Wojna Andersa- pod rozkazem dowódcy 2. Korpusu Polskiego

Generał Władysław Anders był nietuzinkową postacią /Wikimedia Commons – repozytorium wolnych zasobów /INTERIA.PL/materiały prasowe

Powojenne losy żołnierzy walczących w składzie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie były lustrzanym odbiciem dziejów narodu polskiego. Rozczarowanie nowym światem i szukanie swojego miejsca, którego pokolenie bohaterów spod Monte Cassino miało nigdy nie znaleźć. Gen. Władysław Anders stał w centrum wydarzeń, przyglądając się im raz z perspektywy aktywnego uczestnika, raz biernego obserwatora, któremu sytuacja geopolityczna wytrąciła z rąk wszystkie atuty.

Reklama

Władysław Anders urodził się 11 sierpnia 1892 roku w Błoniu na terenie zaboru rosyjskiego. W wieku osiemnastu lat rozpoczął karierę wojskową i w czasie I wojny światowej w stopniu porucznika walczył w carskiej armii. Po zakończeniu działań służył w Wojsku Polskim, a w czasie wojny polsko-bolszewickiej dowodził pułkiem. Następnie studiował w Paryżu. Podczas przewrotu majowego pełnił funkcję szefa sztabu oddziałów rządowych.

W kolejnych latach dowodził brygadami kawalerii. W czasie kampanii wrześniowej walczył najpierw z Niemcami, później z Sowietami, przez których został wzięty do niewoli. Odzyskał wolność 4 sierpnia 1941 roku po podpisaniu układu Sikorski-Majski. Na mocy porozumienia przystąpił do tworzenia Armii Polskiej w ZSRR, którą w 1942 roku ewakuowano do Iranu.

Reklama

Następnie dowodził Polską Armią na Wschodzie i wreszcie II Korpusem Polskim. Walczył na froncie włoskim, wygrywając bitwy pod Monte Cassino i Bolonią. Przez krótki okres pełnił funkcję Naczelnego Wodza. Po zakończeniu działań wojennych pozostał na emigracji, angażując się w działalność pisarską i polityczną. Zmarł 12 maja 1970 roku w Londynie.

Wojskowy patriota

Już początki kariery Andersa w Wojsku Polskim ukazały jego niezwykły charakter i patriotyczny zapał. W maju 1926 roku pozostał wierny oddziałom rządowym. Anders był jednym z niewielu oficerów, którzy uzyskali stopień generała i awans na wyższe stanowisko, nie wspierając przewrotu majowego.

 Skutecznie lawirował między zwolennikami i przeciwnikami Piłsudskiego, co pozwoliło mu kontynuować karierę wojskową bez narażenia na szwank reputacji. Choć wykazał w tym względzie talent dyplomatyczny, nigdy nie stał się politykiem z prawdziwego zdarzenia. Główną przyczyną była jasna i niezmienna hierarchia wartości. Anders-patriota zawsze brał górę nad Andersem-dyplomatą.

Dowodzona przez Andersa Nowogródzka Brygada Kawalerii przebyła w kampanii wrześniowej trudny szlak bojowy obejmujący m.in. bitwy pod Mławą i Tomaszowem Lubelskim. Anders angażował się w wybrane walki, unikając potyczek w sytuacjach wyraźnej dysproporcji sił, za co później spotkała go krytyka. Nie brakuje opinii, iż przesadnie spieszyło się mu na Węgry i bał się otwartych starć z wrogiem. Trzeba jednak stwierdzić, iż wykazał się dużą dozą rozsądku i zmysłu taktycznego, ratując brygadę przed wyniszczeniem.

U Sowietów

29 września dostał się do niewoli sowieckiej, w której wykazał się odwagą i niezłomnością. Zwolniony w sierpniu 1941 roku na mocy układu Sikorski-Majski stanął przed najważniejszym zadaniem w wojskowej karierze - Anders z zaangażowaniem i pasją zabrał się za organizowanie Armii Polskiej w ZSRR. Był idealnym kandydatem - wychował się w zaborze rosyjskim, znał język i obyczaje, przeszedł sowieckie więzienia. Generał zdawał sobie sprawę, że ratunkiem dla rodaków znajdujących się na terenie Związku Radzieckiego może być tylko budowa armii w oparciu o amnestionowanych wojskowych.

Dlatego też o krytykującym porozumienie z Sowietami Sosnkowskim miał dosadnie powiedzieć: "Jak się Sosnkowskiemu ten układ nie podoba, to powinien iść won, bo znaczy, że albo jest głupi, albo złej woli"[9]. Była to pierwsza z demonstracji wojennej charakterności Andersa. Józef Czapski opisywał go jako człowieka, który miał w sobie coś twardego i zimnego. Być może dlatego Sowietom nigdy nie udało się go złamać w więzieniu i mimo wielokrotnych namów Anders nie wstąpił do Armii Czerwonej ani nie zdecydował się na kolaborację z wrogiem.

Z biegiem lat podsycał w sobie nienawiść do Sowietów. Stąd też z takim zapałem w 1941 roku tworzył Armię Polską w ZSRR, a później z jeszcze większym zapałem ratował ją przed wyniszczeniem. (...) I to właśnie Anders miał ukraść Polaków Stalinowi, organizując naprędce ewakuację.

Wielka ewakuacja

Obóz londyński doradzał mu skupienie się na ratowaniu wyłącznie wojskowych, ale Anders walczył zawzięcie o losy wszystkich rodaków i wreszcie zabrał do Iranu także cywili. Łącznie w 1942 roku ewakuował z ZSRR ponad 116 tys. ludzi, co w tak trudnych warunkach wydawało się wyczynem niezwykłym. Keith Sword, z odrobiną czarnego humoru, skomentował ten fakt słowami: "Zamiast armii Brytyjczycy dostali problem socjalny".

Wkrótce miało się okazać, iż przybyli do nich niezwykle bitni i oddani sprawie żołnierze, wśród których Anders był uznawany za wybawcę narodu. Mesjańskie porównania nie są przypadkowe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Anders stał się dla żołnierzy Mojżeszem, który wyprowadził ich z kraju niewoli i dał szansę na nowe życie. Sam zresztą przeszedł identyczny szlak.

Był to jeden z najważniejszych czynników wpływających na postrzeganie Andersa wśród pospolitych żołnierzy. Podkomendni czuli łączącą ich więź, zauważając podobieństwo losów i osobistych tragedii. Mieczysław Czerkawski wspominał swoje pierwsze spotkanie z generałem słowami: "Jest z nas - też przeszedł katusze więzienia [...] każdemu patrzy wolno w oczy. Jakby chciał w nich wyczytać, czy może na nas liczyć, czy nie zawiedziemy jego zaufania".

 Generał miał w sobie naturalny szacunek do ludzi i w gruncie rzeczy każdemu chciał zaufać. Cechowała go daleko posunięta życzliwość, oparta na próbie zrozumienia otoczenia, ale nie naiwności. Odznaczał się prostotą zachowań bez przybierania pozy. W jakimś stopniu kontrastowało to z odczuwalną przez otoczenie wewnętrzną siłą generała, gdy wierność ideałom uzupełniał bezkompromisowością. W efekcie Brytyjczycy nie dostali problemu socjalnego, dostali znacznie poważniejszy problem - polityczny.

Przede wszystkim w osobie Andersa, który podróżował oraz spotykał się z politykami i dowódcami, organizując grunt pod przyjęcie Polaków. Prowadził także własną, niezależną kampanię polityczną, coraz bardziej oddalając się od wytycznych gen. Sikorskiego.

Samodzielność dowódcy odczytywano jako manifestację sprzeciwu wobec polityki premiera Rządu Emigracyjnego. Gdy w 1942 roku Anders przybył do Londynu bez wezwania Naczelnego Wodza, był już postacią owianą legendą. W Anglii kreowano wizerunek antysowieckiego bohatera.

Nieco inaczej wyglądało życie Andersa-dowódcy. Potrafił słuchać innych ludzi, dzięki czemu był przywódcą kompetentnym i szanowanym. Chętnie przyjmował rady, odnosząc kolejne sukcesy na polu organizacyjnym i aprowizacyjnym. Ewakuacja i przygotowanie armii do walki były logistycznym majstersztykiem. Z rzadka zdarzały się mu przejawy apodyktyczności. We wspomnieniach żołnierzy uwidacznia się hart ducha Andersa, dla którego zarezerwowano miejsce naczelnego bohatera. Potrafił być ciepły, wyrozumiały, a ze względu na przywiązanie do podwładnych określano go mianem troskliwego opiekuna. (...)

PRL-owska propaganda zmieniła sposób postrzegania polskiego dowódcy. Lansowano tezy o braku umiejętności dowódczych Andersa, skandalach obyczajowych z jego udziałem, a nawet budowie obozów koncentracyjnych dla żołnierzy II Korpusu, przez co nie mogli oni wrócić do kraju. Kwintesencją paszkwili stało się opracowanie Jerzego Klimkowskiego, w którym były adiutant szkalował dowódcę. Andersa oskarżano również o antysemityzm, co jednak stoi w sprzeczności z podejmowanymi przez niego decyzjami. Nie tylko potępiał antyżydowskie nastroje w wojsku, ale i przymykał oko na dezercje Żydów podczas pobytu w Palestynie, umożliwiając im wstąpienie do tamtejszej armii. Wyrażał także zgodę na "urlopowanie", składając w ten sposób hołd narodowi walczącemu o niepodległe państwo. Wykazał się tym samym znajomością nastrojów panujących w armii i wyczuciem politycznym, za które wdzięczni byli przywódcy syjonistycznych ruchów niepodległościowych. (...)

Swój chłop

Ważnym elementem postrzegania Andersa jako "równego chłopa" były jego miłosne podboje i styl życia. Generał opisywany był jako hulaka, który "nie stronił od kobiet i alkoholu". Wpisywał się tym samym w żołnierskie standardy II Korpusu. Polacy mieli opinię szarmanckich bawidamków, którzy lubili się napić. Nawet jeśli uwagi na temat Andersa są przesadzone, dla żołnierzy był chodzącym przykładem na to, że "polskość" trzyma się mocno na włoskiej ziemi.

Było to źródłem kilku niezręczności, szczególnie po przyjeździe córki Anny, której początkowo trudno było zaakceptować kochankę ojca. Mogło w nim być także coś z megalomana - całość II Korpusu zdarzało mu się utożsamiać z samym sobą, a opinia dowódcy miała wyrażać opinię wszystkich żołnierzy. W praktyce trudno się było oprzeć wrażeniu, iż Anders faktycznie przemawiał jako reprezentant sprawy polskiej.

Jego poglądom dali się porwać młodzi oficerowie, którzy po ewakuacji uczynili z niego wzór cnót dowódczych. Patriotyzm w ujęciu andersowskim nie opierał się wyłącznie na ślepym posłuszeństwie rozkazom. W opinii generała działalność na rzecz Ojczyzny wymagała czynów, a nie pustych politycznych deklaracji. Stąd też postawę Sikorskiego oceniał negatywnie. Anders miał nawet patronować "młodooficerskiemu spiskowi" wymierzonemu w Sikorskiego.

Informacji tej nie można traktować wyłącznie jako plotki, czego dowodem były odwiedziny Sikorskiego z czerwca 1943 roku traktowane jako wizytacja niepokornych i niesubordynowanych. Nieporozumienia na linii Anders-Sikorski doprowadziły do licznych spekulacji o możliwym zaangażowaniu dowódcy II Korpusu w śmierć Naczelnego Wodza. Sprawę katastrofy w Gibraltarze z dnia 4 lipca 1943 roku roztrząsano nawet w kontekście ewentualnego zamachu polskich oficerów. (...).

Jego "bunt" skłonił jednak Sikorskiego do podróży na wschód, przez co wdowa po Naczelnym Wodzu nazwała Andersa "główną przyczyną śmierci męża". Anders stanowił polityczne zagrożenie dla Sikorskiego i skrupulatnie wykorzystał sprzyjającą koniunkturę, by stworzyć legendę męża opatrznościowego polskiej racji stanu. Umiejętnie podsycał bojowe nastroje w II Korpusie, choć prawdopodobnie kierowała nim źle pojęta ambicja i wyobrażenie, iż będzie w stanie zastąpić Sikorskiego. Cześć doniesień o przygotowywanym puczu mogła być jednak wymysłem sprytnie pomyślanej propagandy radzieckiej, której zależało na skłóceniu polskich dowódców. Nie zmienia to faktu, iż Anders był zdeklarowanym przeciwnikiem szefa Rządu Emigracyjnego i opowiadał się za jego usunięciem. Nie fizyczną likwidacją, lecz detronizacją i zmianą na stanowisku Naczelnego Wodza.

Monte Cassino

Po zakończonej bitwie o Monte Cassino, nie kryjąc wzruszenia, dziękował żołnierzom "w imieniu Polski", podkreślając, że sam uczestniczył w wielu bojach. Po raz kolejny dał podwładnym jasny sygnał - jestem z wami i jestem z was. A ci odwdzięczali się mu na każdym kroku, także na polu militarnym. Dobrze zarządzany II Korpus przeszedł trudny szlak bojowy, który zakończył zdobyciem Bolonii w kwietniu 1945 roku.

W tym czasie Anders pełnił już obowiązki Naczelnego Wodza i lawirował między Włochami a Wielką Brytanią. Nominacja stanowiła znaczący awans polityczny, ale Anders nie miał już żadnej siły przebicia. Uważał jednak, że kartą przetargową będą jego żołnierze. 17 lutego 1945 roku spotkał się z gen. Alexandrem i wyraził niepokój ustaleniami uczestników konferencji jałtańskiej, powtarzając retoryczne pytanie swoich podkomendnych: "O co mamy walczyć?".

Nie wiedzieli tego ani gen. Alexander, ani Churchill, który kilka dni później próbował udobruchać Andersa. Dowódca II Korpusu wieszczył rychły koniec Polski. Wkrótce miał usłyszeć od Churchilla znamienne słowa: "Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać! Obejdziemy się bez nich". Nasuwa się oczywiste pytanie: dlaczego Anders, tak bojowo nastawiony i buńczucznie zapowiadający możliwość wypowiedzenia posłuszeństwa, postanowił trwać na pozycjach i czekać? Wygrała natura wojskowego.

Zdecydował, iż Polacy muszą być lojalni wobec towarzyszy broni. Wprawdzie "stracili ojczyznę, ale mieli zachować honor". Nie było w tym sprawiedliwości, ale Anders nie chciał konfliktu z Anglikami, licząc, że wkrótce dojdzie do wojny aliantów zachodnich z Sowietami. Po raz kolejny jego kalkulacje okazały się nietrafione, a zakończenie II wojny światowej było także końcem jego marzeń o przywróceniu wolności ojczyźnie.

Mateusz Łabuz

Skróty pochodzą od redakcji. Oryginalny tekst można znaleźć na stronie II wojna światowa.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje