? Atawizm, no i nie musi się rozpraszać całowaniem partnerki, nie musi się fatygować z pieszczotami, łapie ją za biust i w swoim pojęciu uprawia szalony seks. Ewentualnie ugryzie w szyję lub poszarpie za włosy. Straszny jest brak finezji.

Z.I.: - Najbardziej popularna wśród Polaków pozycja seksualna to jednak pozycja klasyczna, choć od tyłu też się kochamy.

H.B.: - Ale ja nie mówię o seksie analnym.

Z.I.: - Ja też nie, choć i taki wariant występuje. Polacy jednak podają, że najbardziej lubią pozycję klasyczną.

H.B.: - Na misjonarza.

Z.I.: - Całkowicie zgadzam się z tym, o czym mówisz. My jako społeczeństwo mało wiemy o kwestiach dotyczących pieszczot i relacji intymnych. W seksie potrzeba również poezji. Sztuka kochania nie polega tylko na penetracji, ale również na intymności, bliskości i dotyku. I tego się można uczyć, ale o tym należy mówić. Ludzie zaczęli się komunikować w celach seksualnych i dostrzegli wartość bliskości, dotyku, głaskania, pieszczot, pocałunków itd. Czy są mężczyźni, którzy podejmują grę wstępną? Naturalnie, że tacy mężczyźni są. Czy wszystkim to wychodzi dobrze? Na pewno nie, ale jestem przekonany, że to kwestia kultury erotycznej, której się trzeba uczyć. Potrzeba wiedzy.

H.B.: - O anatomii.

Z.I.: - A później trzeba zadbać o swobodę w rozmawianiu o kwestiach dotyczących seksualności i wzajemnych oczekiwań. W Polsce nie rozmawiamy o erotyce. Nasza szkoła jednak w pewnym stopniu sprzyja wychowaniu we wstydliwości, ponieważ nawet na lekcjach biologii nie wszyscy podejmują tematy, które są wpisane w podstawę programową. Proces wychowania w domu przebiega podobnie.

H.B.: - Ze mną nigdy nikt nie rozmawiał o seksie.

Z.I.: - Nie przygotowujemy młodych ludzi do tego, że o sferze seksu można i należy rozmawiać. Kultura erotyczna jest pewną formą naszego ogólnego wykształcenia.

H.B.: - Źle to wygląda. Mamy ograniczone słownictwo, jeżeli chodzi o seks, zwłaszcza ten zaawansowany. Nie można o moim biuście powiedzieć cycuszki, a słyszę to, bo nie ma innego słowa. Nikt nie powie cyce, więc mam cycuszki, ci**czkę, mam takie infantylne rzeczy, że wstyd się budzić rano. Nie chcę mieć ci**czki i cycuszków, a mam i pupcię. Brakuje słów. Ludzie mówią w łóżku niezdarnie, bo nie potrafią. A przecież rozmowa w czasie aktu seksualnego jest koniecznością. Jeżeli nie ma rozmowy, to seks jest niepełny.

Z.I.: - Nasza kultura językowa, gdy chodzi o seks, jest dość uboga i jednocześnie zakłada, że o pewnych sprawach się nie powinno się mówić.

H.B.: - Nie powinno się mówić na forum publicznym, ale myślę, że jeżeli dwoje ludzi rozmawia ze sobą przez cały dzień, to dlaczego mieliby przestać rozmawiać w łóżku? Po takim seksie, w którym jest rozmowa, zostaje dużo więcej. Sama kopulacja bywa nudna. Niestety, bardziej dla kobiet. Można natomiast mieć udane życie seksualne bez penetracji jako podstawy, trzeba tylko "odkorkować", ośmielić partnera do mówienia. Warto mieć dobrego nauczyciela.

Z.I.: - Samoświadomości i umiejętności komunikowania można się nauczyć, ale trzeba chcieć i trzeba spotkać w swoim życiu osobę, która także jest otwarta na proces wzajemnego uczenia się. Niektórzy myślą, że popęd biologiczny załatwia nam całość sprawy.

- Język polski jest dosyć ubogi, jeżeli chodzi o słownictwo erotyczne, więc często ci bardziej kreatywni w relacjach seksualnych wymyślają swoje intymne określenia. Myślę, że ubolewanie nad tym, że ten język jest kiepski, nic nam nie pomoże. Pomóc nam może praca nad związkiem i sposobem komunikowania się. Trzeba przełamać to wychowanie do wstydliwości, po którym ludzie tylko uprawiają seks (przy okazji - nie lubię tego określenia, ale trudno znaleźć inne słowo), ewentualnie po mężczyzna zapyta: Jak ci było?

H.B.: - Każdy pyta. Nawet największy nieborak seksualny. Przecież wie, że było słabo, a jest ciekawy naszej opinii. Taka konwencja jak u Japończyków. Ja się kłaniam, on się kłania. Kiedy on pyta, jak było, to odpowiadam, że było mi bardzo dobrze. On się odkłania, ja się odkłaniam, jesteśmy oboje zadowoleni, choć wiemy, że mogło być zabawniej. Szuka uprzejmego, kurtuazyjnego traktowania partnera bywa bardzo stabilizująca.

Z.I.: -To przestańmy udawać w sferze seksu. Wiemy z moich ostatnich badań, że czterdzieści dwa procent kobiet udaje orgazm. Zastanówmy się, co zrobić, żeby kobieta mogła ten orgazm przeżyć.

H.B.: - Facet musi wiedzieć, gdzie ona ma łechtaczkę i miejsca erogenne. No i musi przestać na chwilę myśleć o sobie.

Z.I.: - Wracamy do kwestii związanych z pieszczotami. Jak doprowadzać do takich intymnych relacji? Do przekraczania kolejnych granic w zbliżaniu się do siebie. Seks polega przecież na wzajemnym poznawaniu się, odsłanianiu i akceptowaniu.

- Mam pacjentów, którzy przez długi czas nie współżyli, na przykład z powodów zdrowotnych. A potem wstydzą się podjąć temat. Na początku takie typowe współżycie seksualne związane z penetracją pewnie nie będzie korzystne dla ich zdrowia, ale to nie wyklucza dotyku, bliskości. To czas, gdy niektóre osoby na nowo siebie odkrywają. Dotykają się, pieszczą, całują, czego wcześniej w tym związku aż w takim stopniu nie było.

- Nie dochodzi do tego, że penis ma wzwód i jest wprowadzony do pochwy. Dochodzi jednak do bliskości i okazuje się, że kobieta czuje się w takich relacjach spełniona. Oboje mają takie poczucie, że wcześniej nie doświadczali czegoś takiego w relacjach seksualnych, czyli to jest niewątpliwie bardzo ważna sprawa. Nie zapominajmy jednak o tym, że jest pewna grupa kobiet, które nie lubią się całować.(...)

H.B.: - No to do widzenia, znajdź prostytutkę, one z zasady się nie całują. Kilka razy w życiu spotykałam się z kimś, kto się nie lubił całować. Raz było to usprawiedliwione astmą, a reszta przypadków już nie. Dla mnie całowanie się to czterdzieści procent udanego stosunku seksualnego.

- To znaczy dobre całowanie się. Całowaniem można się tak nakręcić, że reszta jest prawie niepotrzebna. Jak facet mówi, że on woli od razu przejść do rzeczy, to znaczy, że jest prymitywny albo ogląda za dużo porno. Nawet zwierzęta mają grę wstępną i zaloty. Ptaszysko głuszec tak tokuje, że głuchnie, stąd nazwa. A jelenie na rykowisku, gdy uwodzą sarny?

Z.I.: - Pytam pacjentów o to, ile trwała cała gra wstępna, zanim doszło do stosunku.

H.B.: - Do penetracji?

Z.I.: - Tak. Polacy średnio wyliczają ten czas na około pół godziny.

H.B.: - Mam nadzieję, że nie kłamią.

Z.I.: - To średnia. Jedni mają znacznie dłużej, inni mają znacznie krócej. Polacy najczęściej współżyją wieczorem, między 21.00 a 23.00. To nie są dobre godziny na seks.

