Wład Palownik: Syn samego diabła

Kim naprawdę był Wład Palownik, z którego zabobony zrobiły wampira? (kadr z filmu "Cień wampira") /materiały prasowe

Potwór w ludzkiej skórze, wampir zjawiający się w nocy. Prawdziwy Drakula siał postrach w zupełnie inny sposób. Poznajcie Włada Palownika, syna Diabła.

Reklama

W wielkiej sali panował zgiełk i ożywienie. Drewniane stoły uginały się pod ciężarem aromatycznych potraw. Z każdej strony dobiegał szmer rozmów, raz po raz przerywany gromkim śmiechem któregoś bojara lub chichotem jednej z dam. W Wielkanoc 1547 roku wołoski hospodar Wład zaprosił do twierdzy Târgovişte swoich najznakomitszych poddanych.

Oddając się towarzyskim rozrywkom oraz folgując sobie w jedzeniu i piciu, nie domyślali się prawdziwego powodu, dla którego się tam znaleźli. Gdy 26-letni książę pojawił się wśród nich, nikt nie przeczuwał, jak skończy się miło rozpoczęta biesiada.

Krwawa Wielkanoc

Reklama

Ci, którzy obserwowali wydarzenia z  ukrycia, stali się świadkami prawdziwego pandemonium.

Najpierw Wład przywołał do siebie dwóch możnych, winnych śmierci jego najbliższych - dostojnicy dziesięć lat wcześniej zamordowali mu ojca i żywcem pochowali brata. Tego dnia miała dosięgnąć ich zasłużona kara. Ciszę, która zapanowała w  sali, przerwało pojawienie się mężczyzn, niosących narzędzia i dźwigających grube drewniane pale.

Pierwszego zbrodniarza powalono na ziemię i  między jego nogami umieszczono pal. Okrzyki przerażenia i szlochy wyrywały się z piersi zebranych, gdy zaostrzony koniec zagłębiał się w ciele nieszczęśnika. Kiedy pal podniesiono, rozpoczęła się okupiona straszliwymi cierpieniami agonia. Wkrótce dziedziniec wypełnił się kolejnymi słupami, na których ostatnie tchnienie wydali winni morderstwa sprzed dekady oraz ich rodziny.

Syn Smoka

Kim był ów czarnowłosy książę, z  zamiłowaniem zadający tak okrutną śmierć? Urodził się w 1431 roku jako syn księcia Włada II Smoka, noszącego także przydomek Diabeł, czyli Drakul. Rodzina władała Wołoszczyzną, krainą leżącą na terenie dzisiejszej Rumunii. Były to niespokojne ziemie, a wyjątkowe niebezpieczeństwo czyhało ze strony rosnącego w siłę imperium osmańskiego.

Do szczególnie dramatycznych wydarzeń doszło, gdy Wład był jedenastoletnim chłopcem. Wraz z bratem Radu zostali oddani sułtanowi jako zakładnicy - gwaranci lojalności ojca wobec tureckich władców. Dla obu rozpoczął się okres wygnania. Turcja inaczej wpłynęła na każdego z nich. Radu dopasował się do odmiennej kultury i zaprzyjaźnił z  następcą sułtańskiego tronu. Wład, niebywale bystry i inteligentny, poświęcił się nauce i poznawaniu obyczajów obcej ziemi, ale nigdy nie zapomniał, że przebywa na terenie wroga.

Gdy okazało się, że nie da się poskromić jego trudnego charakteru, a książę pozostaje uparty i nieustępliwy, odizolowano go od brata, po czym przeniesiono do szkoły janczarów, gdzie prawdopodobnie poznał tajniki sztuki katowskiej.

To właśnie w Turcji dowiedział się o okrutnym końcu ojca i starszego brata, Mirczy. Pozwolono mu wrócić w rodzinne strony, więc wyruszył tam z zamiarem objęcia tronu. Udało mu się to, ale już wkrótce wdał się w wojnę z Węgrami, którzy zmusili go do ucieczki.

To niepowodzenie nie złamało syna Diabła. Wrócił po kilku latach, by tym razem zatriumfować. Najpierw dokonał wielkanocnej zemsty na mordercach brata i ojca. Następnie zajął się porządkowaniem spraw swojego władztwa, by zapewnić mu pokój oraz stabilizację gospodarczą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że aby to uzyskać, musi rządzić twardą ręką. Bezpardonowo rozprawiał się z  przeciwnikami politycznymi, którzy rościli sobie pretensje do tronu wołoskiego, i nie pozwalał na zbytnią niezależność wielkich panów.

Las trupów

Zostawiając przed laty Radu w tureckiej niewoli, Wład poprzysiągł, że go uwolni. Nienawidził Turków całym sercem, ale miał świadomość ich przewagi, więc utrzymywał z nimi poprawne stosunki. Przynajmniej dopóki było to możliwe. Przełom przyniósł rok 1461. Oczami wyobraźni książę cofnął się do swojego dzieciństwa, gdy jako zakładnik podążał we wrogim orszaku.

Teraz bowiem nowy sułtan wysunął śmiałe żądanie: 500 dzieci opuści domy, by trafić do tureckiej niewoli, sam zaś Wład ukorzy się przed jego obliczem i zapłaci haracz. W wołoskim władcy zawrzała krew. Mehmed II był drzazgą w sercu hospodara, odkąd przed laty przeciągnął na swoją stronę delikatnego Radu. Bystry umysł Włada zaczął pracować na najwyższych obrotach, a nienawiść podpowiadała coraz bardziej drastyczne rozwiązania. Machina śmierci ruszyła. Dumny książę najechał przygraniczne tereny tureckie i był w swoim żywiole.

Walcząc, popadał w obłęd, a  jego okrucieństwo nie znało granic. Spalone wioski i poderżnięte gardła znaczyły szlak pochodu jego wojsk. W  końcu rozgniewany sułtan zebrał potężną armię i  ruszył na Wołoszczyznę. Żadna strona konfliktu nie przebierała w środkach ani nie szczędziła ofiar. Wszystkie techniki były dozwolone: zasadzki, zatruwanie wody, taktyka spalonej ziemi.

Kiedy Turcy podeszli pod stolicę państwa, Târgovişte, Wład postanowił przywitać ich w wyjątkowy sposób. Przed bramy miasta wyprowadzono z więzień tureckich jeńców. Aby widowisko nabrało większego "rozmachu", dołączono wołoskich przestępców oczekujących w lochach na egzekucję.

Ludzie księcia przygotowali zaostrzone drzewce. Więźniowie, którzy do tej pory błagali o wodę lub chleb, zamarli, gdy zrozumieli, co ich czeka. Pierwsze łkania przerodziły się w potworne jęki i wrzaski, kiedy kilku strażników podnosiło kolejne pale z  wbitymi na nie skazańcami. Niedługo przed miastem wyrósł las umarłych.

Taki obraz ukazał się tureckim zwiadowcom. Mehmed nie dawał wiary temu, co usłyszał. Skala sadyzmu Włada dotarła do niego, gdy sam zbliżył się na miejsce kaźni swoich pobratymców. Ich trupy zwisały smętnie ku ziemi. - Jak można pokonać człowieka zdolnego do takich potworności? - zawołał przejmującym głosem sułtan. Choć sam nie stronił od okrucieństwa, rozmiar zbrodni Włada wydał mu się bluźnierstwem. Syn Diabła triumfował.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje