Bomba dla Stalina

Atomowy grzyb powstały po próbnej detonacji w 1951 r. /materiały prasowe

Do pierwszych prac nad zbudowaniem bomby atomowej przystąpiono pod koniec lat 30. w Niemczech, Anglii i USA. W Związku Sowieckim badania nad wyprodukowaniem własnej bomby podjęto po doniesieniach wywiadu o postępach na tym polu u potencjalnych przeciwników.

Reklama

Stalin miał własnych doskonałych fizyków (np. Piotra Kapicę), ale jeśli chodzi o wiedzę na temat kontrolowanej reakcji nuklearnej, znajdowali się oni na początku drogi. Nadzór nad sowieckim projektem z polecenia dyktatora sprawował  Ławrientij Beria, nic więc dziwnego, że sięgnięto po pomoc szpiegów. Po cóż bowiem przeprowadzać kosztowne i czasochłonne badania, kiedy można ukraść cudze wyniki?

W USA Kreml budował swoją siatkę szpiegowską już w latach 20., wykorzystując do tego strukturę Komunistycznej Partii USA (wielu jej działaczy było zarazem agentami NKWD). Za organizację "atomowej konspiracji" wzięło się mieszkające w Waszyngtonie małżeństwo Wasilija i Jelizawiety Zarubinów. Kobiecie polecono, aby zaprzyjaźniła się z żoną Roberta Oppenheimera, kierownika projektu "Manhattan", amerykańskiego programu badań nad bronią atomową.

Reklama

Za pośrednictwem tej naiwnej i komunizującej damy Jelizawieta chciała skłonić uczonego, aby zatrudnił w laboratorium w Los Alamos (gdzie pracowano nad bombą) Klausa Fuchsa, niemieckiego fizyka i zarazem antyfaszystę. Udało się i został on głównym informatorem Sowietów.

Klaus Fuchs (1911-1988) był niemieckim komunistą, który w 1933 roku, po objęciu władzy przez Hitlera, wyjechał do Anglii. Tam skończył studia i dał się poznać jako niezwykle uzdolniony fizyk. Brytyjczycy docenili jego talenty i zaangażowali do własnego programu badań nad bronią nuklearną. Niemiec nie okazał specjalnej wdzięczności nowej ojczyźnie i skontaktował się z pracującym w sowieckiej ambasadzie Siemionem Kremerem.

Został sowieckim agentem i przekazał wiele cennych informacji na temat postępów zespołu pracującego pod kierownictwem profesora Rudolfa Peierlsa. Fuchs działał z pobudek ideowych, uważał, że ZSRR, wróg nazistów, też powinien posiadać własną bombę atomową.

Po wybuchu wojny Fuchs kontynuował swoje badania na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Wykradzione tajne dokumenty dotyczące programu atomowego przekazywał sowieckiemu szpiegowi, Harry’emu Goldowi. Potem, gdy fizyk zaczął pracę w Los Alamos w Nowym Meksyku, agent zamieszkał w pobliskim Santa Fe, aby być w jak najczęstszym kontakcie z niemieckim naukowcem (projekt "Manhattan" wchodził w decydującą fazę).

Sowieci nie poprzestawali tylko na Fuchsie, zdołali także umieścić swoich ludzi w dwóch pozostałych laboratoriach pracujących nad bronią nuklearną, w Tennessee i Chicago. Oblicza się, że w szczytowym okresie rozwoju "atomowej konspiracji" Rosjanie pozyskali do współpracy 29 osób, naukowców i techników zaangażowanych przy projekcie "Manhattan". Kilku nazwisk do tej pory nie poznano.

Informacje trafiały do Moskwy i pomagały rosyjskim uczonym w konstruowaniu bomby dla Stalina - w 1943 roku na czele zespołu, któremu powierzono to zadanie, stanął znany fizyk Igor Kurczatow, już w latach 30. teoretycznie zajmujący się reakcją nuklearną. Otrzymane od Fuchsa i innych agentów dane naukowe przyśpieszyły prace sowieckiej ekipy co najmniej o kilka lat - Amerykanie obliczali, że Rosjanie zdobędą własną "atomówkę" dopiero w 1953 roku. W rzeczywistości zdołali to zrobić 4 lata wcześniej.

Po zakończeniu wojny Fuchs już powrocie do Anglii spokojnie pracował przy budowie bomby wodorowej. W latach 1947-1949 regularnie przekazywał wyniki prac sowieckiemu agentowi Aleksandrowi Fieklisowowi. Lecz jego dni na wolności były już policzone. Amerykańscy kryptolodzy złamali szyfry i zaczęli czytać depesze wysyłane z ambasady sowieckiej. W tekście komunikatów natknięto się na informacje o projekcie "Manhattan" - w tym wyniki badań, które mógł znać tylko niemiecki fizyk. Fuchsem zajął się brytyjski kontrwywiad MI5.

Podczas przesłuchania naukowiec załamał się i zdradził swoje agenturalne kontakty, wsypał m.in. Golda. Został skazany na 14 lat więzienia. Na wolność wyszedł po 9 latach i w 1959 roku wyjechał do NRD, gdzie do końca życia był darzony powszechnym uznaniem. Za sprzedaną Stalinowi bombę otrzymał 500 dolarów.

Jacek Inglot

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje