Reklama

  •  

    Jak SB szukała Bursztynowej Komnaty

"Ten list był w niemieckiej książce i dzieci go znalazły. Jak widać to będzie ta bursztynowa komnata co ją tyle lat szukacie. Żeby tylko nie było na mnie, bo ja nie ukrywał i nic nie winien nikomu. Jak gazety pisały, że jeszcze szukacie to oddaję."

Zdjęcie

fot. Piotr Bławicki /Agencja SE/East News
fot. Piotr Bławicki
/Agencja SE/East News
Takiej treści anonim, w czerwcu 1969 roku, znalazł w skrzynce pocztowej pracownik Wydziału Kultury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Olsztynie. Być może nie zwróciłby na przesyłkę większej uwagi, gdyby nie, dołączony do niej, pisany na wyblakłym papierze, niemiecki list i mapa sporządzone pod koniec 1944 roku.

Na początku lutego br. na łamach "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł Cezarego Gmyza "Jak SB i KGB tropiły Bursztynową Komnatę". Autor powołuje się na niedawno przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej przez ABW, dotąd utajnione, akta personalne Ericha Kocha, więzionego w Polsce gauleitera Prus Wschodnich. Wśród licznych informacji, jakie można odnaleźć w tekście, znalazła się również wzmianka dotycząca dwóch operacji przedsięwziętych w tej sprawie przez PRL-owską Służbę Bezpieczeństwa o kryptonimach "Jantar" oraz "Komnata". Akta tych działań według C. Gmyza, niestety nie znalazły się jak dotąd w archiwach IPN.

Pozornie błahe sprawy

Reklama

Nam udało się dotrzeć do zaskakujących materiałów dotyczących innej, wydaje się, że nieznanej do tej pory akcji SB - operacyjnego rozpracowania sprawy o kryptonimie "Bursztyn". Informacje na ten temat opublikowano w broszurce (znajdującej się w archiwach IPN), wydanej w 1974 r. przez Departament Szkolenia i Doskonalenia Zawodowego MSW. Opracowanie niezwykle ciekawe, gdyż prezentuje proces i metodologię śledztwa prowadzonego w sprawie poszukiwań "Bursztynowej Komnaty". Przykład na tyle modelowy, że doczekał się przedstawienia go adeptom SB i MO w ramach zajęć dydaktycznych. Analizując treść broszury "Komnata Bursztynowa" autorstwa A. Fiołka i J. Szymczaka, warto zwrócić uwagę na wydawałoby się z pozoru błahe sprawy. Szkoleniowcy prezentują czytelnikowi jedynie kilka podstawowych informacji na temat "Bursztynowej Komnaty". Dodają jednak informacje, co z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się niezwykle ciekawe, że "poszukiwania Komnaty Bursztynowej prowadzone są od zakończenia działań wojennych, zarówno przez władze radzieckie, jak i polskie. (...) Służba nasza miała wiele informacji o rzekomym miejscu ukrycia Komnaty Bursztynowej. Informacje te były skrupulatnie sprawdzane, lecz poszukiwania nie dały oczekiwanych efektów". Ta lakoniczna notatka, w zestawieniu z dzisiejszą, wciąż uzupełnianą wiedzą na ten temat, potwierdza udział naszych służb w światowym wyścigu po Bursztynową Komnatę. Fakt ten nigdy nie był tematem licznych publikacji dotyczących poszukiwań BK, w których wymieniane są niemal wszystkie specsłużby powojennego świata, lecz z rzadka SB.

Słowa zapisane ołówkiem

Przesyłka skierowana w czerwcu 1969 roku do Wydziału Kultury Prezydium WRN w Olsztynie została nadana w Morągu. Oprócz zacytowanego już, pisanego prostym językiem anonimu, nadawca dołączył list wraz z mapą nieznanego bliżej terenu. Nawet dzisiaj, mimo wyblaknięcia słabej jakościowo broszury MSW z 1974 roku, kiepska kopia przedrukowanego listu wygląda niezwykle autentycznie. Poszczególne słowa zapisane zostały ołówkiem, równym, wykaligrafowanym pismem na pożółkłym niemieckim druku urzędowym. Zwięzła treść, przedstawiała konkretne informacje dotyczące ukrycia hitlerowskich skarbów. Sporządzony na tym samym dokumencie szkic sytuacyjny, wykonany techniką rysunku technicznego nie mógł budzić początkowo żadnych zastrzeżeń. Precyzyjnie określał konkretne miejsce, w którym należało rozpocząć poszukiwania. Poniżej tłumaczenie treści listu dokonane w ramach działań operacyjnych SB (pisownia oryginalna):

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

Zobacz również

  • Ugotuj to sam: Sałatka z wątróbką drobiową

    Wątróbka - choć to jedno z podstawowych dań, potrafi być prawdziwym kulinarnym rarytasem. Odpowiednio przyprawiona i przyrządzona to pyszny i przede wszystkim zdrowy smakołyk. więcej

  • Oceń tekst

    Ocen: 67

Reklama

Wasze komentarze (46)

Dodaj komentarz

W czasie stanu wojennego

~kapral -

stacjonowaliśmy w namiotach na polu niedaleko od zabudowań i lasu w pewnej odległości od Elbląga. Dowódca kazał nam wykopać doły pod latryny w zagłębieniu terenu . Po wyrąbaniu w zmarzniętej ziemi dziury dalej szło już lżej. Na głebokości około 1,5 metra natrafiliśmy na drewniane ociosane i chyba zakonserwowane jakimś środkiem belki o szerokości około 30 - 50 cm. W sumie mogły to być podkłady kolejowe. Dół który wykopaliśmy miał wymiary około 1 x 2.5 metra więc pewności co to było nie mam. Teren był piaszczysty i zagłębienie terenu powstało w wyniku zabierania wierzchniej warstwy przez własciciela do budowy własnego domu. Tak więc głębokość około 3 metry o której pisano w tym niby fikcyjnym liście mogła być prawdziwa. No bo kto tak na zdrowy rozum zakopywałby tak głęboko pod ziemią drewniane belki/podkłady które znaleźliśmy podczas kopania dołu pod latrynę ... Muszę się tam chyba w lecie przejechać i porozglądać.

IDIOTYCZNE POLSKIE PRAWO

~**Adam** -

Jak wygląda prawo w Polsce nie chce mi się rozpisywać - tragedia. Także w zakresie poszukiwania skarbów. Nie wolno szukać! Nie wolno kopać! Wszystko co zostanie znalezione należy do Skarbu Państwa! Jeśli ktoś legalnie chce z wykrywaczem metalu przejść się po polu to musi mieć zgodę rejonowego konserwatora zabytków - na dokładnie określoną datę i obszar. Jeśli znajdzie coś cennego może ubiegać się o 'znaleźne' w postaci hehe kilku średnich pensji krajowych - nie że na pewno dostanie dostanie ale ubiegać się może. Paranoja. Wiadomo o setkach potencjalnych kryjówek - są ukryte bunkry, plany ogromnych podziemnych budowli, relacje świadków, mapy etc. Tyle że instytucje państwowe nie mają pieniędzy na poszukiwania a prywatnym poszukiwaczom uniemożliwiwają praktycznie jakąkolwiek działalność. A więc rzeczywistość wygląda tak że gdy już ktoś znajdzie jakiś skarb to po cichutku przemyca gl za granicę i tam sprzedaje - w muzeach i antykwariatach naszych sąsiadów jest więcej polskich zabytków i dóbr kultury niż u Nas. A przy tym szacuje się że w Polsce liczba ukrytych skarbów (co wiąże się z historią kilkuset lat regularnych wojen, najazdów i okupacji) jest niemal najwyższa na świecie.

Komnata już nie istnieje...

~racjonalny. -

pociąg który był załadowany skarbami min.Komnata Bursztunowa ,został zbombardowany przez Armię Czerwoną w okolicach Gołdapi .Zbyt póżno Niemcy się ewakuowały z Kaliningradu.Opiekował się nią Rhode,który wniejasnych okolicznościach zaginął.A resztki wypalonego bursztynu z Komnaty szukać w miejscu z bombardowanego pociągu.

W Niemczech

~Maciek -

pare miesiecy temu byl program o gosciu kolo 50 poszukiwaczu skarbow 3 rzeszy. Posiadal on plany ukrycia komnaty od ojca czy dziadka. Wlasnie w tym programie przeszukiwali miejsce koparka gdzie ma byc ukryta komnata, ktora miala byc zwrocona prawowitym wlascicielom Rosjanom. Po tym programi nic juz niestety nie bylo wiecej o tej probie znalezienia komnaty. Radzil bym sie zainteresowac gorami sowimi z ktorych wyplywa zardzewiala woda i nikt nie potrafi powiedziec z kad ona wyplywa. Wiadomo jednak ze zostaly tam ukryte ciezarowki ktore tam wczesniej wjechaly. Tak samo jest 30 km od wroclawia, pociag wwjechal do gor i slad ponim zaginal. Polacy niestety slabo szukaja skarbw.

Dodaj komentarz