Reklama

  •  

    Król sycylijskiej mafii

Charles "Lucky" Luciano nie był mężem stanu, wybitnym strategiem, pisarzem ani naukowcem. Był za to gangsterem, który potrafił wpłynąć na kształt i dzieje Ameryki.

Zdjęcie

 /INTERIA.PL
/INTERIA.PL
Choć podobno nie wszyscy mafiozi pochodzą z Sycylii, Charles Luciano (właściwie Salvatore Lucania) urodził się właśnie na tej wyspie, w zapadłej dziurze niedaleko Palermo, 24 listopada 1897 roku. Jego ojciec, robotnik w kopalni siarki, skuszony wizją lepszego życia, dziewięć lat później jak wielu innych rodaków zapakował rodzinę na statek do Ameryki.

Dziecko ulicy

Reklama

Państwo Lucania z czworgiem dzieci osiedli w Nowym Jorku na Brooklynie. Salvatore wychowywał się tak jak wszystkie dzieciaki z dzielnicy - chodził do szkoły, wagarował, ganiał po okolicy, szukając guza, był jednak przedsiębiorczy i miał świeże pomysły. Jako dziesięciolatek został po raz pierwszy aresztowany za kradzież w sklepie - skończyło się na pouczeniu i praniu tyłka pasem przez wkurzonego ojca.

Rok później mały Lucania miał już inne metody dorabiania do kieszonkowego. Wędrującym do szkoły żydowskim chłopcom za kilka centów dziennie oferował "ochronę" przed biciem. Jeśli nie płacili, osobiście spuszczał im lanie. Ci, co widzieli film "Dawno temu w Ameryce", wiedzą, że prawdziwych przyjaciół i partnerów w lewych interesach poznaje się w dzieciństwie. Jeden z nagabywanych wyrostków, drobny i chudy Meyer Lansky, odmówił płacenia haraczu i sam zbił zaskoczonego Salvatore, zaskarbiając sobie jego sympatię i szacunek na resztę życia. Wkrótce dołączył do nich trzeci "muszkieter" - osiłkowaty Bugsy Siegel i odtąd już wspólnie rządzili ulicą.

Początkujący rekieter

Podczas gdy nad Europą przetaczała się I wojna światowa, Nowy Jork był prężnie rozwijającą się metropolią, największą w Stanach Zjednoczonych. Trwał boom budowlany, pod niebo pięły się nieprzeszklone jeszcze, lecz kamienne drapacze chmur, wśród których podziw budził najwyższy na świecie 57-piętrowy Woolworth Building. Po rzece Hudson dostojnie sunęły parowce, alejami mknęły z zawrotną prędkością 30 km na godzinę podobne do pudełek fordy t. Każdego dnia tysiące osób spieszyło się do fabryk, doków, sklepów, biur, knajp i kościołów. W tym morzu ludzi zasilanym stale nowymi falami imigrantów z Europy istniały niezliczone możliwości legalnych i nielegalnych biznesów.

W 1915 roku Salvatore pracował jako goniec w żydowskiej pracowni kapeluszniczej za siedem dolarów tygodniowo, przy okazji handlując na boku narkotykami. Wedle niektórych źródeł to właśnie w niebudzących podejrzeń pudłach na kapelusze Lucania rozprowadzał towar. Przykrywka okazała się jednak nie dość dobra, rzecz się w końcu wydała, a młodzian za handel heroiną i morfiną odsiedział sześć miesięcy w poprawczaku.

Po wyjściu, jako pełnoletni, oficjalnie zmienił imię i nazwisko z Salvatore Lucania na Charles Luciano. Z jednej strony po to, żeby nie kalać już więcej imienia rodziny (rodzice mocno przeżyli jego kryminalne wyskoki), z drugiej - aby pozbyć się wreszcie dziewczyńskiego przezwiska "Sally", zupełnie nie na miejscu dla ambitnego rekietera. Mniej więcej w tym czasie, po awanturze w teatrze we wschodnim Harlemie, z którego wyrzucono go wraz z kompanami za niestosowne zachowanie, Charles zyskał jeszcze jednego przyjaciela - obrotnego młodego gangstera Franka Costello z Five Points Gang. Dzięki niemu wkrótce pozawierał wiele przydatnych znajomości w kryminalnym podziemiu Nowego Jorku. W 1916 roku Luciano przystał do Five Points Gang i jego kariera w półświatku zaczęła się na dobre.

W owym czasie środowisko przestępcze składało się z etnicznych gangów (irlandzkich, żydowskich, włoskich) - każdy z własnym kodeksem honorowym, rytuałami i specjalizacją) zwalczających się nawzajem z dużym zacięciem. Wśród nich prym wiodło "pięć rodzin" udatnie przeszczepiających na grunt amerykański wzorce Cosa Nostry. Na czele każdej rodziny stał don ze współpracownikami - sottocapo - zastępcą dona (było to stanowisko czysto symboliczne), bossem - prawą ręką dona, załatwiającym jego sprawy i consigliere - doradcą i głównym "księgowym" rodziny.

Poniżej w hierarchii był capo, czyli kapitan dowodzący grupą 20-30 osób "od czarnej roboty". W skład familii wchodziło na ogół pięć czy sześć takich zespołów. Kapitan po każdej akcji odpalał procent donowi, poza tym on i jego ludzie stanowili jakby małą rodzinę. Na samym dole tej drabiny znajdowali się soldati, zwykli żołnierze mafii, którzy za zasługi mieli szanse awansować na "oficerów". Złożoność mafijnej struktury, niejasny, zwłaszcza na górze, podział kompetencji, skostniałe reguły - wszystko to powodowało, że wśród intryg i kłótni skuteczność rodzin spadała. A tymczasem pojawiały się nowe wyzwania?

Wiwat prohibicja!

W 1919 roku rząd amerykański sprawił mafii najpiękniejszy prezent, jaki można sobie wyobrazić: wprowadził prohibicję. Zakaz obejmował spożywanie, sprzedaż i produkcję alkoholu i miał przeobrazić obywateli Stanów Zjednoczonych w chodzące anioły. Dla każdego zdrowo myślącego człowieka było jednak jasne, że Amerykanie pić nie przestaną i że ten, kto zapełni nowo powstałą lukę na rynku, stanie się bardzo bogaty.

Już po roku od wprowadzenia zakazu Luciano z Meyerem Lanskym zaopatrywali w alkohol wszystkie knajpy na Manhattanie. Lucky zaprosił do współpracy paru innych gangsterów młodego pokolenia. Jego grupa pod szyldem firmy transportowej kontrolowała plantacje i destylarnie na prowincji, dystrybucję i sprzedaż gorzały. Pięć lat później Luciano zarabiał już około miliona dolarów rocznie (choć sporą część zysku pochłaniały łapówki dla gliniarzy i polityków, bez których, co uświadomił mu Lansky, nie mogła się udać żadna większa nielegalna operacja), jego siatka sięgała aż do Filadelfii. Sprowadzał szkocką bezpośrednio ze Szkocji, rum z Karaibów i whisky z Kanady.

Gangster "inwestował" też w hazard, lichwę i wymuszenia. W tym czasie, na marginesie własnej działalności, został prawą ręką Joego Masserii, szefa największej nowojorskiej rodziny mafijnej, znanego też jako Wąsaty Pete. Współpraca szła opornie. Masseria reprezentował "starą szkołę", dość tradycyjną, trzymającą się ściśle reguł Cosa Nostry - nie wchodził w handel narkotykami i nie pracował z nikim, kto nie był Sycylijczykiem. Większość czasu i energii, zamiast robieniu pieniędzy, poświęcał roztrząsaniu odwiecznych waśni zależnych od tego, kto z jakiej wsi na Sycylii pochodził oraz tępieniu gangsterów, z którymi mógłby robić interesy.

Stary mafioso już na wstępie zażądał od Luciano, aby ten nie zadawał się z Frankiem Costello, tym "brudnym Kalabryjczykiem" i innymi "śmieciami", jak określał kooperantów Lucky'ego z alkoholowego szmuglu. Luciano rzecz jasna puścił tę sugestię mimo uszu. Był do bólu pragmatyczny i uważał, że jeśli biznes się opłaca, pochodzenie partnerów nie ma najmniejszego znaczenia, a współdziałanie z innymi gangami pozwoliłoby rozszerzyć wpływy, obciąć koszty związane z korumpowaniem władz oraz ukrócić wzajemne podprowadzanie towaru. Za swoje niezależne poglądy przyszło mu wkrótce zapłacić.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

Zobacz również

  • Co to jest dress code?

    Wiedziałeś o tym, że twój wygląd świadczy nie tylko o tobie, ale także o firmie, która cię zatrudnia. Pracując dla niej reprezentujemy ją, jesteśmy jej wizytówką. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 113

Reklama

Wasze komentarze (29)

Dodaj komentarz

~giza -

widze ze autorka artukulu nalerzy to grona fanow mafii,mordercow,porywaczy.-za kazdym ze wspomnianych mafiozow,strasza widma ich ofiar,sprowadzone tutaj zaledwie do funkcji tla dla czymow wspanialych bandziorow...zal mi ludzi jarajacych sie tak niezdrowo zbrodnia,tacy wlasnie ludzie odmawiaja prawa do godnosci ludzkiej,kazdej ofierze zbrodniczych,skorumpowanych ukladow

Trochę nieścisłości się wdarło, po pierwsze

~no właśnie -

ustanowienie "komisji" nie wykluczyło roli Capo di Tutti Cappi, do teraz jeszcze jedno i drugie w Nowym Jorku działa, szef szefów zwykle zwołuje właśnie komisję, ostatnim pewnym i znanym był Vicenzo Gigante, który przez lata był bezkarny udając chorobę psychiczną. Druga nieścisłość dotyczy Vito Genovese - jednego z najbardziej brutalnych mafiozów, oni poznali się już podczas wojny Calamarese, Genovese nie przejmował władzy od Luciano (który był już dawno we Włoszech) ale od Costello (strzelał do niego wtedy młody Gigante)

Prawiejak nasi politycy i ex

~zloty -

Tez udaja politykow a sa mafiozami polski irzadza polska czylipanstwo w panstwie podzielone na wplywy regiony Polski amyrobimy na tych nierobow obled ten kraj powiniennosic nazwe POlmafia

Dodaj komentarz