Reklama

  •  

    Wykorzystana i zamurowana w szafie

Ta sprawa wstrząsnęła całą Francją. Młoda dziewczyna poszła na dyskotekę i zaginęła. Poszukiwania Mariki trwały przeszło pół roku. Okazało się, że w jej zniknięcie zamieszanych jest kilku bezdomnych Polaków.

Zdjęcie

Zdjęcie nie przedstawia ofiary mordu /ThetaXstock
Zdjęcie nie przedstawia ofiary mordu
/ThetaXstock
Marika Jaquit, młoda Francuzka, miała przed sobą świetlane życie. Wydawało się, że świat ścieli się u jej stóp. Jej przyszłość legła jednak w gruzach, gdy przez przypadek na swej drodze spotkała kilku Polaków, z którymi nigdy nie powinna się zetknąć.

Chłopak z problemami

Reklama

Nawet w czasach swojej świetności Piła nie należała do miast przyjaznych młodzieży. Wprawdzie w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej była stolicą jednego z 49 województw, ale władza zawsze traktowała ją po macoszemu. Światek artystyczny też o nią nie dbał, bo największe gwiazdy estrady jakoś tu nie zaglądały. Nigdy za to nie brakowało różnego rodzaju knajp, w których pilanie o zachrypniętych głosach mogliby ugasić "pragnienie".

W takim otoczeniu dorastał Norbert Sobczak. Choć jego rodzice należeli do ludzi dość dobrze sytuowanych, chłopak od małego sprawiał trudności wychowawcze. Zdarzało mu się tego szturchnąć, w tamtego puknąć. Również w szkole nie należał do orłów, ale przyznać trzeba, że regularnie otrzymywał promocje z klasy do klasy. Cechowała go nadmierna energia, która nierzadko przeradzała się w agresję. Wszyscy odetchnęli z ulgą, gdy Norbert zgłosił się do miejscowego klubu, aby uprawiać sport - do tego idealny do rozładowywania emocji. Nastolatek postanowił bowiem zostać bokserem. Dzięki temu zyskał przydomek, pod którym rozpoznawali go koledzy, a później także dziennikarze opisujący zbrodnię przez niego popełnioną.

Norbert okazał się dobrym zawodnikiem. Na pewno nie wybitnym pięściarzem, ale bez wątpienia miał talent, który pozwalał mu wygrywać wiele walk. Pojawiła się nawet szansa na zawodowstwo. I wtedy stało się coś niezrozumiałego. Sobczak zdecydował, że wyjedzie z Polski. I to natychmiast. Jego krewni i znajomi nie potrafili pojąć tej decyzji ani znaleźć żadnego racjonalnego wytłumaczenia.

Bliscy Norberta nie wiedzieli, że obiecujący pięściarz postanowił udać się do Marsylii. Wymyślił sobie bowiem karierę w szeregach legii cudzoziemskiej.

A w tym portowym mieście do dziś jest najsłynniejszy punkt werbunkowy. Swój cel młody pilanin zrealizował tylko częściowo. Wprawdzie dotarł do Francji, ale nawet nie starał się zostać legionistą, aby założyć słynne białe kepi. Pojawiła się przed nim zupełnie inna szansa.

Sobczak z ciekawości spróbował swoich sił w tamtejszym klubie bokserskim, a trener zachwycił się jego umiejętnościami. Chłopak niemal od razu trafił do szerokiej kadry i mógł uczestniczyć w zajęciach na hali. Miał więc okazję uczciwie zarabiać pieniądze, otrzymać opiekę zdrowotną i po prostu zrobić karierę sportową. Norbert poznał jednak innych Polaków, którzy od lat koczowali w Marsylii. Ludzie ci wegetowali, żyjąc z dnia na dzień i utrzymując się z drobnych kradzieży i żebraniny. Jedyne, co robili regularnie, to pili. Na umór. I to właśnie towarzystwo spodobało się 21-letniemu wówczas Sobczakowi. Po kilku treningach zrezygnował z bycia bokserem i szybko przeistoczył się w menela i życiowego nieudacznika. Aż w końcu został mordercą, który resztę życia spędzi w więzieniu.

Jego ofiara, Marika Jaquit, miała 22 lata. Na zdjęciach, które później się ukazały nie tylko we francuskich gazetach, widać uśmiechniętego, ślicznego rudzielca. Była córką francuskiego żandarma, studiowała. Znajomi i bliscy wspominali ją jako wspaniałą, pełną życia dziewczynę.

Feralna dyskoteka

Tamtego dnia Francuzka wybrała się z kilkoma koleżankami na imprezę w znanej dyskotece "Richelm" w Aix-en-Province, niewielkim miasteczku koło Marsylii. Przez niemal całą noc doskonale się bawiła. Tańczyła, żartowała ze znajomymi, wypiła też kilka drinków. Na dworze powoli już świtało, gdy Marika uznała, że dość się wyszalała jak na jeden wieczór i nadszedł czas powrotu do domu. Znajomi namawiali ją, aby jeszcze została, ale była nieugięta. Wtedy ktoś zaoferował się, że ją odwiezie, bo wszyscy wiedzieli, że nie ma samochodu. Dziewczyna nie chciała jednak sprawiać kłopotu.

- Już nieraz wracałam stąd "okazją". Dzisiaj zrobię tak samo - oznajmiła.

Koleżanki protestowały tłumacząc, że to niebezpieczne. Prosiły, aby poczekała chociaż, aż zacznie jeździć komunikacja miejska, ale Marika śmiechem zbyła ich obawy. Dołożyła się do rachunku, wzięła kurtkę z szatni i wyszła z lokalu. Na dworze było jeszcze dość ciemno, ale dziewczyna śmiało ruszyła przed siebie. Nie bała się. O tak wczesnej porze z reguły niewiele osób kręciło się w pobliżu. Po kilku minutach była na miejscu - przy drodze wylotowej, która prowadziła do Septem-les-Vallons, dzielnicy Marsylii, w której wynajmowała mieszkanie. Nie stała długo, gdy pojawił się tamten samochód. Przesłuchiwani później świadkowie niewiele potrafili o nim powiedzieć.

- Był jakiś dziwny. Na pewno nie należał do żadnej z popularnych marek. A karoserię miał ciemną - tylko tyle mogli przekazać. Ze względu na panujący półmrok nikt nie widział dokładnie tablic rejestracyjnych.

Auto zatrzymało się przy stojącej na chodniku dziewczynie. Marika przez krótką chwilę rozmawiała z kierowcą. I potem wsiadła do środka. Wtedy młoda kobieta była widziana po raz ostatni.

Zniknęła bez śladu

W niedzielę dziewczyna z nikim się nie skontaktowała, ale wówczas jeszcze się tym nie przejmowano. Znajomi uznali, że odsypia nocne szaleństwa w dyskotece. Zaniepokoili się dopiero w poniedziałek, gdy Marika nie przyszła na uczelnię

- Dotychczas nigdy się nie zdarzyło, aby opuściła zajęcia bez wcześniejszego usprawiedliwienia. Co gorsze, powtórzyło się to we wtorek i środę. Na dodatek nie odbierała telefonu komórkowego, nie odpisywała na SMS-y czy maile. Koledzy ze studiów kilka razy pukali do drzwi jej mieszkania, ale nikt im nie otwierał. Wtedy uznali, że sprawa jest bardzo poważna i powiadomili o wszystkim ojca Mariki, który - jak już wspomnieliśmy - był francuskim żandarmem, pełniącym ważną funkcję prefekta.

Jean Jaquit wysłuchał relacji przyjaciół córki. Od razu zrozumiał powagę sytuacji. Podczas długiej służby spotykał się wielokrotnie z podobnymi historiami. Poza tym doskonale znał własne dziecko i natychmiast wykluczył jakieś nierozsądne zachowanie ze strony Mariki. Nie wierzył, aby wyjechała gdzieś bez słowa. Nikt też nie słyszał o jakimś kochanku, z którym mogłaby zaszyć się w ustronnym miejscu. Dlatego prefekt zarządził akcję poszukiwawczą na ogromną skalę.

Wiadomości o zaginięciu studentki pojawiły się we wszystkich mediach. Podały je radio, telewizja, prasa. Plakaty ze zdjęciem i prośbą o informację wisiały dosłownie na każdej ulicy Marsylii. Było mało prawdopodobne, aby jakikolwiek mieszkaniec nadmorskiego miasta nie słyszał o poszukiwaniach Mariki. O sprawie mówiono w zakładach pracy, kawiarniach, autobusach. Wszyscy współczuli zrozpaczonemu ojcu, który wygłaszał dramatyczne apele. Niestety, nikt nie przekazał wiadomości, która pozwoliłaby rozwikłać zagadkę zniknięcia dziewczyny. Nie pomogło nawet uruchomienie wszystkich tajnych informatorów policji. W przestępczym półświatku, który w takich sprawach z reguły współpracuje z organami ścigania, nic nie wiedziano o losach córki prefekta. Jej poszukiwania na wiele tygodni utknęły w martwym punkcie. Już dawno zgasła nadzieja na odnalezienie Mariki żywej.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

Zobacz również

  • Oceń tekst

    Ocen: 112

Reklama

Wasze komentarze (147)

Dodaj komentarz

~trt -

Dlaczego nie podaje się prawdziwych nazwisk tych degeneratów Adrian Gawliński a nie Norbert Sobczak drugi skazany w Polsce to Wiesław Grzybczyk pozostałych nazwisk tych sądzonych we Francji nie znam - niestety

Szczuropolacy

~PolonaisNice -

Wyjechalem do Francji w pierwszej polowie lat dziewiecdziesiatych.Bylem naiwnym nastolatkiem , wierzacym w uczciwosc i dobroc innych ludzi.Zabralem sie stopem jak tysiace innych w tych czasach liczac na lut szczescia.Prace znalazlem na drugi dzien , mycie talerzy a jak nie wstyde sie tego napisac.Bylem szczesliwy, do czasu.Gdy poznalem miejscowa ,,polonie'' .Bandy polskich mlodocianych zuli , utrzymujacych sie wlasnie z takich wlasnie ,,prac''jak napisano w artykule, a co wiecej bedacych z tego dumnych.W roznych stadiach choroby alkocholowej.Po kilku konwersaciach doszedlem do konkluzji ze to MUSI byc jakis etnograficzny (wlasciwy tylko dla Polakow) rodzaj zabuzen psychicznych.Zwyczajnie inne nacje nie stworzyly tego typu mlodociannej ,,subkultury''. Plus brak jakichkolwiek moralnych hamulcow.W wiekszosci odpadki polskiego systemu edukacyjnego.Swoisty rewers braci studenckiej, wszystkie mozliwe patologie w jednym ciele.Wielu z nich probowalo zaciagnac sie do Legii , lecz zostali odrzuceni juz na punktach werbunkowych.Nic dodac, nic ujac.Kariera to sciagnac innych do dolu... nie wychylaj sie , to Jaki z Ciebie Polak ? Jak to z nami sie nie napijesz?To TY Czytasz ksiazki?! A po co? To kilka z komentarzy jakie na zawsze mi sie wryly w pamiec. Doslownie w kazdej wiekszej miejscowosci czy tez miasteczku byla co najmniej jedna grupa podobnych sobie Szczuropolakow.I to nie tylko Francja , wiekszosc byla jak te plemiona nomadow - jak sie zrobilo zimno to sie ,,zabierali'' czy to do Hiszpanii czy to na poludnie Wloch.Wszedzie promujac swoiste Public Relations ,,frajerom'' jak bez zenady naywajac Polakow w Polsce.Minelo juz lat dwadziescia.Zaaklimatyzowalem sie we Francji , wybierajac za moja druga ojczyzne.Gdy mijam jakies skrzyzowanie czasami podchodzi chwiejnym krokiem z kubeczkiem cuchnacy tanim cydrem z Geanta w oberwanym podkoszulku clochard - Un euro , Monsieur SVP ?Na moje kiwniecie na nie -slysze ...to po....j mnie w d..e wyraznie po polsku.Coz kolego , mam czasami wielka chcec wysiasc z samochodu i tluc kijem bejzbolowym ile wlezie...To wlasnie sz Ci mlodociani po bezmala dwudziestu latach...Mentalnie predzej podobni rumunskim Cyganom nizli Europejczykom.Pisze to po to ,gdyz jakos o tym sie nigdzie nie pisze - cicho,sza .ani slowa , a przeciez wystarczy o to zapytac pierwszego lepszego Francuza czy tez Wlocha.Tytul mojego komentarza wlasnie opatrzylem Szczuropolacy , po ksiazce ktora mi wpadla w rece kilka lat temu traktujaca wlasnie o tych mlodych przegranych , co prawda dotyczaca USA jednak jakaze trafnie trafiajaca w moj punkt widzenia. Z biegiem lat nauczylem sie wielu rzeczy, a jedna z nich to ta ze istnieja inni pomimo ze sa Zerami wegetujacymi gdzies na marginesie uwazaja ze to wlasnie Ci wszyscy inni sa wiekszymi zerami niz im podobni.

? ..

~o.O" -

Pytanie do tych, którzy postanowili opublikować tutaj tą historię . Skoro chcieliście to 'nagłośnić' to dlaczego zmienione zostały niektóre okoliczności..? Nazwiska jeszcze rozumiem .. ale okoliczności!? .. Z tego co sami napisaliście ..tylko inaczej ujmując .. część tej całej opowieści to bzdura -.- !! Więc po co to w takim razie?.. Zdecydujcie się ludziee ...

Czyli same nieuleczalnie skaleczone charaktery.

~Unikat. -

Przekonanie o karze smierci czyni z was takich samych mordercow jak oni czyli moralnymi wrakami i degeneratami ktore nie powinny miec prawa do wychowywania dzieci przyszlego pokolenia,poza tym w mysl prawa przyczyny i skutku ludzka mysl jest energia i gdyby duza wiekszosc myslala waszymi kategoriami to sami sobie stworzycie np.Katyn i to przyjdzie samo w najmniej oczekiwanym momencie -jak na ta dziewczyne smierc.Ona zyjac stwarzala przyczyny czego skutkiem byla smierc.Skutkiem mordercow jest dozywotnie wiezienie i niech tak pozostanie.

nie wiem czemu...

~ikke... -

imiona i nazwiska zostały zmienione, mimo że sąd zgodził się na publikację wizerunków i nazwisk winnych zbrodni. można znaleźć w internecie. jak widać tu komuś na tym zależy, żeby nie było wiadomo, ciekawe czy mój komentarz w ogóle zostanie opublikowany, hahah

Wykorzystana i zamurowana w szafie

~oko za oko zab za zab -

Dozywocie...znaczy sie wyjda po 25 latach lub wczesniej. mam wszystkich tych z "praw czlowieka" gdzies w ...Im nalezy sie 5 litrow benzyny na glowqe i ostatni papieros. Mam nadzieje ze ktos bedzie na nich czekal....jak wyjda.

Dodaj komentarz