Reklama

Boże, czemu nie jesteśmy tacy, jak Czesi?

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Oscar Wilde mawiał, że najbardziej nie lubimy ludzi, którzy mają takie same wady, jak my. Dlatego tak uwielbiamy Czechów.

Zdjęcie

Jedno z dzieł Davida Cernego: Chrystus ćwiczący na kółkach gimnastycznych /AFP
Jedno z dzieł Davida Cernego: Chrystus ćwiczący na kółkach gimnastycznych
/AFP
Właśnie takie przemyślenia, już na początku swojej najnowszej książki, przekazuje Mariusz Szczygieł. Największy obecnie czechofil w Polsce na dwustu stronach opisuje to, co fascynuje go u naszych południowych sąsiadów. A fascynuje go przede wszystkim to, że są oni od nas tak diametralnie różni.

Śmiech przez łzy

Choć Szczygieł zaznacza, że "Zrób sobie raj" nie powinien być w żaden sposób postrzegany jako obiektywny portret Czechów, to książka jest czymś więcej niż zbiorem kilku kłujących w oczy reporterskich obrazków. "Zrób sobie raj" śmieszy i boli jednocześnie.

Reklama

Śmieszy, bo Czesi nie potrafią żyć bez humoru. Boli, bo jest o Polkach. Nie wierzycie? Wystarczy wszystko to, co o Czechach pisze Szczygieł, obrócić do góry nogami i mamy gorzką wiwisekcję naszego społeczeństwa z wyraźnie wypunktowanymi polskimi przywarami. Zresztą, Czesi u Szczygła sami dużo mówią o Polakach.

Knedliki nasączone piwem

Jeżeli wykrzyczysz Czechowi prosto w twarz, że jest "knedlikiem nasączonym piwem", to ów mieszkaniec kraju nad Łabą prędzej wybuchnie serdecznym śmiechem niż da ci w twarz. Dzieje się tak dlatego, że u Czechów, jak dowodzi Szczygieł, duma narodowa jest pojęciem abstrakcyjnym, tabu nie istnieje, a wszelkie prowokacje z góry skazane są na niepowodzenie.

Nawet rzeźba Davida Cernego, naczelnego czeskiego skandalisty, która przedstawia dwóch mężczyzn stojących w basenie w kształcie Republiki Czeskiej i sikających dokładnie na Pragę, nie wywołała większych emocji. Tuż po odsłonięciu instalacji chcieli zniszczyć ją skini, ale w całym kraju zebrało się ich... "aż" dwudziestu. Pochód obrońców honoru Ojczyzny na "Sikających" zatrzymała policja.

Śmiejące się bestie

Czesi nie są przewrażliwieni na punkcie czci i honoru. Nie przeszkadza im nawet, że inna rzeźba Cernego, przedstawia prezydenta Klausa... w gigantycznym tyłku. Podśmiewują się za to z Polaków, że na świat patrzymy z wrodzona wadą, bo "w jednym oku siedzi nam etos, a w drugim patos". I że jesteśmy mistrzami świata w cierpieniu. Trudno nie zgodzić się, że potrafimy czcić tylko klęski.

Nic dziwnego, że o naszych południowych sąsiadach mówi się, że są "śmiejącymi się bestiami". A śmieją się ze wszystkiego (albo lepiej: wszystko wyśmiewają), bo brak humoru należy do najcięższych grzechów w Czechach. Wyprzedza go tylko grzane piwo.

Najważniejsza pohoda ducha

W Czechach z problemami walczy się ironią. W czasach, kiedy komunizm miał ponoć u naszych południowych sąsiadów "ludzką twarz" i na każdym kroku spotykało się panegiryki na cześć towarzysza Stalina, Egon Bondy - filozof i papież undergroundu - pisał tak: "Z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał".

Tym rubasznym śmiechem Czesi ukrywają jednak, że cierpią. Starają się zagłuszyć nim nieszczęścia. Ten czeski śmiech przez łzy trudno pojąć dopóki nie uzmysłowimy sobie, że kluczem do zrozumienia Czecha jest "pohoda".

"Słowo bardziej przydatne niż "ideologia" czy "honor" - pisze Szczygieł. Pohoda to dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie, przytulność miejsca, bezkonfliktowe związki. Słowem, nie robić ludziom i sobie przykrości. Pohoda to piwo. "Wszystko w pohodie" - może powiedzieć człowiek po stosunku, gość do kelnera po przyniesieniu dań, aktorka do koleżanki po pierwszym akcie. "Wszystko w pohodie" - to jedno z najbardziej pożądanych wyznań".

Jak wyjaśnia Szczygieł, "pohoda to jest to, czego z czeskiej kultury pożądamy i my, Polacy".

Raj bez Boga(?)

Najbardziej jednak Mariusza Szczygła, jak i pewnie tysiące Polaków, zastanawia u Czechów jedna rzecz: jak można żyć bez Boga?

"Normalnie", "całkiem fajnie", "nie do końca bez Boga, coś tam przecież istnieje", "przyjemnie", "lżej niż z Bogiem", "jak bez tyrana" - odpowiadali pytani przez reportażystę "Gazety Wyborczej" Czesi. Nasi południowi sąsiedzi lubią podkreślać, że są "najbardziej zateizowanym narodem świata".

I choć nie jest to do końca prawda (w laickim rankingu wyprzedają ich chociażby Szwedzi), to - jak mówi jeden z bohaterów "Zrób sobie raj" - w Czechach "ciężko być wierzącym. Trochę wygląda się na idiotę". Może to dlatego, że Czesi nie przyjmują niczego, co ich przerasta (a przerasta ich tak patos, jak i Jezus), a może dlatego, że są pragmatykami.

Artykuł pochodzi z kategorii: Ciekawostki

Zobacz również

  • Awantura o seks. Dlaczego stanowi problem?

    Kłótnie nie należą do przyjemnych, zwłaszcza, jeśli dotykają dwojga kochających się ludzi. Jednak popadanie w częste konflikty w związku niestety nie należy do rzadkości. więcej

Reklama

Skomentuj artykuł: Boże, czemu nie jesteśmy tacy, jak Czesi?

Przejdź do forum »

Wasze komentarze: 474

przeczytało: 711 osób Dodaj komentarz

Reklama