Reklama

  •  

    Wampir z dyplomem maturzysty

Kto pamięta Karola Kota? W historii polskiej kryminalistyki był najmłodszym seryjnym zabójcą. Pierwszy raz uderzył we wrześniu 1964 roku.

Zdjęcie

Seryjni zabójcy byli utrapieniem milicji, dziś - policji/fot. Michał Niwicz /Agencja SE/East News
Seryjni zabójcy byli utrapieniem milicji, dziś - policji/fot. Michał Niwicz
/Agencja SE/East News
Najpierw w jednym z kościołów ugodził nożem kobietę. Dwa dni później, w klatce schodowej bloku przy Skawińskiego, zaatakował w podobny sposób kolejną. Obie uszły z życiem. Niestety, trzeci napad zakończył się śmiercią ofiary. Denatka, otrzymawszy serię ciosów nożem, poniosła śmierć na miejscu.

Wpadka po maturze

Karol był miłym, sympatycznym i dobrze wychowanym chłopcem. Cieszył się nienaganną opinią, zarówno wśród sąsiadów jak i nauczycieli. Prócz zamiłowania do noży lubił też postrzelać sobie z kbks-u. Był członkiem klubu strzeleckiego Cracovia.

Reklama

Po wrześniowych napadach nastąpił okres spokoju. Dopiero w lutym 1965 roku doszło do kolejnej tragedii. W okolicach Kopca Kościuszki został zakłuty nożem dziesięcioletni chłopiec zjeżdżający na sankach. Miesiąc później w podobnych okolicznościach zginęła jedenastoletnia dziewczynka. W trakcie czynności śledczych zatrzymano do wyjaśnienia kilkunastu podejrzanych. Karolem Kotem milicja zainteresowała się dopiero 28 maja 1966 roku. Dzień po tym, jak szczęśliwie zdał egzamin dojrzałości z wynikiem bardzo dobrym. Zabrano mu kolekcję noży. Badania pod mikroskopem nie przyniosły jednak żadnego efektu, nawet próbne cięcia wykonane na manekinie były różne od tych zadanych ofiarom.

Miotała nim siła

W trakcie śledztwa przesłuchano wszystkich uczniów z klasy Karola. Jedna z dziewcząt scharakteryzowała kolegę następującymi słowami: "Lolek lubił podchodzić nas znienacka. Chwytał mocno za szyję i wykonywał przy tym ruchy przypominające podcinanie gardła. Chyba z tego powodu ochrzciliśmy go ksywą wampir". Druga z przesłuchiwanych koleżanek przypomniała sobie, że Karol opowiadał jej o niepokojach, jakie czasami go ogarniają: "Lolek uskarżał się na jakąś dziwną siłę, która nakazuje mu coś takiego robić i on musi to wykonać. Często opowiedział o morderstwach. Ale ja nie wzięłam tego serio. On zawsze opowiadał takie dziwne rzeczy, że nikt nie brał tego na serio" - zeznała.

Jednym ruchem...

Karol Kot długo zaprzeczał swojej winie. Wreszcie 6 lipca 1966 roku zaskoczył prowadzącego śledztwo prokuratora przyznaniem się do wszystkich napadów.

- Noże kupowałem na giełdach, zamieniałem. Kiedyś zapragnąłem ugodzić którymś z nich człowieka. Wiedziałem, że za to wieszają, ale ja naprawdę musiałem to zrobić. Stale o tym rozmyślałem. Kupiłem finkę i chodziłem z nią na łąki, gdzie jest dużo żab. Wbijałem im nóż w brzuchy, unosiłem na ostrzu i rzucałem za siebie. Raz zabiłem kreta. Uwielbiałem widok krwi. Często stawałem pod rzeźnią w Pcimiu i przyglądałem się jak zabijają cielaki. Tamci rzeźnicy dobrze mnie znali i podśmiewali się, gdy prosiłem ich o świeżą krew. Rodzice wiedzieli o tej rzeźni, bo się przyznałem, ale nic nie powiedziałem o tym jak zarżnąłem cielę na wczasach u dziadków. Miałem wtedy 13 lat. Po prostu złapałem je za mordkę i jednym ruchem noża poderżnąłem gardło - relacjonował do protokołu.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

MWMedia

Zobacz również

  • Chcesz być szczupły? Musisz pościć!

    ​Ważne jest nie tylko to, co jesz, ale i w jakich godzinach - twierdzą naukowcy z Salk Institute for Biological Studies. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 112

Reklama

Wasze komentarze (41)

Dodaj komentarz

Temat na film

~madmaxik -

To że chłopak miał nie za ciekawie poukładane w główce to widać,ale w Ameryce z tego robią zwykle znakomite filmy.Tym bardziej że to historia prawdziwa a nie lecter z książki.Ogólnie strach pomyśleć że takie osoby się jednak kręcą między nami.

Dla takich ludzi powinna być kara śmierci

~Xpert -

Nie wiem czemu znieśli karę śmierci, przecież takich psychopatów jak Karol powinno się "usuwać" ze społeczeństwa... Po co trzymać w więzieniu? Moim zdaniem, jeśli ktokolwiek zabija inną osobę z premedytacją, to wtedy powinna być wymierzona kara śmierci.. Koniec gadania. Jak słyszę, że ktoś dostaje 8 lat więzienia za morderstwo, to mnie szlag strzela...

Wampir z dyplomem maturzysty

~ww -

Doskonale pamiętam tą sprawę. Bylo to w czasach Gomułki. Szeroko o tym pisała prasa. Później nawet zrobiono o tym film na podstawie wspomnień dochodzeniowca, który prowadził tą sprawę. Można było to zobaczyć jakieś 1,5 - 2 lata temu w telewizji. Co ciekawe ten człowiek mial przyjaciólkę, której się zwierzał z popełnionych morderstw, i która nie zechciała o tym poinformować organów dochodzeniowych. Całe szczęście, że wtedy ludzie nie mieli pokrecone w głowach i był stosowany stryczek.

Krakusy takie są.

~Krakus -

To wpływ nieboszczki Austryi, w niedzielę do kościółka w garniturku, po powrocie obiadek z rodziną, wieczorem teatr, kawiarnia, a po powrocie czarny lateks i wizyta u zaginionej córki oraz wnuków w piwnicy...

kto zlikwidował karę śmierci ?

~zz -

i dlaczego ? Niech nikt mi nie mówi że taki może się zresocjalizować. Na zwyrodnialców siedzących w więzieniach za mój podatek z tytułu mojej harówy zawodowej nie wyrażam zgody.

wiecej wampirow

~Ewa -

Dalej nie zatrudniajmy psychologow w szkolach, bo po co? może i by w porę skierowali takiego psychola do psychiatry. Pozwalajmy oglądac dzieciom krwawe gry komputerowe już od urodzenia, a potem jako postępowi tatusiowie instruujmy nasze pociechy jak skutecznie zabijać, na początek w grze.Ostatnio nawet są modne japońskie gry z gwałtem, brawo :) wzrośnie nam przyrost naturalny o kolejnych dewiantow. Chore zachowania można wychwycić już w przedszkolu, u nas dalej lepiej nie widzieć i nie słyszeć,do czasu aż dojdzie do tragedii.A wtedy lamentuje cała Polska. Za poźno.

Dodaj komentarz