H.B.: - To najgorsza pora, bo człowiek jest zmęczony. Cały dzień biega, jeździ samochodem w korkach. I właśnie na koniec dnia ma się okazać płomiennym kochankiem.

- Przecież są luźniejsze poranki, a osobom, które mają wolne zawody, serdecznie polecam czas między 13.00 a 16.00. To najlepsza pora, bo człowiek jest w pełni sił dziennych, wszystko widać i jest się w formie. Potem musimy przejść do tego, czy wolimy się kochać po ciemku, czy widok partnera nas podnieca?

- Kiedy mówię, że zawsze czytam w łóżku minimum dwie godziny przed snem, to wszyscy na mnie patrzą podejrzliwie, że chyba nie uprawiam seksu. A ja po prostu nie uprawiam seksu po 21.00. Po 21.00 odpoczywam, czytam, odpowiadam na mejle, o ile nie jestem na przyjęciu.

Z.I.: - Jednak nie wszyscy w Polsce uprawiają wolne zawody. Trzynasta, o której ty mówisz, może być dobrą porą na seks, ponieważ kiedy badamy kobiety pracujące w seks biznesie, to one mówią, że wtedy jest duży ruch w agencjach towarzyskich, co by się zgadzało - to przerwa na lunch.

H.B.: - No właśnie. Prawie każdy ma przerwę na lunch, ale nie każdy ma z kim go zjeść.

Z.I.: - Z punktu widzenia fizjologii i biologii do uprawiania seksu najlepsze są godziny poranne.

H.B.: - Dla kogo?

Z.I.: - No dla tych, którzy chcą ten seks uprawiać.

H.B.: - A dla kogo jest seks w nocy?

Z.I.: - I dla kobiet, i dla mężczyzn.

H.B.: - Tak? Ale to z powodu zmęczenia seks bywa taki sobie.

Z.I.: - Tak. Może ci, którzy uprawiają wolne zawody, późno się kładą i wolą rano pospać.

H.B.: - Każdy woli dłużej po spać. Ty też, jeśli możesz sobie na to pozwolić. Przy okazji porannego seksu jedna ważna uwaga. Kobiety, z którymi rozmawiam, mówią, że nie ma dla nich nic gorszego, niż sytuacja, gdy są potargane, mają nieumyte zęby i nagle on zaczyna zaloty, bo to dla facetów najlepsza pora. Nazywa się to "na śpiocha".

- Pytam: co człowiek jest w stanie w ramach ars amandi zrobić rano? Nic sensownego. Facet wykonuje akt fizjologiczny. Sztuka kochania nie polega na tym, że ktoś się do nas dobiera, sapiąc. Oczywiście, że dla mężczyzny to jest fajne, bo atawistyczne. Leży sobie partnerka, jeszcze trochę śpi, więc nie będzie wymagająca. Rozmawiam z kobietami i mówią, że poranne zbliżenia niewiele im dają, ale nie protestują dla świętego spokoju. Nikt nie chce być traktowany jak seksualny Teleranek.

Z.I.: - Ale my przecież nie mówimy o tym, że masz rano wstawać i od razu uprawiać seks - zanim weźmiesz prysznic, umyjesz zęby i będziesz w dobrej kondycji. To dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Fragment książki "Seks teoria i praktyka" Hanny Bakuły i prof. Zbigniewa Izdebskiego. Wydawnictwo Edipresse Książki, kwiecień 2017 r.

"Seks teoria i praktyka" to książka o seksualności Polaków. Unikalne, lekkie połączenie wypowiedzi, dwóch skrajnych osobowości - Hanny Bakuły, znanej malarki i pisarki, i profesora seksuologii, Zbigniewa Izdebskiego. Rozmowa o wszystkim, co dotyczy sfery seksu. Niejednokrotnie wiedza, wynikająca z badań naukowych profesora nie pokrywa się z tą z doświadczeń osobistych artystki.

Skróty i gwiazdki pochodzą od redakcji.

 

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje