-
-
Bogusław Linda: Wstrząśnięty, nie zmieszany
Nie masz już siły? To wstań i walcz od nowa! Tak traktuje siebie pierwszy twardziel polskiego kina. Bogusław Linda dawno już zauważył, że czas płynie, ale jeszcze się tym nie przejął. Tylko skoki spadochronowe zamienił na jazdę konną. W "Twoim Stylu" mówi o tym, czego w sobie nie lubi, dlaczego nie umie mówić o uczuciach i skąd u niego nieuleczalny pociąg do dużego ryzyka.
Bogusław Linda: Jak się ma tyle lat, co ja, to już się nie znajduje gości, którzy imponują. Ja nie znajduję.
A sam sobie pan kiedyś zaimponował?
- Mam dość ambiwalentny stosunek do siebie, a w takiej sytuacji trudno sobie imponować. Zawsze mam w głowie myśl, że mogłem...
...pokazać coś więcej?
- Zrobić więcej, nie pokazać. To nie musi być na pokaz. Mnie wystarczy, że ja wiem - zrobiłem to.
Parę rzeczy chyba Pan sobie już udowodnił. Pomijając status legendy polskiego kina, ma pan papiery instruktora nurkowania głębinowego, jazdy konnej, czarny pas i pierwszego dana w judo. Wykonywał pan też skoki ze spadochronem w najbardziej ekstremalnej kategorii AFF, z wysokości pięciu tysięcy metrów. Jeden taki liczy się za pięćdziesiąt zwykłych. Wymieniłam wszystkie Pana ekstremalne dokonania?
- Nie.
To za mało, żeby sobie zaimponować?
- Mnie się nie udało.
Pamięta pan jeszcze swój pierwszy skok?
- Tak. Niesamowite przeżycie. Lęku przestrzeni w zasadzie nie ma, bo leci się helikopterem nad chmurami i tylko je widać. Stoję na jednej nodze na krawędzi tylnej rampy i czekam, aż się dla mnie zapali zielone światło. Potem pada hasło: "ready, steady, go". Daję krok do przodu i lecę.
Lecę i myślę o...
- Wtedy tylko o tym, by przeżyć - pamiętać o ciśnieniomierzu, patrzeć na pomiary, w odpowiednim momencie otworzyć spadochron.
A po wylądowaniu miał pan kiedyś myśl: po co to robię? Do czego mi to jest potrzebne?
- Miałem. Wielokrotnie, ale odpowiedź jest jedna. Dla adrenaliny. Przygody. Zawsze tego potrzebowałem. Choć oczywiście miewałem czasem refleksje w stylu: "Po co tu lazłem?!". Kiedyś podczas rejsu po Karaibach przydarzył nam się sztorm. Wyło tak, że nie można było przebywać na pokładzie, bo w jednej chwili by zwiało. Jacht stał tylko na dwóch kotwicach, bo nie mieliśmy trzeciej. Wokół zaczęło nagle krążyć imponujące stado rekinów. Od cholery ich było. Robiło to wrażenie. Jakby nam się jedna kotwica zerwała, a było blisko, to wystąpilibyśmy w roli pasztetu dla tych rekinów. I wtedy, pamiętam, stałem pod pokładem i zadawałem sobie pytanie: "Co ja tu, k..., robię?! Po co się tu pchałem?!". Sytuacja była taka, że nic, tylko się modlić. Uspokajało mnie jedynie to, że przed wyjazdem spisałem testament, choć nie bardzo mi się chciało. I ta myśl mi jakoś pomagała, że nie zostawiam za sobą chaosu.
Nie powiedział pan sobie: "Jeśli wyjdę z tego cało, drugi raz już się w coś takiego nie wkręcę"?
- A gdzie tam! Jak się tylko uspokoiło i było już jasne, że kotwice dały jednak radę, to z takim politowaniem na siebie spojrzałem: "No i po coś tak panikował? O co ci, chodziło?! Słońce wyszło, dobrze jest, płyniemy dalej". Jest takie powiedzenie wśród ludzi gór, że jak ktoś się nie boi, to pierwszy ginie. Ja żyję. I nie wstydzę się tego, że się bałem.
A czegoś się pan wstydzi?
- Bywa, że tak. Kiedyś w Tatrach kręciliśmy scenę do filmu Prowokator. Trzeba było przejść parę metrów wąską granią. Mój kaskader złamał nogę przed zdjęciami i miałem to wykonać ja. Robiłem takie rzeczy wielokrotnie bez problemu. Ale tamtego dnia siadła mi psyche i nagle poczułem, że nie jestem w stanie podejść do krawędzi przepaści bliżej niż na półtora metra. Byłem tak rozdygotany, że wiedziałem - jak tam pójdę, spadnę. Wszyscy skonsternowani, bo wcześniej grałem w bardziej ryzykownych ujęciach i nic. Sam byłem na siebie wściekły: "No co jest, k..., tego nie zrobisz?!". W końcu mówię do reżysera: "Nie dam rady". I to przejście zrobiła za mnie dziewczyna z ekipy. Wstała i powiedziała: "To ja pójdę". Było mi wstyd jak cholera.
Zaprosił ją pan na wódkę?
- Tak (śmiech). Wielokrotnie.
Jak pan reaguje, kiedy przegrywa?
- Mam takie podejście: jak już nie masz siły albo coś nie wychodzi, to wstawaj i zaczynaj ćwiczyć od początku. Z reguły się do tego stosuję. Wziąłem to sobie z dżudo. Pamiętam, jak na treningach, kiedy byłem już w takim stanie, że nic, tylko zejść do szatni, podchodził do mnie trener i mówił: "Co, już masz dosyć? No to jeszcze dwie godziny". I ja to uwewnętrzniłem. W porażce staram się zawsze zobaczyć tylko etap w dochodzeniu do celu.
Stosuje pan w życiu inną wschodnią zasadę "ugiąć się, aby zwyciężyć"? Potrafi się pan ugiąć?
- Kiedyś miewałem z tym trudności, dzisiaj myślę, że każda metoda dochodzenia do zwycięstwa ma sens. Czasem trzeba nawet uciec, żeby zwyciężyć, albo ustąpić, albo się wycofać. I to może być większe zwycięstwo niż znokautowanie kogoś.
To ciekawe, bo słyszałam, że bywał pan trudny i raczej miewał problem z ustępowaniem.
- Byłem konfliktowym facetem. Dziś myślę o tym z przerażeniem. Choć i to w swoim czasie miało sens. Często walczyłem z reżyserami o jakość swojego aktorstwa. Chciałem coś zrobić lepiej, niż ode mnie wymagano. I to bywało źródłem spięć. Komuś wystarczało, żebym coś wygłosił, a ja chciałem to zagrać. Zależało mi. Oglądałem zachodnie filmy, mierzyłem się z Nicholsonem, z Brando...
Ma Pan poczucie, że kiedyś doskoczył pan do tej klasy?
- Nie mnie sądzić. Ale jak mówimy o doskoczeniu, to pamiętajmy o realiach. Budżet przeciętnego hollywoodzkiego filmu wynosi sto, czasem nawet tysiąc razy więcej od tego, czym dysponowali producenci większości filmów, w których grałem. Na przykładw Nocnym kowboju Dustin Hoffman dostał rok, żeby wejść w rolę. Ja grałem podobną postać w Kobiecie samotnej i miałem jeden dzień, żeby przymierzyć kostium i wejść na plan.
"Artystą się nie jest. Bywa się nim i to krótko", to pana słowa. Kiedy panu się ostatnio zdarzyło?
- ...w tzw. śmiertelnym monologu w Panu Tadeuszu. Mam nadzieję. Żeby dobrze powiedzieć taki tekst, trzeba już coś przeżyć, wiedzieć i jeszcze trafić na swój moment. Uda się może raz. I wtedy to się wszystko u mnie zeszło. Powiedziałem, co miałem powiedzieć, i pomyślałem, że się za siebie nie wstydzę. A to już dużo, bo często się wstydzę. Jak patrzę na siebie na ekranie, to zazwyczaj mówię sobie: "Cienias jesteś, weźże się do roboty i czegoś naucz". Z tego powodu nie oglądam swoich filmów po premierze. Gdy parę razy to zrobiłem, głupio mi było, że ludzie będą na to patrzeć. Słowo honoru.
Ale dla równowagi mówi pan sobie czasem jakieś miłe rzeczy: "No, Boguś, dałeś radę", "W porządku facet z ciebie" itp.
- Nigdy.
Cierpi pan na udręczający perfekcjonizm?
- Możliwe, możliwe... Żeby sobie powiedzieć coś w stylu "byłeś świetny", to trzeba by siebie kochać. A ja się chyba nie kocham.
Artykuł pochodzi z kategorii: Męskie tematy
Zobacz również
-
Niektórzy uważają, że więź między maluchem a ojcem nigdy nie będzie tak silna, jak ta łącząca go z matką. To nieprawda. więcej
-
Polecamy
Polecamy
-
Dziś w Interia.pl
-
Sport
-
www.rmf24.pl
-
Sport
-
Euro 2012
-
www.rmf24.pl
-
Sport
-
www.rmf24.pl
-
Polska Lokalna
-
www.rmf24.pl
-
Rozrywka
-
Polska Lokalna
-
Polska Lokalna
-
Fakty
-
Polska Lokalna
-
Polska Lokalna
-
www.rmf24.pl
Raporty specjalne
-
Samochody używane »
Motoryzacja -
Bramki miesiąca »
Sport -
Grill »
Smaker -
Gaz łupkowy »
Biznes -
Ślub i wesele »
Kobieta -
Trendy wiosna 2012 »
STYL.PL
-
-
Rekomendacje
- Teatry kraków - Kulturalny wieczór? Wybierz się do Bagateli, Teatru Słowackiego czy Groteski.
- Prezent na święta - Spraw radość bliskim. Największy wybór prezentów.
- Horoskop dzienny - Dowiedz się co mówi Twój horoskop dzienny!
- Adidas - Znajdź coś sportowego dla siebie. Adidas to szczytowa marka sportowej odzieży i akcesoriów sportowych.
- Polska - Najbardziej aktualne informacje z całego kraju i o kraju. Fakty, polityka, ciekawostki, kultura, sport. To wszystko i o wiele więcej.
- Teledyski - Lubisz oglądać zagraniczne klipy i teledyski rodzimych artystów? Nasz portal zgromadził dla Ciebie ogromną bazę teledysków, jest w czym...
- Upominki - Bądź oryginalny, wybierz coś niesamowitego dla Twoich bliskich.
- Kurtki zimowe - Nie marznij zimą. Ciesz się z białego szaleństwa bez ograniczeń.
- Łyżworolki - Lubisz aktywnie spędzać czas, a może jeszcze uwielbiasz jazdę na łyżworolkach? Zobacz koniecznie!
- NBA - Jesteś fanem NBA? Zobacz najświeższe relacje.
- Radio internetowe - Lubisz, kiedy gra Ci w uszach? Z naszym radiem internetowym będzie grało cały czas!
- GPW - Sprawdź najnowsze notowania giełdowe i bądź zawsze na bieżaco. Z nami giełda nie będzie już czarną magią.
- Randki - Masz dość bycia singlem, marzy Ci się znaleźć druga połówkę?
- Filmy dvd - Po co chodzić do kina? Największy wybór filmów dvd.
- Oferty pracy Kielce - Najciekawsze propozycje pracy w Kielcach. Znajdź coś dla siebie.
- Wyposażenie kuchni - Tylko dla Ciebie, tylko w najwyższej jakości.
- Praca nieruchomości - Oferty pracy w branży nieruchomości z całego kraju. Interesuje cię taka praca? Wstąp do nas i znajdź propozycję dla siebie.
- Internetowy marketing - Sprawdź naszą ofertę dotyczącą marketingu w sieci.
- Gra online - Pograj z kumplami w sieci, pokaż im na co Cię stać. Spotkajcie się w wirtualnym świecie.
- Odzież - Odmień swoją garderobę całkowicie i poznaj nową siebie.
- Oferty pracy Łódź - Najnowsze oferty pracy na terenie Łodzi. Tu znajdziesz pracę jakiej szukasz.
- Śmieszne filmy - Śmiech to zdrowie, a co doprowadza nas bardziej do śmiechu jak nie zabawne filmiki? Gwarantowany ubaw po pachy!
- Tv - Internetowa telewizja za darmo już w Twoim domu! Sprawdź to już dziś!
- Film - Zanim odwiedzisz kino sprawdź co warto obejrzeć.



























Wasze komentarze (85)
Dodaj komentarz~wspinacz -
Zgłoś do usunięcia Link
Osobiście dla mnie pan Linda to delikatny i wrażliwy facet, który zamiast spacerować przy świetle księżyca deklamując wiersze, dosyć marnie i głupio struga macho. Aktora przerosła rola, myślę że nie zatrudniają go, bo jest kiepski.
~yo... -
Zgłoś do usunięcia Link
Wszystko ok. Ale z tym, ze jeden z 5 tys. liczy sie za 50 innych, nie.
~krisco -
Zgłoś do usunięcia Link
" Hemingwayowski " drink to nie Havana Libre ale Cuba Libre.Havana Libre to ;ciemny rum ( najlepiej lezakowany ),rum bialy,syrop grenadine i limonka. Mysle ze Pan Mauer dotarl sladami Hemingweya tylko do Key West a nie na Kube :),pozdrawiam .
~trojanowska -
Zgłoś do usunięcia Link
pisze z Kanady, ujol mnie ten wywiad szczeroscia i wrazliwoscia na drugiego czlowieka,ogladalam duzo Panskich filmow jest Pan dla mnie swietnym aktorem zycze duzo zdrowka i jak na 60-tke wyglada Pan swietbie cieplo pozdrawiam Ania z Toronto
~amsterdam -
Zgłoś do usunięcia Link
aktor raczej sredni, aktor jednostronny,jednostajny.raczej nudny,przynajmie jesli chodzi o film.
~Dragon -
Zgłoś do usunięcia Link
A ja lubię Bogusia, do tej pory nie było podobnego aktora do Niego! Mogli by jeszcze coś nakręcić, a nie tylko bzdurne seriale z kiepskimi aktorami! Jakiś film z jajami.
~Lelek -
Zgłoś do usunięcia Link
Dobrym aktorem Pan jest!
~Lelek -
Zgłoś do usunięcia Link
Ładne rajtuzy i sweterek w rąby!!!Podziwu godny facet!! Rekiny pękają ze śmiechu!!!
~obcy -
Zgłoś do usunięcia Link
przereklamowany facecik..cosik tam zagrał..ogólnie lipa...nic już w swoim życiu nie zabłyśnie...
~JBK-Emeryt. -
Zgłoś do usunięcia Link
Pan Linda jest naprawde dobrym aktorem, poniewaz jest wyjatkowym kabotynem. To zawsze "chodzi" w parze! I o to glownie idzie w sztuce aktorskiej. Szkoda tylko, ze nie wyrosl z krotkich chlopiecych spodenek! Wtedy bylby znakomitym aktorem. Moze, bez tych k.... w prawie kazdym zdaniu. Mam cos do powiedzenia na ten temat. Przez wiele lat "stalem za kamera".