Reklama

  •  

    Tafefobia, czyli lęk przed pogrzebaniem

Opowieści o ludziach, których uznano za zmarłych i przedwcześnie pochowano, są powszechnie znane. Inspirowały takich twórców, jak Edgar A. Poe. Jednak to nie legendy - do takich zajść wciąż dochodzi.

Zdjęcie

Lęk przed cmentarzem i trumną towarzyszy ludziom na całym świecie/fot. Andrzej Zbraniecki /Agencja SE/East News
Lęk przed cmentarzem i trumną towarzyszy ludziom na całym świecie/fot. Andrzej Zbraniecki
/Agencja SE/East News
Irlandzkie media odnotowały, że coraz więcej mieszkańców Zielonej Wyspy życzy sobie, aby w razie zgonu włożono im do trumny telefon komórkowy.

- Niektórzy obawiają się, że mogą zostać pogrzebani żywcem, a dzięki komórce mają pewność, iż znalazłszy się w takiej sytuacji będą mogli wezwać pomoc - wyjaśniał dziennikarzom ten stan rzeczy Peter Flanagan, szef jednej z firm pogrzebowych z Dublina.

Posiadaczka czterech aktów zgonu

Reklama

Czy lęki Irlandczyków są bezpodstawne? Ameryka Południowa, Kolumbia, połowa października 2005 r. 97-letnia Dona Ramona została uznana za zmarłą. Już po raz czwarty! Za każdym razem sędziwa Kolumbijka zapadała na śpiączkę cukrzycową i gdy już rodzina gotowała się do pogrzebu, samoistnie odzyskiwała przytomność. Aktualnie, pani Ramona to posiadaczka czterech aktów zgonu wypisanych przez lekarzy.

Afryka, początek lutego 2005 r. Kula-Mutu, miejscowość 400 km od Libreville, stolicy Gabonu. Uznana za zmarłą 52-letnia Agnes Mbenga, po 18 godzinach spędzonych w szufladzie chłodziarki, nagle powróciła do życia, wzbudzając popłoch wśród personelu kostnicy. Panią Mbenga zajęli się lekarze, jednak kobieta okazała im brak zaufania i po kilku godzinach od odzyskania przytomności wróciła do domu.

Nagłe oznaki życia

Kraje Ameryki Południowej, Afryki, to miejsca egzotyczne. Jednak do takiego zdarzenia doszło też współcześnie w Polsce. 10 maja 2000 r. około godz. 17.10, w Golczewie pod Szczecinem, zmarł 85-letni Jan Szymański. Mężczyzna od dawna chorował i praktycznie nie wstawał z łóżka. Żona Szymańskiego stwierdziła, że ciało męża zesztywaniało, zadzwoniła więc w tej sprawie do rejonowej przychodni. Lekarz zjawił się trzy godziny później. Obejrzał ciało, stwierdził, że Jan Szymański zmarł, więc wypisał akt zgonu. Medyk ten miał za sobą wiele lat pracy w zawodzie i spore doświadczenie, jako lekarz rodzinny.

Był poniedziałek, pani Szymańska załatwiła formalności i po ustaleniach z zakładem pogrzebowym i księdzem, wyznaczono termin pogrzebu na środę, 12 maja. Ciałem zajęli się pracownicy zakładu pogrzebowego. Gdy jednak zaczęto na dobre przygotowywać Jana Szymańskiego do jego ostatniej drogi, ten nagle zaczął okazywać oznaki życia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

MWMedia

Zobacz również

  • Chcesz być szczupły? Musisz pościć!

    ​Ważne jest nie tylko to, co jesz, ale i w jakich godzinach - twierdzą naukowcy z Salk Institute for Biological Studies. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 213

Reklama

Wasze komentarze (81)

Dodaj komentarz

zmarl w czasie libacji

~duch -

w latach 80 w czasie libacji alkoholowej zmarl gosciu ktorego smierc potwierdzil lekarz pogotowia jakie bylo zdziwienie biesiadnikow jak po kilku godzinach nieboszczyk wstal i chcial kielicha. Zaczal awanture w czasie ktorej zmarl juz na dobre. Fakt autentyczny na slasku w mikolowie.

Przeczytajcie!

~Wioleta -

Kilkanaście lat temu w mojej miejscowości została pochowana pewna pani.. jakieś 3 lata temu otworzyli grobowiec bo chcieli tam umieścić jej męża i zastali tą zmarłą panią w pozyscji siedzącej.....

Dodaj komentarz