Egzekucja w Wietnamie. Jaka jest prawda o słynnym zdjęciu?

Słynne zdjęcie, które poruszyło cały świat /East News

Wietnamski generał z zimną krwią zabija przerażonego cywila - ta wstrząsająca fotografia dowodzi, że... nie zawsze powinniśmy wierzyć własnym oczom. Prawda o tej egzekucji jest bowiem znacznie bardziej skomplikowana.

Reklama

Pierwszego lutego 1968 roku fotograf Eddie Adams dociera do Sajgonu. Stolica Wietnamu Południowego stoi w ogniu. Dzień wcześniej rozpoczęła się ofensywa Tet - armia północnowietnamska oraz oddziały komunistycznych partyzantów zerwały zawieszenie broni i przypuściły atak na miasto.

Reporter dostrzega grupę członków Wietkongu konwojowanych przez mundurowych. Bez namysłu pstryka im zdjęcia. Nagle dowódca eskorty wyciąga z kabury broń i celuje w skroń młodego mężczyzny. Strzela. Niemal w tej samej chwili Adams naciska spust migawki. Udaje mu się uchwycić moment, gdy pocisk przebija głowę ofiary...

Reklama

Później wypadki toczą się błyskawicznie. Kontrowersyjna fotografia w ciągu kilku dni obiega cały świat. Jej przekaz wydaje się jasny: żołnierz brutalnie zamordował bezbronnego cywila. Zachód jest zszokowany.

Obraz natychmiast staje się symbolem okrucieństwa wojny w Wietnamie; pacyfiści obwołują go ikoną swojego ruchu. Towarzysze w Moskwie zacierają ręce - antyamerykańska machina propagandowa wystartowała pełną parą.

Zaskakująca prawda

Tymczasem prawda o tej egzekucji jest inna. "Niewinną" ofiarą był Nguyen Văn Lém - oficer komunistycznej partyzantki. Dowodził jednostką, która zaledwie parę godzin wcześniej zamordowała kilkadziesiąt osób, głównie członków rodzin miejscowych policjantów.

Sam zabił m.in. sześcioro dzieci. Gdy został schwytany, z dumą opowiadał o swoich "dokonaniach". Świadkiem jego przechwałek był generał Nguyen Ngoc Loan, rzekomy bezduszny kat, w rzeczywistości - narodowy bohater sprzeciwiający się amerykańskiej interwencji. Uwieczniona na kliszy scena złamała mu życie.

Opinia publiczna nie uwierzyła, że zastrzelił zbrodniarza wojennego. Stał się wrogiem numer jeden. Wyemigrował do USA, gdzie przez 16 lat ukrywał się pod przybranym nazwiskiem. Zmarł w 1998 roku.

Eddie Adams za słynne zdjęcie otrzymał Nagrodę Pulitzera. Aż do śmierci bronił Loana: - Na tej fotografii giną dwie osoby. Generał zabił członka Wietkongu. Ale ja zabiłem generała. Zdjęcia są najpotężniejszą bronią świata. Ludzie im wierzą, chociaż one kłamią, nawet bez manipulacji. Są tylko półprawdami...

Miłosz A. Gerlich

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje