Reklama

  •  

    Poświąteczne rozterki ateisty

- Osiem lat temu zadeklarowałem się jako ateista - pisze w liście do redakcji Faceta 35-letni Paweł. - I ósmy rok z rzędu przeżywałem ten sam horror - święta z rodziną...

Zdjęcie

 /ThetaXstock
/ThetaXstock
- Generalnie nic nie mam przeciwko świętom. W sumie to świetna okazja, aby się spotkać i trochę poprzebywać z rodziną, z którą na co dzień dzieli mnie 600 kilometrów - tłumaczy nasz internauta.

Gwałcą jego wybory

- Pewnie nie miałbym tak dużego stresu przed wyjazdem na Wielkanoc, i takiego złego nastroju po niej, gdyby moi bliscy zwyczajnie zaakceptowali fakt, że jestem osobą niewierzącą. Niestety, tak nie jest - dodaje Paweł. - Ilekroć jestem u rodziców, zarówno oni, jak i moja wierząca żona, gwałcą moje wybory przymuszając mnie do czynnego uczestnictwa w ich obrzędach religijnych w kościele - zwierza się nasz użytkownik. - Tak było też i w te święta...

Zbyt dużo wymagają

- Z rytuałami, które odbywają się w domu, nie mam żadnego problemu, bo traktuję je jako element tradycji. Natomiast uporczywe nakłanianie do pójścia do spowiedzi i wstawania na szóstą rano na mszę, to chyba już zbyt duże oczekiwania wobec mojej osoby.

Reklama

Rodzina poturbowała jego poglądy

- Do tej pory godziłem się na to jedynie dla świętego spokoju - dodaje. - Oboje rodzice są bardzo wierzący, nie chciałem wiec ranić ich uczuć religijnych. Jednak w przyszłym roku koniecznie muszę coś zmienić, bo czuję, że moje poglądy zostały już wystarczająco mocno poturbowane. Tylko jak mam się sprzeciwić tej obrzędowości, żeby nie skrzywdzić najbliższych? Czy da się tu wypracować jakiś kompromis? Proszę tych, którzy przez to już przeszli: poradźcie mi coś!

Masz problem? Szukasz porady? Napisz do nas!

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

Źródło informacji:

INTERIA.PL

Zobacz również

  • Ćwicz z mniejszymi: Osiągniesz efekt szybciej

    Wykonywanie większej liczby powtórzeń z mniejszymi ciężarkami buduje mięśnie i zwiększa wytrzymałość na równi z ćwiczeniem przy większym obciążeniu - wynika z kanadyjskiego badania... więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 71

Reklama

Wasze komentarze (98)

Dodaj komentarz

~sceptyk -

Problem jak się wydaje nie jest w ateiście tylko w rodzinie narzucającej swoje zachowania i poglądy. Dlaczego niby ma on się spowiadać i chodzić na msze skoro nie podziela takich wierzeń i form religijności? Może rodzina wie lepiej co ma robić i myśleć? Dlaczego nie szanuje jego wyborów i nie zostawia go w spokoju? Nieładnie pachnie to nietolerancyjnym narzucaniem swoich prawd i jedynych słuszności. No cóż, psychologicznie to forma nacisku według zasady - zachowuj się tak jak my, inność jest źle widziana. Jak pokazuje historia postawy tego typu podsycały również religie tępiąc innowierców i wolnomyślicieli. Echo jak widać pozostało :) Cóż radzić? O ile się da warto uzmysłowić rodzince prostą prawdę i kolejność - najpierw jest się człowiekiem. Potem mającym jakąś wiarę, dyrektorem, zwolennikiem jakiejś idei, partii czy piłkarskiego klubu. Albo innej etykiety czy identyfikacji :) Tylko etykiety nie zastępującej człowieka :)

Trochę w temacie

~Jj -

a trochę może nie? jakoś tak jest, ze im bogatsze społeczeństwa tym, bardziej mają obolałe stopy jak mają pójść na mszę, nie nalezy tu meiszać tzw. rozwoju naukowego z bogactwem, za komuny i docenci chodzili do kościoła, postęp nauki ani nie przezczy wierze ani od niej nei odciąga, robi to bożej Monetarny, dotyczy to też jednostek nie tylko społeczności, za komuny, wielu dzisiejszych ateistów biegło na msze, ale z kolei zamożne jednostki działacze PZPR nie, i to nie tylko ze względów ideologicznych, ateizm jest wpisany w komunizm, ale dlatego, że mając materialnośc zaspokojona nie potrzebowali Boga. Wiarę można rozpatrywać w rożnych kontekstach, można przeczyć cudom uznanym przez kościół i można nie chcieć zauważać tego, że nieda się w naukowy sposób niektórych kompletnie wyjaśnić, nawet teoriami z pogranicza S.F, jak Guda Lupe, bo każdy ma wolna wolę, może wierzyć może nie wierzyć, może nie chcieć widzieć dowodów na istnienie Boga, ale czy to jest kara i łamanie wolności, jesli żona chce iść z mężem niewierzącym do kościoła? hmmm czy to jest kara i łamanie wolności, jeśli mąż ateista dajmy na to architekt, ciągnie żonę na wystawę fotografii budowlanej? dziwne, ze pierwszy wypadek wywołuje silne emocje, a w drugim przypadku tak wielu mówi, idź a co ci zalezy, skoro męzowi zależy. Nie chcesz nie idź do kościoła, nie chcesz nie wierz w Boga, nie chcesz nie zaóważaj dowodów prawdziwości Biblii, ale a co jełsi jest? 90% ludzi z polisa prawdopodobnei nigdy wypadku mieć nie będzie a nie wycofuje swej polisy, choć ją krytykuje, a co jełsi Bóg jest? i ty tej polisy jaka jest Msza, choćby w święta odrzucisz? ale to twój wybór.

Czyż to nie błąd?

~taka szczęśliwa -

Ateizm to nic innego jak działanie demona. Bo ja miałam wiele trudności w życiu i kiedy po spowiedzi doznałam strasznego kuszenia wiedziałam że punktem zaczepienia jest tylko Jezus. I on mnie uratował. Postawił na mojej drodze ludzi, którzy mi pomogli i wskazali rozwiązania. Nie spałam po nocach, ale z każdym dniem czułam moc modlitwy. Gdy od obcej kobiety dostałam w kościele różaniec a dwa tygodnie później książeczkę z modlitwami to przekonałam się że Bóg się mną opiekuje pomimo moich słabości. Odmawianie różańca - który został przywieziony z Medźugorii i tam poświęcony przyniosło mi uzdrowienie. Na drugi dzień gdy go rano odmówiłam przyszła ulga i całe moje życie teraz kwitnie. Może potrzebna jest wam czasem nie wiara byście wyszli ze swoich słabości. Dzisiaj wiem że każdy dzień bez rozmowy z Bogiem to dzień stracony. Bo niczym otworzysz swe oczy On już nad Tobą stoi i z największą miłością chce Cię przygarnąc, to On usuwa z drogi po której idziecie kamienie byście się nie przewrócili. Trzymajcie go za rękę i zaproście go do siebie a On z pewnością zawsze Was uchroni. Zawierzcie życie a samo się zmieni. Dzisiaj jestem szczęśliwa. Kocham Boga i traktuję go jak najlepszą osobę w moim zyciu i czuję jak od niego bije ogromna miłośc. Dziękuję Ojcze że czuwasz i proszę trzymaj za rękę ateistów. A Wam mówię oddajcie się Bogu w opiekę, bo jeśli tego nie zrobicie to dacie wolną drogę złym duchom które będą mącic w waszym życiu. Bądźcie z Nim szczęśliwi.

~malutka -

Kochany ateisto :) widzę, że nikt tu Ci za bardzo odpowiedzi nie podpowiedział..a teksty niektórych wręcz przerażają.. mam 25 lat i jestem osobą wierzącą i cieszę się, że wierzę w Jezusa, nikt mnie do tego nie zmusza! Współczuję Ci tej sytuacji, bo widać, że kochasz żonę i rodziców. Moja rada: postaraj się konsekwentnie powiedzieć - nie wierzę - nie świętuję w kościele.. ale w domu staraj się uczestniczyć w tym co oni kochają :) nie chcą przecież dla Ciebie źle! moim zdanie w świętach liczy się to, żeby obdarowywać się miłością (o której wg mnie mówił Jezus) i tyle :) pozdrawiam

Ja też jestem ateistą

~ateista -

i traktuję święta jako bardzo fajną polską tradycję spotkań rodzinnych i co by nie mówić pysznych posiłków. Dla mnie to nie jest problem i dla moich bliskich też - po prostu nie modlę się z nimi ale dotrzymuję im cały czas towarzystwa ...

moja rada, potraktuj to jako odskocznie od

~Zerk -

codziennosci, ja też uczestnicze w świeta w spotkaniach z rodzina,też celebruje z nimi te święta i ich tradycje ale nic ponadto, ja nie przeżywam ich radosci związanej z wielkanocą czy bozym narodzeniem, dla mnie to poprostu kolejne nic nie znaczące świeta,czas wolny który "wypada' w taki a nie inny sposob spędzić, ale nie traktuje tego jako przykrego obowiazku,raczej jako jakąś odskocznie(co prawda do kosciola zaciagnac sie mnie nie da, bo to już jest strata czasu i siły) ale całą reszte tych "rytuałów" wypada odbębnić. Trzymaj się, pamietaj że katolicyzm tak na prawde opiera sie na manipulacji,nienawisci do wszystkie co inne i pojeciu przynalezenia do "jedynej słusznej religii", tak wypada podchodzic do katolików, a zwłaszcza wiekszosci ich. pozdrawiam.

tak właśnie wygląda tolerancja

~the athesit -

Katolicy ciągle krzyczą (generalizuję), że ateiści nie akceptują ich religijności. Ale z drugiej strony jest dokładnie to samo - ateizm? jakieś fanaberie! jak można nie wierzyć w boga? Czytałem komentarze, że ludzie odrzucający wiarę przysparzają cierpienia bliskim... To ludzi, szczególnie bliskich, ma się szanować za wiarę, a nie za to, jakimi są ludźmi? To ja dziękuję za takich "bliskich". Osobiście mam to szczęście, że jestem ateistą "od urodzenia", żadna wiara, żadna religia nie była mi nigdy narzucana przez rodziców.

Dodaj komentarz